Najnowsze wpisy

20.4.18

Koty z podróży

Koty - sympatyczne stworzenia, które często są cichym towarzyszem naszych podróży. Wylegują się na słońcu, miauczą gdzieś w tle lub rozbrajającym spojrzeniem proszą o podzielenie się posiłkiem. Niektóre chude i wygłodzone, inne żyją jak przysłowiowe pączki w maśle. Czasami serce płacze na ich mizerny widok, innym razem oko się raduje ich życiowym zadowoleniem. Dużo ich szczególnie na południu - w ciepłych krajach, pełnych turystów od których zwykle trafi się miłe słowo i jakiś smaczny kąsek. Przeglądając różne foldery ze zdjęciami zorientowałam się, że mam ich naprawdę dużo. To fajny materiał nal ekką, przyjemną i puchatą galerię. Pozwól zatem, że przedstawię Ci moje ulubione koty z podróży!

MALTA - ST.JULIANS

MALTA - SLIEMA 

MAROKO - ESSAOUIRA

MALTA - MDINA

SYCYLIA - TAORMINA

MAROKO - MARRAKESZ

LEFKADA - AGIOS NIKITAS

KORFU - KLASZTOR VLACHERNA

MALTA - LA VALETTA

MALTA - SLIEMA

MALTA - SLIEMA

MALTA - SLIEMA

MALTA - VITTORIOSA

SYCYLIA - CEFALU

TURCJA - ALANYA

11.4.18

Zakochani w Olsztynie

Olsztyn jezioro łódki
Nigdy nie planowałam wyjazdu do Olsztyna. Nie miałam o tym mieście większego pojęcia, nie widziałam zbyt wielu zdjęć, nie słyszałam szczególnie ciekawych historii z nim związanych. Nikt ze znajomych tam nie mieszkał, nie studiował, nie spędzał wakacji. Do zeszłego roku to miasto było poza moim okręgiem zainteresowań.
Potem zaczęłam czytać książki Miłoszewskiego o przygodach prokuratora Szackiego (czy tylko ja uważam, że czyta się je wspaniale aż do ostatniego rozdziału, który zawsze zostawia mnie z ogromnym rozczarowaniem związanym z beznadziejnym zakończeniem?). Akcja jednej z nich rozgrywa się w Olsztynie. Opisów miasta niby nie ma dużo, ale te które są, w jakiś sposób rozbudziły moją ciekawość tego miejsca.
Apetyt ostatecznie rozbudziły też teksty oraz wspaniałe zdjęcia mieszkających tam Mai i Marcina, autorów bloga Travelek24.
Ponieważ w zeszłym roku bardzo chciałam odwiedzić Lawendowe Pole to uznaliśmy z Markiem, że warto zatrzymać się na noc w Olsztynie i trochę pozwiedzać również samo miasto. Ah, to była jedna z najlepszych decyzji!
Zakochaliśmy się. W drugiej chwili, bo w pierwszej znienawidziliśmy za remont w centrum, który sprawił, że dopiero po 3 okrążeniach miasta udało nam się zaparkować samochód w okolicach naszego hostelu. Nasze uczucia nie zmalały ani trochę nawet po nieprzespanej nocy spowodowanej niekończącą się awanturą pijanej młodzieży (jedynie nauczyło nas to tego, żeby nie spać w bramie prowadzącej na Stare Miasto). Szybko jednak zapomnieliśmy o tych niedoskonałościach, bo miasto nas zachwyciło. Jest dość kameralne, ale z drugiej strony jest w nim wszystko to, co do życia niezbędne.
Dla mnie, miłośniczki wody, ilość jezior znajdujących się w obszarze miasta to balsam na zmęczoną metropolią duszę. Co jeden brzeg czy pomost to piękniejszy! Poza tak prozaiczną przyjemnością jak siedzenie na nich i gapienie się na przyrodę, można oczywiście skorzystać z infrastruktury i spędzić czas aktywnie np. na wodnych rowerach czy łódkach.
Widoki są naprawdę obłędne i miałam ochotę skakać z radości jak małe dziecko rozglądając się dookoła. Trafiła nam się przepiękna pogoda, co dodatkowo sprawiało, że świat wyglądał bajecznie.
Kolejną mocną stroną miasta jest zabytkowa jego część z Zamkiem, Wysoką Bramą i Rynkiem Stajomiejskim. Architektura budynków mnie zauroczyła.
Olsztyn ładnie miesza nowoczesność z tradycją, co widać chociażby po nowoczesnych hotelach położonych nad jeziorami, ale też np. w wykończeniu Browaru Warmia.
Od strony kulinarnej też jest dobrze. Zaczynając od zwykłej kawy o poranku, idąc przez znakomite lody od Kroczka na restauracjach z pysznym i relatywnie niedrogim jedzeniem kończąc. Przyznaję, że pomimo polecenia nam kilku miejsc stawiliśmy się dwukrotnie w jednym - Restauracji Cudne Manowce (M&M tak bardzo Wam dziękuję, że o niej napisaliście!). Cóż to jest za miejsce! Jaki wystrój, jakie meble, jakie detale, jaka obsługa, jaka manowcowa lemoniada i pizza z regionalnymi serami kozimi. Łzy w oczach na samo wspomnienie.
W ciągu niecałego roku wróciliśmy już do Olsztyna trzy razy i na pewno nie powiedzieliśmy ostatatniego zdania w tym temacie.
Jadąc tam naprawdę nie liczyłam na nic i nie spodziewałam się niczego. Przyznam, że nie czytałam nawet za dużo bo założyłam, że doczytam na miejscu po zakwaterowaniu się w hostelu. Może to i lepiej, bo przeżyłam wielkie i do tego skrajnie pozytywne zaskoczenie. Dawno żadna podróż nie była dla mnie taką niespodzianką.
Dzięki Olsztynie! Nabraliśmy ochoty na jeszcze więcej Warmii i powrót na dłużej w tamte rejony w tym lub przyszłym roku.

4.4.18

Moje ulubione maltańskie plaże

Mieszkając przez chwilę na Malcie, miałam takie miejsca do których chętnie i często wracałam. Dziś pokażę Wam jedno z nich. Nie bez znaczenia jest fakt, że mój pobyt na wyspie przypadł na zimę. To najniższy sezon turystyczny (chociaż oczywiście odwiedzających nie brakuje!), a zarazem zdecydowanie najchłodniejszy.
Plaża Golden Bay jest chyba najpopularniejszą z nielicznych piaszczystych na Malcie. Zlokalizowana jest w niewielkiej zatoce w północno-zachodniej części wyspy. Nie imponuje rozmiarami, więc łatwo sobie wyobrazić co się tam dzieje w sezonie! Leżak na leżaku, ręcznik na ręczniku. Z baru przy plaży dobiega głośna muzyka, restauracja z widokiem na morze jest pełna gości, podobnie jak sąsiadujący plażą hotel Radisson Blue.
Zimą jest znacznie spokojniej i bardziej kameralnie, szczególnie w wietrzne dni. Najchętniej jeździłam tam w tygodniu, gdyż w weekendy nawet zimą można spotkać wiele osób. Kilka razy na plaży byłam niemalże sama!
Sama plaża Golden Bay nie jest dla mnie niczym szczególnym. Plaża jak plaża, widywałam w swoim życiu ładniejsze (chociaż jak na maltańskie warunki prezentuje się nieźle i co ważne - jest na niej jasny, całkiem miły w dotyku piasek). Fajne jest wszystko to, co znajduje się raptem kilka kroków od niej!
Na wzgórzu położonym po jej lewej stronie można zobaczyć wieżę w kolorze piaskowym. To Għajn Tuffieħa Tower, która blisko 400 lat temu pełniła rolę wieży obserwacyjnej oraz komunikacyjnej. Rozciąga się stąd piękny widok na skały i morze, plażę Golden Bay (poniżej) oraz plażę i zatokę Għajn Tuffieħa. Uwielbiam go!
To jeden z moich ulubionych punktów widokowych i odcinków spacerowych. W gorsze dni zdarzało mi się tam przyjeżdżać, siedzieć nad przepaścią (w bezpiecznej odległości rzecz jasna) i patrzeć na ludzi oraz przyrodę.
Nie widziałam tej drugiej plaży w sezonie, ale wydaje mi się, że może nie być tak tłoczna jak Golden Bay. Prowadzi na nią zejście po dość stromych i długich schodach, do tego trzeba dojść znaczny kawałek z przystanku (wiele osób wybiera to, co ma pod nosem i nie szuka dalej). Zimą była cudowna, pusta i trochę dzika.
Jeśli zatrzymacie się w miejscowościach St. Julian's, Sliema, Buggiba, St. Paul's Bay to dojazd jest łatwy. Co mniej więcej godzinę jeździ autobus 225, który przejeżdża przez każdą z nich. Z tych dwóch pierwszych podróż trwa ok. 50 minut, z dwóch ostatnich o połowę krócej. Jedna uwaga - już w maju wyprawy zaczęły robić się problemowe - autobusy były przepełnione i ciężko było do nich wsiąść na popularniejszych przystankach.

22.3.18

Zanurz się w zielonym Londynie!

Niestandardowe atrakcje Londynu są tym, czego poszukuję intensywnie za każdym razem, gdy planuję podróż do tego miasta. Centrum znam dość dobrze i nie budzi we mnie już większych emocji.  Chcę czegoś innego!
Nie wiem czy nadejdzie taki dzień, gdy wrócę z Londynu i stwierdzę "Wystarczy mi już tego miasta!". Im częściej w nim jestem, tym bardziej ciągnie mnie do niego z powrotem. Za każdym razem odkrywam nowe oblicza, które mnie zachwycają i nie dają o sobie zapomnieć. Każda wizyta jest inspiracją do kolejnej i tak bez końca. 
Byłam w tym mieście kilka razy, a ciągle odczuwam jego wielki niedosyt. A to za mało czasu na muzea, a to za mało na odkrywanie nowych dzielnic i pięknych miejsc. Ciągle w biegu i niedoczasie. Staram się szukać czegoś do tej pory mi nieznanego albo poznawać stare miejsca w inny, mniej tradycyjny sposób. 
Dziś opowiem Ci jak chciałabym spędzić 1 dzień w Londynie będąc tam latem lub późną wiosną. Niestety zawsze jestem późną jesienią lub zimą, więc realizacja tego planu nie była możliwa. Może Ty skorzystasz? 

WYCIECZKA LONDYN INACZEJ 

START - STACJA PADDINGTON
To najlepsze miejsce na rozpoczęcie wycieczki. Przy okazji zobaczysz rzeźbę słynnego misia Paddingtona (jest tak mała, że miałam problem z jej znalezieniem, ale nie brakuje jej uroku). Sam dworzec też jest miły dla oka, można tam kupić jakieś przekąski albo coś do picia. Musisz kierować się do tylnego wyjścia (mijając misia), a potem rozejrzeć za tabliczkami wskazującymi Little Venice. Wychodzisz prosto na kanał, więc sie nię zgubisz. 
LITTLE VENICE 
Pierwsze co widzisz to knajpy na wodzie. Ja przeszłam mostkiem na prawą stronę, żeby zacząć spacer od ogrodów Rembrandta. To malutki park z wyjątkowo przyjemnym widokiem na główną część Małej Wenecji. Wiosną podobno rozkwita w nim mnóstwo tulipanów i hiacyntów. Usiądź na ławce, porozkoszuj się chwilą. 
SPACER WZDŁUŻ KANAŁU 
Teraz czas na spacer. Miejsce jest doskonale przystosowane - są mostki i chodniki. Idź przed siebie, oglądaj łodzie. Każda jest inna, każda jest kolorowa i na swój sposób ciekawa. Na pewno zobaczysz właścicieli robiących porządki lub małe remonty albo po prostu siedzących na pokładzie z przyjaciółmi. 
Przyglądaj się uważnie, szukaj detali i szczegółów, które sprawiają, że żadna łódź nie jest taka sama jak pozostałe. Niektóre są ciekawie ozdobione, bardzo zadbane, inne trochę zapuszczone. 
Kanały, rzeki i ogólnie woda w środku dużych miast jest tym, do czego mam ogromną słabość. Pewnie dlatego lubię takie miasta jak Amsterdam, Paryż, Praga czy Wrocław. Kanały, mostki, wyspy i łódki rozgrzewają moje serce do czerwoności. Wszędzie gdzie pojadę staram się szukać wodnych akcentów. 
Jeśli wolisz oglądać budynki, możesz wejść na górę po schodkach. Okolica jest ładna, pełna ciekawych, jasnych i eleganckich budynków. Możesz zrobić krótką przerwę, pochodzić po pobliskich uliczkach. 
Zdjęcia Little Venice z tego wpisu zrobiłam w połowie lutego. Kolorów, drzew i słońca nie brakowało. Kiedyś na pewno wrócę tam w cieplejszym miesiącu, gdy zieleń jest bujna i w pełnym rozkwicie. 
REJS PO REGENT'S CANAL 
Pospacerowane? 😊 Nogi trochę bolą, ale to jeszcze nie koniec! Czas się udać na przystanek wodnych taksówek (przy moście w głównej częsci Little Venice) skąd odpływają łódki w kierunku Camden Lock. W sezonie (kwiecień - październik) można liczyć na kilka kursów dziennie, rejs trwa 45 minut, a bilet w 1 stronę kosztuje ok. 10£. Można wykupić bilet w 2 strony, ale ja mam inną wizję zakończenia tej wycieczki!
Trasa jest malownicza. Latem i wiosną ta okolica tonie w zieleni. Można płynąć łódką lub spacerować. Oczywiście w szczycie sezonu jest dosyć tłoczno, ale gdzie w Londynie nie jest? 
Łódka płynie. Na lewo drzewa, na prawo drzewa (musisz to sobie teraz wyobrazić bo w lutym o ciężkie od liści gałęzie niestety ciężko). Po drodze mosty, ładne domy, ZOO i jeszcze więcej kolorowych łódek. 
Po niecałej godzinie rejsu łódka dopływa do Camden Lock. To juz czas na kolejny dłuższy przystanek.
CAMDEN MARKET 
OK, nie jest to może zielona oaza spokoju, ale latem jest ładnie. W dni robocze bywa nawet przyjemnie. To miejsce w którym możesz odpocząć, pospacerować i zjeść coś pysznego. Pisałam już o nim na blogu:

⇨⇨⇨ Zobacz też wpis CAMDEN TOWN - ODWIEDZIĆ CZY ODPUŚCIĆ? ⇦⇦⇦

REGENT'S PARK 
Ostatnim punktem wycieczki jest Regent's Park. Dojdziesz tam spacerem. Możesz podziwiać kwiaty w ogrodzie różanym lub popływać łódką po jeziorze (jeśli jeszcze nie masz dosyć!). Usiąść na trawie, patrzeć w niebo albo planować kolejny dzień w Londynie. A dzień zakończyć na Primrose Hill obserwując jak miasto zapada w sen.

                                 ⇨⇨⇨ Zobacz też wpis REGENT'S PARK JESIENIĄ ⇦⇦⇦

TOP