27.5.12

Praga. Wrażenia pierwsze.

To miał być mały wyjazd na szybką regenerację sił przed szczytem sezonu w pracy. Byłam w Pradze już trzykrotnie, za każdym razem zimą i na bardzo krótko (zwykle kilka godzin). Wspomnienia miałam pozytywne, jednak to, co zastałam w tym mieście wiosną, zauroczyło mnie i mimo, że od powrotu minęło już kilka godzin, to ciągle pod urokiem pozostaję. Praga jest przepiękna. To, co urzeka mnie najbardziej - na każdym kroku odnajduję kawałki miast, które lubię najbardziej - ulice z klimatycznymi budynkami a'la Barcelona, widoki z mostów jak w Paryżu, wąskie pastelowe uliczki jak z lizbońskiej Alfamy. Eleganckie ulice handlowe prawie jak w Londynie, czy miejsca, gdzie czuję się jak w Wilnie. A najlepsze jest to, że pomimo podobieństw, Praga ma swój charakterystyczny styl, który sprawia, że nie jest to kolejne miasto "takie jak reszta". Stolica Czech jest szalenie różnorodna, miejscami bardzo nowoczesna, a chwilami zatrzymana w czasie. Mieszają się w niej style, języki turystów z całego świata. Zachwyca zieleń, architektura i ogrom teatrów, galerii, wystaw. Jedzenie smakuje wybornie - ani razu nie byłam rozczarowana tym, co znalazło się na moim talerzu. Miasto piwem płynące, którego mieszkańcy relaksują się pływając po Wełtawie rowerami wodnymi. Mały wyjazd zaowocował głębokim uczuciem. Z miłością do Lizobony nie wygra, ale nieco depcze jej po piętach. A dzięki bliskości i przystępniejszym cenom transportu ma szansę stać się szybkim, podróżnym lekiem na złe dni.

21.5.12

Valldemossa. Cała w kwiatach.

Valldemossa. Prawdopodobnie jedno z bardziej znanych miasteczek na Majorce. Położone malowniczo wśród gór, kojarzy się przede wszystkim z klasztorem kartuzów, w którym swego czasu mieszkał Fryderyk Chopin z George Sand, ale... wcale nie zamierzam o tym opowiadać, gdyż tę historię zaserwuje każdy papierowy przewodnik.
Uliczki Valdemossy
Nie będę więc przynudzać jak to było i dlaczego, ani jak wyglądała Chopinowska cela (ponieważ, przyznaję - nie poszliśmy jej obejrzeć). Pozwolę sobie pokazać miejsowość swoim okiem. Całą w kwiatach!
Co ciekawe, pierwsza twarz jaka rzuciła mi się w oczy jak wyszliśmy z auta to wcale nie Chopin, tylko plakat z twarzą Michaela Douglasa! Dopiero w Polsce dowiedziałam się, że owy amerykański aktor nie tylko ma tam swoją posiadłość, ale też założył centrum kulturalne Costa Nord.
Valdemossa Majorka
Poza oczywistym Chopinem, drugim symbolem Valldemossy jest ogromna ilość kwiatów i dbałość o drobne nawet szczegóły.
  A detale to jest to, co Agnieszki lubią najbardziej :) Prawda, Aga? :)
Doniczek jest mnóstwo. Stoją, wiszą, dyndają na wietrze... Prawie zawsze towarzyszą im malowane obrazki i kafelki, przedstawiające postaci świętych lub różne scenki. Ładnie się to ze sobą kompunuje.
Valdemossa MAjorka
Valldemossa ma przyjemny klimat. Mimo, że przeładowana turystami (nawet przed sezonem), daje szansę na znalezienie spokojnego, cichego zakątka. Małej uliczki czy ciekawego drobiazgu jak ta oto wycieraczka :)
Urzekają mnie zawsze takie widoki - świadomość, że w niektórych miejscach nie jest ludziom obojętne co ich otacza, jest budująca. Trochę pracy, pomysł i niewielkie koszty mogą ze zwyczajnych drzwi wejściowych uczynić prawdziwe, małe dzieło sztuki.
Do Valldemossy jeszcze na pewno wrócę w kolejnych wpisach. Zdjęć mam dużo, ale wspomnienia nieco zatarte... Żałuję, że wyjazdprzypadł akurat w niezbyt ciekawym dla mnie czasie i myśli uciekały gdzieś daleko, zamiast przeżywać dni zgodnie z mottem "gdziekolwiek jesteś - bądź". Ale takie jest już życie. Nic się nie dzieje bez przyczyny. I, jak dodał mój znajomy "Wszystko się dzieje we właściwym czasie". Nawet jeśli w danej chwili trudno to zaakceptować i w to uwierzyć.
TOP