9.11.12

Bajeczne łódki luzzu w Marsaxlokk

Kiedy w przewodniku zobaczyłam nazwę miejscowości Marsaxlokk, trochę się zdziwiłam :) Musicie wiedzieć, że język maltański brzmi jak arabski, co było dla mnie pewną niespodzianką. Według Wikipedii nazwa tej rybackiej wioski pochodzi od słow "marsa" oznaczającego "port" oraz "xlokk" co w lokalnym jezyku oznacza "południowy-wschód".
To jedyne miejsce na południu do którego się wybrałyśmy w czasie wyjazdu. I nie żałuję, ponieważ wolę zobaczyć mniej a dokładniej. Skupić się na drobiazgach i nie śpieszyć. Zjeść lunch, wypić kawę. Do Marsaxlokk dojeżdża autobus 81 z Valetty, jedzie ok. 35min.
To typowe miasteczko rybackie. Pachnie wodą a cały niewielki port usiany jest bajecznie kolorowymi łódeczkami luzzu, użwanymi przy połowach ryb, m.in. lampuki w sezonie jej migracji czyli jesienią. Już pisałam, że jest to biała, delikatna, soczysta i pyszna ryba, ale akurat ta w portowej miejscowości okazała się zdecydowanie najmniej smaczna.
Żałuję, iż akurat tego dnia było bardzo duże zachmurzenie. Słońce wychodziło tylko na moment, cudownie rozświetlając wodę i łodzie, co miało pozytywny wpływ na soczystość barw. Poniżej widać oko Ozyrysa na jednej z łodzi. Pojawia się często i ma chronić rybaka przed złymi wydarzeniami na morzu oraz pomóc wrócić do portu.
Łódki prezentują się naprawdę ślicznie kołysząc na wodzie. Są podobne, ale jednak każda jest inna, ma charakterystyczną cechę.
Spacer promenadą zajmuje maksymalnie 35-40 minut, jeśli do tego doliczymy czas na lunch, to w miejscowości można spędzić jakieś2h, bo poza częścią portową i miłym kościołem innych atrakcji brak. Chyba, że ktoś usiądzie i zapatrzy się w pastelowe kolory luzzu.
Więcej wrażeń czeka na odwiedzających Marsaxlokk w niedzielę, kiedy odbywa się tu wielki, tradycyjny targ. Niestety nasz samolot przylatujący jak też wylatujący był właśnie w ten dzień, więc nie mogłyśmy odwiedzić żadnego targu (odbywa się też w stolicy). Teoretycznie codziennie można tu kupić pamiątki made in China na stoiskach wyglądających jak targ, ale jest to góra zwykłej tandety.
To było przyjemne popołudnie. Niestety żeby zobaczyć coś jeszcze na południu wyspy, musiałybyśmy wrócić do stolicy i tam się przesiąść w inny autobus i wrócić, co nie miało za bardzo sensu.
TOP