4.7.13

Polecany film - "Elizabethtown"

  Nie przepadam za komediami romantycznymi, ale są wśród nich perełki, które uwielbiam.
 W moim odczuciu są to jednak dobre filmy obyczajowe, z nutką uśmiechu i jakąś historią
 miłosną malującą się w tle. Dzisiaj film, który nie cieszy się zbyt dobrą opinią na forach,
    ma niskie oceny, ale mi to nie przeszkadza. Widziałam go już kilka razy i  jeszcze nie raz
    obejrzę. To jeden z filmów, które trzymam zamknięte w małej, białej szufladzie z napisem
  "Ma melancholię i niepogodę". Zapraszam Was w podróż do Elizabethtown. Ruszamy?!
"Elizabethtown" (reżyseria/scenariusz Cameron Crowe) to przyjemna opowieść
o człowieku, który swoje życie uzależnił od sukcesów zawodowych. Zapomniał
o rodzinie, zachłysnął się sławą i życiem na pokaz. I wtedy przyszło FIASKO...
Przyszło szybko, bo w pierwszych dwóch minutach filmu doprowadzając Drew
do samobójczej próby przerwanej informacją o śmierci ojca, którego nie widział
od dawna. Ha! Brzmi przygnębiająco, dołująco i ponuro? Nic z tego! Wszystko 
co widzimy na ekranie jest lekko przerysowane i doprawione świetnym humorem.
Głównego bohatera gra Orlando Bloom i jest to jedyna rola, w której go lubię, bo nie
jest w mojej opinii dobrym aktorem. Jako Drew jest niezły. Trochę ciamajdowaty, a
 trochę uroczy. Pakuje walizkę i niezbyt chętnie wyrusza do Kentucky, gdzie mieszkają
 krewni ojca i gdzie zmarł on na zawał serca. W samolocie poznaje ciut upierdliwą, ale
 słodką Claire, która pracuje w American Airlines jako stewardesa. Na pożegnanie cyka
     mu pamiątkowe zdjęcie (nieistniejącym) aparatem. Wiemy, że tych dwoje jeszcze się spotka.
 
 Gdy Drew przyjeżdża do Elizabethtown, nie umie ukryć zaskoczenia. W miasteczku, w którym
nie był od lat, wszyscy go znają i witają z radością. Ojciec, z którym rzadko się kontaktował w
ostatnich latach jest to kochany i niemalże czczony. Jego ogromna rodzina, o której nie wie zbyt
 dużo, okazuje się nieco specyficzna, ale bardzo pozytywna. Urok prowincjonalnego miasteczka,
stare zatargi rodzinne, próba odnalezienia się w nowej sytuacji i pełne humoru sytuacje, to tylko
część z zalet tego filmu. Wspaniała jest też ścieżka dźwiękowa, która należy do moich ulubionych
płyt i często słucham jej w domu w sobotnie popołudnia sprzątając lub leżąc na kanapie z książką.
 Nie chcę powiedzieć za wiele. Bo w filmie dzieje się dużo, chociaż wydaje się, że nie
 dzieje się nic. Są rozmowy telefoniczne o wszystkim i niczym, spotkania nad ranem z
 serii "meet me halfway", zaduma nad zmarnowanym czasem i szansami, które już nie
 wrócą, dziwne zdarzenia na hotelowym korytarzu, nawiązywanie relacji z rodziną oraz
  przypadkowa przyjaźń, która przynosi wytchnienie a z czasem powolutku zmienia się w
 coś więcej. Na końcu Drew wyrusza w samotną, powrotną podróż do domu w Oregonie,
  którą od dawna planował odbyć z ojcem, ale jakoś ciągle brakowało mu czasu. Piękna to
  podróż, wartościowe sam na sam z własnymi myślami, nadchodzącą zawodową katastrofą,
 która ma szansę stać się nowym początkiem. Tym bardziej, że gdzieś na jarmarku, czeka...
Ok, miałam nic nie mówić! Lubię "Elizabethtown" na niesamowitą lekkość, brak zadęcia,
  specyficzny i trafiający w mój gust humor, abstrakcyjność niektórych sytuacji. Nie jest to
 arcydzieło światowej kinematografii, ale przyjemna, podnosząca na duchu historyjka o tym,
  co w życiu jest naprawdę ważne, jak też o tym, że większość szans, może się nie powtórzyć.

11 komentarzy:

  1. Ja tam lubie komedie romantyczne, byle nie za bardzo romantyczne, ot takie lekkie filmiki z fajna sceneria, przy ktorych mozna sie wylaczyc, a nawet przespac. Poszukam, moze gdzies po interncecie sie plata. Dawno niczego nie ogladalam w ogole.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam wcześniej o tym filmie, ale namówiłaś mnie :) Poza tym skoro to TY go polecasz to musi być dobry!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze chciałam obejrzeć ten film, ale nigdy nie miałam okazji. A skoro Tobie się podobał i go polecasz to nie ma przebacz, teraz muszę go obejrzeć...

    OdpowiedzUsuń
  4. No to idę do wypożyczalni !
    Muszę to obejrzeć , ciekawie się zapowiada ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Za Orlando też nie przepadam, ale Twój opis zachęca, poszukam i obejrzę na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam tylko raz, ale się zakochałam :) Polecam wszystkim, przyjemne kino.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo pozytywny film a muzyka faktycznie amerykańska w najlepszym wydaniu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Aż jestem zaskoczona, że wiekszość nie widziała :)

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie NN !
    Serdecznie zapraszam na podroze-to-co-kocham.blogspot.com
    Trochę się u mnie zmieniło ...
    Wejdź :)
    Marysia

    OdpowiedzUsuń

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

Komentarze obraźliwe lub pisane w moim odczuciu wyłącznie po to, żeby zostawić link do swojej komercyjnej strony nie są publikowane.

TOP