28.5.13

Praca w biurze podróży - czy ułatwia podróżowanie?

Dostałam ostatnio kilka e-maili od osób, które napisały, że zazdroszczą mi pracy w biurze podróży i tego, że dzięki niej mogę podróżować. Dwie osoby napisały nawet, że po maturze chcą studiować turystykę, aby móc poświęcić się podróżom... Pytają czy studiowałam turystyk,ę a jeśli tak, to czemu wybrałam te studia. Chyba czas na oficjalne sprostowanie dotyczące związku mojego życia zawodowego z podróżniczym i kilka słów o pracy oraz studiach. Skończyłam zarządzanie ze specjalizacją turystyczną, ale większość osób z branży skończyło zupełnie niezwiązane z nią studia i uważam, że kierunki stricte turystyczne są stratą czasu - są łatwe, bardzo ogólne i niewiele można po nich robić.
Pracę w biurze podróży wybrałam 5 lat temu z pełną świadomością, właśnie z powodów ideologicznych. Wbrew opiniom, jest to bardzo stresująca praca, wymagająca naprawdę anielskiej cierpliwości, ogromnej wiedzy, zarówno z zakresu geografii jak też setek hoteli, bo dla wielu osób hotel to podstawa. Pasjonatom takim jak ja, którzy chcą jak najwięcej odkryć, zobaczyć, poznać (ludzi, kultury, lokalnej kuchni) wakacje All Inclusive (90% sprzedaży) ranią serce. Wyjazdy służbowe (ok 1-2 na rok) polegają przede wszystkim na poznaniu bazy noclegowej, zrobieniu zdjęć i podzieleniu się tą wiedzą po powrocie. Hoteli jest dużo, czasu mało i trzeba je ocenić pod względem wielu szczegółowych kryteriów: Jak się prezentują budynki, jaki mają wystrój, nasłonecznienie, czy nadają się dla osób niepełnosprawnych, jak prezentuje się wspólna część, korytarze, lobby itd. 
Czy są miejsca, gdzie można usiąść na dworze, zamówić picie, posiedzieć? Stoliki, krzesełka, bar? W miłym i ładnym miejscu, z muzyką no i w przyjemnej atmosferze.
Jak wyglądają pokoje, jak są wyposażone, czy są małe czy przestronne, czy jest w nich dostęp do światła, czy meble są nowe czy stare, czy pokoje są po remoncie? Czy w pokoju jest lodówka i sejf, czy są płatne czy już w cenie? Czy jest balkon lub taras? Czy są na nim krzesełka i stół? Zwykłe plastikowe czy jakieś lepsze? Jeśli są to apartamenty, to czy w aneksie kuchennym jest wszystko czego potrzeba?
Czy łazienka jest czysta i zadbana, jak wygląda, czy jest schludna i godna zaufania? Czy jest wanna, kabina prysznicowa - zamykana czy z zasłonką? Czy jest próg w brodziku? Jaki jest rozmiar łazienki, czy jest suszarka do włosów?
Jaki jest widok z hotelu i z pokoju? Na basen lub ogród, ulicę czy na morze? 
Jak daleko jest od miasta, bo niektórzy klienci wolą spokój a inni preferują miejsca, gdzie można wyjść z hotelu i od razu być w centrum, korzystając z jego atrakcji. Czy w okolicy są jakieś tawerny, restauracje, sklepy z pamiątkami, markety, dyskoteki?
Jaki jest stan ogrodu, czy jest dużo zieleni, czy widać, że ktoś o nią regularnie dba? Czy są kwiaty i zacienione miejsca, gdzie można siedzieć z dziećmi w czasie upału?
Jak prezentują się baseny, czy są czyste, bezpieczne? Czy nie mają zniszczonych płytek, zardzewiałych elementów i śliskiej powierzchni dookoła. Czy jest bar? Co w nim serwują, w jakich godzinach? Czy basen jest na słońcu czy w miejscu, gdzie szybko pojawia się cień? Jest duży czy mały? Prostokątny czy o nieregularnych kształtach? Czy są zjeżdżalnie? Czy jest część wydzielona dla małych dzieci? Czy są leżaki? Jak jest ich dużo względem ilości pokoi i potencjalnej ilości gości w hotelu?
Jakie atrakcje hotel oferuje dla dorosłych? Animacje, wieczorne koncerty, zajęcia sportowe z instruktorem (np. aqua aerobic, fitness). Czy na terenie hotelu można uprawiać sport? Jaki? Tenis, koszykówka, siatkówka, rowery, sporty wodne? Czy jest salon SPA z sauną, jacuzzi i masażami? Czy są płatne czy może już w cenie?
Co hotel ma do zaoferowania dla najmłodszych gości? Plac zabaw, amfiteatr, gdzie codziennie odbywają się animacje, mini klub, brodzik, zjeżdżalnie, menu dla dzieci na stołówce, łóżeczka dla niemowlaków, sala do przewijania, bawialnia, małe krzesełka? Czy jest grupa polskojęzycznych animatorów i czy w sezonie będzie dużo dzieci?
Czy stołówka jest duża? Czy jest czysta? Czy obrusy są niepoplamione, a talerze, kubki i sztućce są dobrze wypolerowane? Jakie miny ma obsługa?
Czy jedzenie jest smaczne, jaki jest wybór lokalnych przysmaków? Czy są owoce morza, warzywa, desery? Czego można  się napić? W jakich godzinach serwowane są posiłki, czy w ramach All Inclusive są alkohole z importu? W których barach All Incl działa i co one oferują? 
Jak daleko z hotelu jest do najbliższej plaży, czy jest ona prywatna czy publiczna? Czy leżaki i parasole są płatne, jeśli tak to ile? Czy na plaży jest bar All Inclusive? Jak plażawygląda, czy jest sprzątana? Piaszczysta, żwirowa, kamienista a może mieszana? Piach jest biały, szary czy czarny? Miękki czy zbity? Zejście do morza łagodne czy od razu jest głęboko? Woda jest przejrzysta czy zamulona? Ma rafę czy nie ma? Rafa jest żywa czy już martwa? Można wejść do wody z plaży czy trzeba z pomostu bądź kamiennej platformy? Czy plaża jest wąska czy szeroka? Krótka czy długa, dobra do spacerów? Czy woda jest ciepła czy zimna? Czy są fale? Czy wieje wiatr? Czy da się robić babki?
Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości - tak, o to wszystko klienci pytają i to dość często. Ja przy swoich wyjazdach nie zwracam uwagi na żaden z punktów poza bliskością miasta i czystością pokoi, ale rozumiem, że inne osoby mogę zwracać uwagę na zupełnie inne kwestie niż ja, szczególnie jeśli wyjeżdżają z małymi dziećmi. Często też słyszę, że mam dostęp do dobrych ofert - tak, ale dobre oferty są zwykle na za kilka, a ja mam ustalony grafik z góry na kolejny miesiąc i nie mogę wyjeżdżać nigdzie między czerwcem a sierpniem, kiedy jest szczyt sezonu. Lubię pracę z ludźmi, wiele osób pozytywnie mnie nakręca, często mogę rozmawiać z klientami którzy mają duże poczucie humoru, szeroką wiedzę na różne tematy i czas leci szybko :)

Ale naprawdę moja praca ma niewiele wspólnego z moimi wyjazdami, pracując w innej branży też bym jeździła, bo bez tego nie wyobrażam sobie życia a prawdopodobnie bym lepiej zarabiała. Owszem, miałam okazję wyjechać 2 razy za darmo (nagrody w konkursie sprzedażowym), ale wymagało to ciężkiej pracy i wygrania z grubo ponad 40 osobami. Tym, którzy chcą studiować turystykę radzę się zastanowić dwa razy, bo uważam, że lepiej mieć jakiś fach w ręku a w biurze czy jako pilot lub przewodnik można pracować zupełnie niezależnie od kierunku, który się pierwotnie studiowało. Ja nadal szukam swojej drogi zawodowej, bo chociaż lubię moją pracę, to czuję, że czekają jeszcze inne wyzwania!

27.5.13

Stare Miasto w Pradze - klimatyczne i kolorowe

Kiedy wspominam Pragę zawsze sobie myślę "Jak tam jest pięknie!". Dawno żadne miasto tak blisko od Polski nie zrobiło na mnie tak wielkiego wrażenia. A że trafiłam na cudowną pogodę to zachwycałam się podwójnie.

23.5.13

Polecany film - "Spotkanie"

Chciałabym częściej pisać o filmach, które zrobiły na mnie wrażenie, zapadły w pamięć, coś zmieniły w sposobie myślenia czy patrzeniu na świat. Po co? Żeby ocalić je od zapomnienia, zachęcić Was do obejrzenia, jeśli nie mieliście jeszcze okazji. Będą wywoływać uśmiech, czasami wzruszać czy zmuszać do refleksji. Jak do tej pory, łączyć je będzie wątek podróży albo zderzenia kultur. Kino drogi czy poszukiwanie siebie. Dzisiaj jeden z moich ulubionych "The Visitor" ("Spotkanie").

18.5.13

Warszawa - Stare Miasto w pastelowych odcieniach

Słońce wyszło i w końcu mogłam powrócić do włóczenia się po Warszawie! Aktualnie jest tak obłędnie zielono dookoła, że mogę tylko siedzieć spokojnie w parku i patrzeć w chmury przez soczyste liście na drzewach, wdychać zapach kwiatów i dziękować Bogu, że widzę, słyszę, czuję i mogę tego doświadczać.
Takie proste a jak często o tym zapominamy. Po obejrzeniu "Imagine" odczuwam wielką wdzięczność że z moim wzrokiem wszystko dobrze, że mogę podziwiać tak wiele pięknych miejsc, zachwycających widoków, że widzę kolory, światło, detale... Kilka dni temu wybrałam się na mały spacer Stare Miasto-Nowe Miasto-Mariensztat.
Jestem tam co kilka miesięcy i za każdym razem coś się zmienia. Znikają sklepy a na nich miejsce pojawiają się nowe. To samo z knajpkami, ciągła wymiana.  Zazwyczaj mój spacer wygląda podobnie. Wchodzę w ulubioną ulicę Piwną, dochodzę do Podwala  i dalej ruszam powoli w kierunku Nowego Miasta.
Na chwilę zatrzymam się przy ulicy Piwnej, mam z nią dużo dobrych wspomnień. Jest spokojna, malownicza, prawie nigdy nie ma na niej tłumów. Dużo tu sklepów, a nawet zwykły spożywczy z przyzwoitymi cenami. I bliski mi kościół Św. Marcina.
Jest kilka knajpek, księgarnia i cudownie pastelowe, nieco obdrapane ściany.
Na ulicy Freta jest natomiast zawsze dużo turystów i mieszkańców miasta. Kolejki w barze mlecznym, zawsze zajęte stoliki w popularnej kawiarni "To Lubię" usytuowanej w białej wieży kościoła oo. Dominikanów.
Ja jednak zawsze przemykam cichutko, skręcam za kościołem w prawo, wchodzę na podwórko i czuję się trochę jak w innym świecie. Spokojnie, i kolorowo. Spokojne barwy, zupełna cisza. Czasem słychać psa, jak szczeka gdzieś za drzwiami albo śmiech dzieci za siatką, na placu zabaw.
Uwielbiam Rynek Nowego Miasta, to kolejne miejsce, które wspaniale mi się kojarzy. I kilka stąd kroków do małego kościółka spod którego pięknie widać Wisłę i Park Fontann. To tutaj jest uwielbiany Mamaison Hotel La Reigina i znana restauracja Freta 33. I w kilka minut można dojść do Fortecy, gdzie co środę przyjeżdża Pan Ziółko z warzywami.
Lubię swoje samotne spacery. Odpoczywam wtedy, nie muszę silić się na rozmowę. Mogę obserwować i szukać odpowiedzi na różne pytania.  Pomimo, że lubię ludzi - nawet bardzo, to czasem trzeba od nich odpocząć ;)
Wracam również ulicą Freta, ale przechodzę z drugiej strony Rynku, mijając Kamienne Schodki, Kino Alchemia które nie wiem czy nadal działa, piękne tulipany na małym placyku na tyłach katedry Św. Jana Chrzciciela, przemykam bokiem na Placu Zamkowym i schodzę w doł przy kościele Św. Anny w kierunku Mariensztatu i zielonego skwerku.
Pisałam w zeszłym roku na starym blogu o Kawiarni Ogrody, do której chodziłam czasem przed pracą. Niestety, tuż po tym jak przestałam tam pracować, kawiarnia zamknęła się i do tej pory nie ma nic na jej miejsce. Szkoda, bo zrobiło się pusto i cicho. Brakuje mi kilku lokali, które w 2012 przestały istnieć. Przywiązuję się do miejsc, szczególnie jeśli mają dobrą energię. Tak było z Ogrodami i Bezgraniczną. Na tym zwykle kończę swój spacer, chyba, że chcę odwiedzić którąś z knajp na Powiślu. Ale zazwyczaj idę do tramwaju i jadę z powrotem do domu :)

13.5.13

Polecany film - "Imagine"

Bardzo ucieszyła mnie informacja, że najnowszy film Andrzeja Jakimowskiego kręcony był w Lizbonie. Temat poruszony w "Imagine" wydał mi się ciekawy, niestandardowy, dotąd mi nieznany. Spodziewałam się dobrego i pięknego kina. Nie zawiodłam się, pomimo mocno skrajnych opinii na forach internetowych.
O czym jest "Imagine"? Są dwie płaszczyzny, jedna oczywista a druga nie.  Pierwsza to fakty: do ośrodka dla niewidomych położonego w okolicach lizbońskiej Alfamy przyjeżdża niewidomy nauczyciel prowadzący zajęcia własną, kontrowersyjną dla wielu metodą. Uważa, że niewidomym nie potrzeba laski, aby sprawnie funkcjonować w społeczeństwie. Jest silny, pewny siebie i często budzi nieufność wśród innych osób. Ale czasami też fascynację czy cichy podziw.  Druga to już kwestia własnej interpretacji. Rozmawiałam z trzema osobami które  oglądały ten film i każda miała zupełnie inne odczucia na temat tego co się na ekranie wydarzyło. I każda z tych osób zupełnie inaczej wytłumaczyła sobie finałową scenę. Uwielbiam kino, które nie ma odpowiedzi podanych na tacy. Dla mnie to jeden z tych filmów, które siedzą w głowie jeszcze na długo po opuszczeniu kinowego fotela.
Co ja sądzę o "Imagine"? Przede wszystkim uważam, że Jakimowski zrobił film na wysokim, światowym poziomie. Film, któremu nie brakuje niczego. Jest wciągająca historia, wiele pytań w czasie seansu na których odpowiedź wcale nie jest prosta. Jestdobra gra aktorska, jest prostota chwil połączona z zachwycającym pięknem Lizbony.Jest fenomenalne światło, które czuje się na skórze siedząc w ciemnej sali. Są detale na które twórca kładzie wielki nacisk. Powolne, nieśpieszne ujęcia, skupienie na szczegółach - mam świadomość, że wiele osób nazwie to po prostu "nuuuda". Podoba mi się ciekawy sposób przedstawienia niektórych zdarzeń i sytuacji - nie widzimy wielu scen, po prostu je słyszymy. Kamera pokazuje nie to, co jest głównym przedmiotem zainteresowania a tło. Pewne rzeczy są niedopowiedziane, a twórcy delikatnie przestawiają nas z kierowania się zmysłem wzroku na zmysł słuchu. Dla mnie jest to film o odwadze i strachu, o pragnieniu samodzielności. O tym, że potrzebujemy pozytywnych wzorców, ludzi, którzy popchną nas do przodu, dadzą nadzieję, rozbudzą w nas entuzjazm. W filmie są też chwile zwątpienia, duża niepewność i momenty rozczarowania, kiedy złudzenia wydają się pękać niczym bańka mydlana. Ale czy tak naprawdę się dzieje? Czy "nieprawda" nie ma przypadkiem wielu odcieni? Czy naciąganie pewnych rzeczy zawsze jest złe, szczególnie jeśli ma prowadzić do dobrego? To bardzo dyskusyjny film i mam tego pełną świadomość. Tym bardziej warto go zobaczyć.
Po seansie siedziałam chwilę wbita w fotel. Wyszłam na ulicę i... film był nadal ze mną. Słyszałam wszystko, widziałam niewiele. Potwierdziły mi to wszystkie osoby z którymi rozmawiałam na ten temat. Po filmie na krótki czas nieprawdopodobnie wyostrza się słuch. Z ogólnego szumu w centrum miasta od razu wyróżniałam dźwięk samochodu, motoru,  roweru. Kroki dziecka, kroki dorosłego, oddalający się szum fontanny i zbliżający tramwaj. Co mogę powiedzieć? Idź do kina, jeszcze jest szansa. Usiądź wygodnie w miękkim fotelu.  Imagine... Jesteś w Lizbonie, najpiękniejszym mieście Europy. Nie możesz jej zobaczyć, ale możesz ją... usłyszeć. Bo czasami, jak powiedział główny bohater "patrzymy, ale nie widzimy".

5.5.13

Warszawa, Łazienki Królewskie wiosną

Od 5 lat nie miałam wolnego w maju. Hasła "Wielka Majówka", "Najdłuższy weekend" czy "weź 3 dni urlopu , aby mieć wolnych 9 dni" działają na mnie jak płachta na byka ;) Moja "majówka" zawsze wygląda tak samo - w pracy, poza 1.05 i 3.05, które ustawowo są wolne w większych instytucjach i to mnie ratuje.
W tym roku przyjechał do Warszawy mój mały brat. Chociaż już wcale nie taki mały! Nie wiem kiedy minęło 5 lat i kiedy tak urósł... Ale fajny chłopak z niego!
Od Janka można się dowiedzieć wielu przydatnych w życiu rzeczy. Że na urodziny koleżanki trzeba się ubrać w koszulę i krawat, aby okazać jej  szacunek. I trzeba przynieść kwiaty, bo dziewczynki należy traktować jak "małe damy". I że paw bez ogona to wcale nie jest młody paw a "jest to żona Pana Pawia!". Wybraliśmy się do Łazienek Królewskich, bo lekko deszczowa pogoda pokrzyżowała plany wycieczki kolejką wąskotorową.
Nie byłam tam ponad rok. Świeżo po deszczu cudownie pachniało dookoła. Janek oddychał głęboko stwierdzając, że powietrze jest bardzo czyste i pełne tlenu :) Deszcz cudownie podkreślił też zieleń trawy i drzew. Było soczyście.
Mój brat - od razu widać, że jesteśmy spokrewnieni ;) Biegał po parku z aparatem, w czapce Kapitana i robił zdjęcia każdego krzaka czy ptaka.
Jak na wolny dzień, nie było zbyt dużych tłumów, co umożliwiało spokojne zwiedzanie, wsłuchiwanie się w ciszę i podziwianie budzącej do życia przyrody.
 Zima była długa... ale nie ma żadnych wątpliwości, że już ustąpiła miejsca wiośnie!
 Na zdjęciu poniżej, słynna "żona Pana Pawia" i rodzinne, weekendowe spacery.
No właśnie, pawie. Zawsze uważałam je za największą zaletę Łazienek i jej charakterystyczną cechę. Nie wiem jak one to robią, że z tymi długimi ogonami potrafią wlecieć na samą górę wysokiego drzewa albo na czubek jakiejś rzeźby.
Kawiarnie świeciły pustkami, nieliczne osoby raczyły się ciepłą herbatą.
Przez chwilę poczułam się jak kilka tygodni temu w zielonej Irlandii :)

Spójrzcie na tę kaczkę poniżej, jest cudna jak namalowana. Czy zna ktoś może ten gatunek? Widziałam ich dużo. Po spacerze pojechaliśmy do dziadków na obiad i bawiliśmy się do późnego wieczora. I tak nam minął ten wspólny Jeden Dzień... A jak Wasze Majówki? Długie, krótkie, bliskie czy dalekie?
TOP