20.12.14

Moje Maroko. Jakie jest?

Maroko lampiony
Wróciłam z Maroka. Znowu czas jakby przyśpieszył i trudno uwierzyć, że minął ponad tydzień od ostatniego wpisu. I że tak wiele się wydarzyło! Wciąż kręci mi się w głowie na wspomnienie tych smaków, zapachów i dźwięków. Był to wyjazd służbowy, ale i tak starałam się chłonąć ten wspaniały kraj wszystkimi zmysłami. O odwiedzeniu Maroka marzyłam od lat. Musiałam się dopasować, ale i tak udało mi się stworzyć pewien obraz "mojego Maroka". Tego, co szczególnie zostaje w pamięci.

MAROKO - CO NAJLEPIEJ ZAPAMIĘTAŁAM?

Kolorowe talerze z Maroka
Kolory. Soczyste, nasycone, kontrastowe. Wzory, motywy. Odcienie. Wszystkie barwy świata.
Maroko koty
Koty - wszędobylskie, ciekawskie, ale trochę przestraszone. Jedne puchate, inne chudziutkie. Zawsze piękne.
Port w Essaouira Maroko
Wielobarwny port w miasteczku Essaouira, z którego nagle wygoniło nas straszne urwanie chmury.
Maroko pomarańcze na drzewie
 Owoce na drzewach. Pomarańcze, cytryny, mandarynki, opuncje. Tak bardzo cieszące oczy.
Meczety i poranne wzywanie wiernych do modlitwy przez muezina. Niezwykła pobudka o świcie.
Marokańskie przyprawy
Oszałamiający zapach przypraw, kosmetyków, kadzideł, olejków a nawet kwitnących drzew i krzewów.
Maroko mewy
Wrzask mew rano, po południu i wieczorem. Ps. Uważajcie na mewy. Potrafią być dość złośliwe :) 
Plaża w Agadirze
Szeroką i długą plaża w Agadirze. Zawsze pełną życia, śmiechu i ruchu. Bardzo pozytywne zaskoczenie.
Restauracja Maroko
Odwiedzane hotele. Wśród podobnych, międzynarodowych sieci, trafiały się prawdziwe perełki.
Maroko tradycyjne danie tagine
Smaki lokalnej kuchni. Powtarzany do znudzenia tadżin. Wczoraj narzekałam, a jutro za nim zatęsknię.
Zakupy. Negocjowanie cen. Nieudolną naukę targowania się i uzbrajania w anielską cierpliwość.
Port sardynkowy w Agadirze, zadziwiający na każdym kroku. Miejsce absolutnie niepowtarzalne.
Suk w Marrakeszu w strugach deszczu. Czułam się, jakbym była w zupełnie innej, nieznanej mi bajce.
Miętową herbatę. Uzależniającą! I mówię to jako osoba, która nigdy nie nasypała cukru do herbaty.
Marrakesz. Plac Dżamaa al-Fina na chwilę przed zmierzchem. Nie zapomnę tego do końca życia.
 Kozy na drzewie. Kiedyś sobie powiedziałam, że nie uwierzę, dopóki nie zobaczę. Uwierzyłam.
Stale zmieniające się widoki za oknem. Widziałam tak mało. Chcę więcej, więcej, więcej! Trochę mnie zabolało, gdy pod koniec podsłuchałam rozmowę dwóch osób, które uznały, że Maroko nie ma nic do zaoferowania poza słońcem i leżakiem. Nigdy się z tym nie zgodzę, ale nie będę polemizować. Każdy z nas lubi coś innego. 

8.12.14

Bożonarodzeniowe Jarmarki w Berlinie - relacja

Berlin Gendarmenmarkt
Przyszła zima, czas na przedświąteczny Jarmark Bożonarodzeniowy! W tym roku padło na Berlin. Zdecydowałyśmy się znowu jechać Ecolines z dwóch względów: krótki czas przejazdu (7h15min) oraz dogodne godziny pozwalające na spędzenie na miejscu pełnego dnia bez noclegu (wyjazd o godz. 23.30 w piątek z Warszawy, a odjazd z Belina o 22.30). Z usług tego przewoźnika miałam  już okazję korzystać kilkakrotnie i za każdym razem byłam zadowolona ze standardu oraz serwisu na pokładzie. Teraz też było fajnie: dużo miejsca na nogi, rozkładane fotele, w jedną stronę ekranik z filmami i grami, miła opieka. Usiadłam, przykryłam się kocykiem i usnęłam.
Berlin przywitał nas szarym i chłodnym porankiem, tłumem koczującym na dworcu i lodowatą toaletą w której chciałam się przebrać. W czynnym już kiosku zakupiłyśmy herbatę, ogrzałyśmy się siedząc na kaloryferze, po czym wyruszyłyśmy na spacer do sklepu, w którym chciałam kupić ulubione grzane wino, kartofelki marcepanowe dla babci i kilka innych słodkich drobiazgów, które później odstawiłyśmy do skrytki na dworcu. Zentraler Omnibusbahnhof położony jest w zachodniej części miasta, do najbliższej stacji metra idzie się ok. 5 min, a do Alexanderplatz jedzie ok. 35 min.
Zdecydowałyśmy się kupić bilet jednodniowy za 6.70 EUR, żeby w razie potrzeby móc podjechać bez martwienia się o dodatkowe koszty (1 przejazd kosztuje 2,60 EUR). Jadąc z dworca wysiadłyśmy na Potsdamer Platz, skąd udałyśmy się spacerem pod Bramę Branderburską. Jeszcze będąc w Polsce uznałam, że warto pójść na spacer z przewodnikiem i się czegoś ciekawego o tym mieście dowiedzieć.
Wybrałam Free walking Tour (wynagrodzenie według uznania i możliwości) z firmy, którą znałam m.in. z Edynburga i byłam zadowolona. Grupy wyruszają o 11.00 spod Starbucksa znajdującego się koło Branderburgen Tor. Naszym przewodnikiem był pochodzący z Australii Taylor, który 5 lat temu bez pamięci zakochał się w stolicy Niemiec i postanowił tam zamieszkać. 
Jarmarki bożonarodzeniowe Berlin
W czasie 2.5h spaceru zobaczyłyśmy m.in. Pomnik Pomordowanych Żydów Europy, fragment Muru Berlińskiego, symboliczne wspomnienie po checkpoint Charlie (przejściu granicznym między NRD, a Berlinem Zachodnim), Babelplatz i Gendarmenmarkt. Historie warte posłuchania, ale miejsca raczej nie wzbudzające zachwytu z powodów oczywistych. Do tego było strasznie zimno i bardzo wietrznie.
Po rozliczeniu się z Taylorem podjechałyśmy na Alexanderplatz żeby coś zjeść na pierwszym z jarmarków. Przeszłyśmy go jednak na szybko i zupełnie nic nie przypadło nam do gustu, więc niechętnie udałyśmy się do pizzerii Romantica, która okazała się smaczną knajpą z włoską obsługą. 
Berlin Jarmark świąteczny
Coś przekąsiłyśmy, wypiłyśmy po grzańcu, rozgrzałyśmy się i spacerkiem przeszłyśmy na kolejny jarmark - koło Czerwonego Ratusza i wieży telewizyjnej. Ten był naprawdę sympatyczny, może dzięki radosnej muzyce, lodowisku i kolorowej karuzeli? Czuć było wyraźnie świąteczną atmosferę.
Podobał mi się ogień rozpalony w kilku miejscach, można się było trochę ogrzać.
Muszę przyznać, że generalnie jarmarki w Berlinie nie podobały mi się aż tak bardzo jak te w Dreźnie. Wielu z Was pewnie pamięta relację, a jeśli nie, to jeszcze może to nadrobić. Pewnie wpłynęło na to wiele czynników, wśród których królowało zimno, szarość i zmęczenie (w Dreźnie tego nie było! :)).

⇒⇒⇒ Zobacz też wpis JARMARKI BOŻONARODZENIOWE W DREŹNIE ⇐⇐⇐

Poza tym w Berlinie jarmarków jest bardzo dużo i są rozrzucone po całym, ogromnym mieście. Wiele z nich ma niezbyt atrakcyjną lokalizację, jak duże place otoczone sklepami i fastfoodami. Na niektórych jakość oferowanego towaru jest dość niska, przedmioty są kiczowate i tandetne. 
Część asortymentu była zbliżona, ale część niestety nie - nigdzie nie mogłyśmy znaleźć np. przepysznej mieszanki przypraw do grzańca, która w Dreźnie była dostępna w kilku miejscach.
Zakupy na jarmarku bożonarodzeniowym Berlin
Standardem były oczywiście bombki i dekoracje świąteczne, mniejsze i większe figurki z drewna, szklane kule z prószącym wewnątrz śniegiem, czapki, szaliki, ciepłe skarpety i rękawiczki, biżuteria.
Z jedzenia kiełbaski bratwurst w bułce, na niektórych stoiskach ryby, pojawiał się flammkuchen, dużo dań na bazie ziemniaków (w tym placki) i cieszący się wielkim zainteresowaniem langosz - tłusty węgierski placek, którego popularność jest dla mnie zagadką.
Ze słodyczy: owoce w lukrze i czekoladzie (w tym jabłka na patyku wyglądające jak z bajki o Śpiącej Królewnie), smażone kulki przypominające pączki, uwielbiany przez nas trdelnik (poniżej), zwany też podobno ciastem kominowym, potwornie drogie orzeszki w miodzie, ciastka przypominające pączki i kule z kruchego ciasta w kolorowych polewach, w posypce z wiórków albo orzechów.
Ceny raczej wysokie. Nic nie kupiłyśmy, ale też nie planowałyśmy żadnych jarmarkowych zakupów.
Pod Czerwonym Ratuszem spędziłyśmy trochę czasu, po czym poszłyśmy na Nostalgischer Weihnachtsmarkt, raczej nieduży i kameralny, z wyjątkowo szybko kręcącą się karuzelą.
Zaczynało robić się coraz ciemniej i chłodniej. Rozgrzewałyśmy się kolejnymi kubkami grzanego wina. A może raczej szklankami - w Berlinie to one królowały. Wysokie, smukłe, zaszronione. Szczerze mówiąc zdecydowanie wolałam drezdeńskie, kolorowe kubki z ciekawymi wzorami.
Mam zdecydowanie "południowe" gusta kulinarne, więc na jarmarkach nic nie krzyczy "Zjedz mnie!".
   Kolejnym punktem był jarmark Gendarmenmarkt, pierwszy tego dnia z płatnym wstępem (1 EUR).
Ogonek chętnych był bardzo długi, ale sprzedaż biletów odbywała się szybko i sprawnie, po niespełna 5 minutach byłyśmy w środku. I cóż mogę powiedzieć? Super! Zupełnie inny poziom niż te darmowe. Pierwsza różnica - piękne miejsce, plac otoczony ciekawą architekturą. Dużo zadaszonych namiotów, większość ogrzewanych, więc jeśli znajdzie się wolny stolik, można nawet zdjąć kurtkę. Widać, że na stoiskach króluje lepszej jakości asortyment, jest więcej ładu, nie ma tak wielu kiczowatych gadżetów.
Na jarmarkach płatnych jest także bogate zaplecze artystyczne - tańce, koncerty, występy i inne.
Nam akurat trafił się występ grupy baletowej, dziewczyny tańczyły do mojej ukochanej melodii z filmu "Amelia".
Wypiłyśmy ostatnie wino. Coraz mocniej bolała mnie prawa stopa, niestety do dziś ból się jeszcze utrzymuje. Po raz pierwszy miałam na sobie tak długo te konkretne buty i chyba nie były najlepsze. 
Metrem podjechałyśmy znów na Plac Poczdamski z centrum handlowym, pod którym znajduje się kolejny nieduży jarmark. Weszłyśmy do galerii Arkaden sprawdzić czy jest mój ulubiony sklep z różnymi drobiazgami do domu i muszę przyznać, że byłam zachwycona świątecznymi ozdobami. Postarali się!!!
Poniżej: kino znajdujące się tuż obok wspomnianego centrum handlowego. Zapadła już noc :) 
Ostatnim punktem naszej wycieczki był jarmark oddalony od centrum jakieś 20 minut jazdy metrem. Zlokalizowany jest pod pałacem Charlottenburg, a wstęp kosztuje 3 EUR.
Nie miałam już siły robić zdjęć, musicie mi zatem uwierzyć na słowo, że piękny był to jarmark, w pięknych okolicznościach przyrody :) Pałac przepięknie oświetlony, dookoła lampeczki i dekoracje, dużo ciepłych namiotów, gustowne produkty, strefa dla dzieci. Drogo, tłoczno, ale naprawdę ładnie. 
Moja stopa zaczęła powoli błagać o litość, zdecydowałyśmy się więc wrócić nieco wcześniej na dworzec (dzieliły nas od niego 3 stacje metra). Kupiłyśmy herbatę, przepakowałyśmy nasze zakupy i usiadłyśmy wygodnie na kaloryferze. Autobus Ecolines przyjechał na czas, cieplutki i wygodny, usnęłam jak dziecko i spałam do rana. To był intensywny dzień, ale nie żałuję, że nie zostałyśmy na noc w Berlinie. O świcie byłam już w Warszawie i miałam całą niedzielę dla siebie.

27.11.14

Cudowny Królewski Ogród Botaniczny w Edynburgu

Ogród botaniczny w Edynburgu
Piękny był to dzień. Kolejny z serii "to zbyt słoneczne, aby mogło być prawdziwe w Szkocji jesienią". A jednak było! Prawie październik, a ja bez kurtki, w balerinach jem ciasto marchewkowe na ławce w parku Inverleith, obserwując wesołe dzieciaki grające w piłkę i młodych ludzi spacerujących z psami. Idealnie!
Uciekłyśmy z Royal Mile, najbardziej zatłoczonej w sobotę ulicy Edynburga najpierw na West End, potem do Dean Village, a na końcu do ogrodu botanicznego. Tego dnia dziękowałam sobie w myślach za to, że zdecydowałam się wrócić do Szkocji na dłużej niż rok temu, chociaż wiele osób pytało "po co?". Edynburg jest tak fantastycznym miastem, że nie sposób rozkoszować się nim w biegu. Za łatwo wtedy coś pominąć.
Ogród botaniczny położony jest w północnej części miasta, niby niedaleko od centrum, a jednak po drodze trochę się pogubiłam. W tej lokalizacji znajduje się od lat 80-tych, wcześniej działał blisko pałacu Hollyrood. Jest ogromny (26 ha) i przy sprzyjającej pogodzie można w nim spędzić nawet pół dnia. Warto dodać, że jego oddziały znajdują się w Dawyck, Benmore i Logan, a każdy jest wyjątkowy!
Na starcie zdziwiło mnie jak wiele osób kłębi się przed wejściem, bo myślałam, że będziemy same :) Wstęp jest bezpłatny, dodatkowo płatne są wejścia do szklarni (odpuściłyśmy z braku czasu) i mapa, którą za symboliczną oplatą można kupić w punkcie informacyjnym. Polecam, bo jest ładne wydana i praktyczna.
Na terenie ogrodu jest tak dużo zakątków, alejek, tajemnych przejść, że bez mapy można poczuć się jak w labiryncie i stracić orientację. Jest ogród skalny, są wielkie rododendrony, jest ogródek rodem z działki (z kapustą i pomidorkami), mnóstwo kwiatów (w czasie naszej wizyty widziałyśmy m.in. krokusy i wrzosy).
Jest chińska część z małym pawilonem, ogródek poświęcony Królowej Matce, alpinarium z górskimi roślinami, palmiarnia (płatna), ogromne trawniki na których można siedzieć, rozmawiać i urządzać pikniki.
W czasie naszego spaceru spotkałyśmy rekordową ilość rodzin z Polski, miałam wrażenie, że co druga grupka mówi w naszym języku. Panowie ze zdjęcia fotografowali panie idące przed nimi :)
Gdy weszłam do domku wyłożonego szczelnie muszelkami w Queen Mother Memorial Garden byłam tak zachwycona, że aż zapomniałam przeczytać co on właściwie oznacza. Czy ktoś wie?
Droga prowadząca do palmiarni. Przez okna wszystko co jest w środku wyglądało wręcz zjawiskowo, więc od razu pożałowałam, że nie mogłyśmy wejść do środka. Planowałyśmy spędzić w ogrodzie godzinę, ale okazał się tak duży, że spędziłyśmy dwie i mam nieodparte wrażenie, że zobaczyłyśmy co najwyżej połowę jego atrakcji, o ile nie mniej. W parku, podobnie jak w całym Edynburgu nie brakuje drewnianych ławek z dedykacjami.
Mam do nich wielką słabość. W dużym, anonimowym mieście, gdzie każdy się śpieszy, są one taką małą szansą na zatrzymanie się na chwilę, zastanowienie. Nadają miastu ludzkiego oblicza.
Wiem, że na zdjęciach raczej tego nie widać, ale tego dnia ogród był pełen ludzi, szczególnie rodzin z dziećmi w różnym wieku.
 Randki, spacerki, mamy pchające wózki, dzieci oglądające z uwagą kwiatki, starsze małżeństwa.
Tak miło przyjść do parku i po prostu poczytać książkę. Latem często mi się to zdarza w naszym warszawskim Ogrodzie Saskim, położonym w samym centrum stolicy, bardzo blisko mojej pracy.   Proste radości. Uwielbiam. Nigdy nie uważam tego za stratę czasu. Czysty relaks i dotlenienie :)
Powiem Wam, że Królewski Ogród Botaniczny mnie zaskoczył bardzo pozytywnie. Idąc tam nie czytałam o nim dużo, wiec nie wiedziałam czy jest duży, ładny i w ogóle interesujący.
Dla mnie był przepiękną oazą ciszy i spokoju, cieszącą wszystkie zmysły. Gdybym miała więcej czasu, bez wyrzutów sumienia spędziłabym tam cały dzień. Nie jest to raczej atrakcja na dwudniowy pobyt w Edynburgu, ale jeśli będziecie dłużej to warto się wybrać. Zachwycić, wyciszyć.. Mocno polecam!
TOP