31.3.14

Andaluzja i Costa del Sol w marcu - czy to dobry czas?

O podróży na południe Hiszpanii marzyłam praktycznie od zawsze, ale jakoś nigdy nie było okazji. Kiedy w październiku zobaczyłam dobre oferty na loty do Malagi,  pozostało wybrać termin. Zdecydowałyśmy się lecieć pod koniec marca. Trochę się bałam, jaka będzie pogoda. Czy słusznie?
Nie! Było idealnie: wiosennie, słonecznie, subtelnie, bez upałów, ale  przyjemnie. W ciągu dnia nawet 23*C, ale wieczory i poranki wymagały długiego rękawa. W Sewilli trochę pokropiło, ale szybko wyszło słońce.Wiosna to świetny czas na wyjazd do Andaluzji i na całe wybrzeże Costa del Sol, szczególnie dla osób, które chcą aktywnie spędzać czas, zwiedzać. Nie ma ukropu, nie ma też tłumów (chociaż turyści oczywiście są, ale więcej widać miejscowych). W drugiej połowie marca zaczynają kwitnąć kwiaty pomarańczy i nad miastami unosi się niezwykły, słodki aromat. To zapach, którego chyba nie zapomnę nigdy, niesamowity. Minusem jest temperatura wody (dla mnie lodowata) i pojawiające się silne wiatry. Na  plażach są już ludzie, zwykle za parawanem, ale życie o tej porze roku toczy się głównie przy promenadzie - jogging, rowery. Warto też zabrać parasolkę, na wszelki wypadek.
W Maladze lądowałyśmy o 17.30, szybko przejechałyśmy pociągiem do centrum, zjadłyśmy pierwsze i ostatnie pieczone ziemniaki patatas bravas, popiłyśmy sokiem świeżych pomarańczy, a o 20.30 wyruszyłyśmy autobusem w dalszą podróż do Sewilli.
Odebrały nas: Ania, która zaproponowała nam nocleg, za co bardzo raz jeszcze dziękujemy i Monika, która by dotrzeć na spotkanie, przejechała ponad 600 km. Szybka herbatka i padłyśmy na łóżko bez sił. A rano trzeba wstać i ruszać w miasto!
Sewilla przywitała nas chłodnym porankiem i bardzo ciepłym dniem. Najpierw  zjadłyśmy z Anią śniadanie niedaleko katedry, a potem we trzy zwiedzałyśmy do upadłego, czyli do późnego wieczora. W międzyczasie jadłyśmy dużo smacznych rzeczy, śmiałyśmy się i bandażowałyśmy moje biedne, pościerane do krwi stopy.
A to nie koniec atrakcji, bo jeszcze czekało na nas wino z pomarańczy, na które zabrała nas Ania i pełen emocji pokaz flamenco. Na drugi dzień jeszcze trochę się pokręciłyśmy po wąskich uliczkach, aby po popołudniu wziąć udział w obiedzie, na którym spotkałyśmy kilka nowych osób. Odbywał się on w przepięknym miejscu, na cudnie zielonym patio, ukrytym na dziedzińcu niepozornego, zwykłego budynku.
Dzień minął szybko i już wieczorem czekała nas pożegnalna kolacja w lokalu, na ścianach którego, wysiały ogromne głowy zabitych byków.. Co kraj, to obyczaj.
Po krótkiej nocy (pobudka o 6 rano!) pożegnałyśmy się i ruszyłyśmy w drogę powrotną do Malagi, gdzie złapałyśmy pociąg do Fuengiroli, jednej z bardziej znanych miejscowości wypoczynkowych na Costa del Sol. Za 3,55 EUR dojeżdża tam wygodna kolejka. To było nasze miejsce docelowe na kolejnych kilka dni. Wynajęłyśmy tani, ale bardzo praktyczny  apartament przy samej nadmorskiej promenadzie - z aneksem kuchennym, salonem oraz sypialnią i balkonem. Niskie ceny poza ścisłym sezonem są plusem wyjazdów w tym czasie.
Za mną kilka stresujących tygodni, wiedziałam więc, że poza zwiedzaniem, będę też chciała wypocząć na plaży, ale nie bardzo mi to wyszło (nie dotarłam na nią ani razu). Podróżując prywatnie, staram się dowiedzieć czegoś o odwiedzanych miejscach pod kątem mojej pracy, więc wybrałam się z wizytą do dwóch popularnych wśród Polaków kurortów - Torremolinos i Benalmadena (na pewno podzielę się z Wami swoją opinią).
W kolejnych dniach udało mi się odwiedzić Rondę, Mijas i samą Malagę, na więcej niestety nie starczyło nam już czasu. Odległości w Andaluzji są duże, więc Granada, Kordoba, Kadyks czy Gibraltar muszą poczekać. Wiem, że w tamte okolice kiedyś wrócę, nie odczuwam zatem wielkiego żalu :) Swoje 6 dni wykorzystałam na 100%.
Była Sewilla z cudowną architekturą, magicznymi zakątkami i wszechobecnym wizerunkiem Jezusa i Jego Drogi Krzyżowej. Widziałyśmy nawet próby obchodów Semana Santa i na tym etapie miałam szczękę na podłodze (Ania pisała na ten temat bardzo dużo, więc nie śmiem nawet z Nią konkurować, ale przeczytajcie koniecznie tutaj!). Byłyśmy nawet w barze, który jest inspirowany wydarzeniami Wielkiego Tygodnia i jego ściany zdobią tematyczne zdjęcia....
Ronda zachwyciła nas swoim klimatem i dała szansę zobaczenia Plaza de Toros z Muzeum Corridy. Jestem przeciwniczką tego typu rozrywek, ale nie da się ukryć, że to element kultury miejsca w którym byłam, więc chciałam dowiedzieć się więcej. Mijas zaskoczyło mnie mocno swoim komercyjnym obliczem, Malaga nie przypadła mi za bardzo do gustu,  za to o turystycznych miejscowości wybrzeża mam do powiedzenia dużo! Jadłyśmy wiele pysznych dań i wypiłyśmy trochę hiszpańskiego wina. Cieszyłyśmy się słoneczkiem, ale też czytałyśmy książki leżąc na kanapie w salonie lub szykowałyśmy w kuchni późne śniadania. Wyjazd był udany, mam więc nadzieję, że wpisy z Hiszpanii przypadną Wam do gustu!

20.3.14

Ulica Piwna na Starym Mieście w Warszawie

Niektórzy z Was mogą kojarzyć te zdjęcia, ponieważ pojawiły się dawno temu na blogu, który prowadziłam tylko przez chwilę i większość wpisów jest już schowana w archiwum. Postanowiłam pokazać je ponownie, ponieważ ta akurat ulica należy do moich najukochańszych zakątków Warszawy. Zapraszam na spacer ulicą Piwną.
Zaczyna się ona przy Placu Zamkowym i ciągnie aż pod bramę kończącą  obszar całej Starówki. Brukowana, kolorowa jest mi szczególnie bliska. Z różnych powodów.
Znajduje się na niej m.in. kościół Św. Marcina, z którym łączy się dużo pięknych wspomnień. Pełni on funkcję kościoła  rektorskiego sióstr franciszkanek służebnic Krzyża, znanych z prowadzenia zakładu dla ociemniałych w Laskach pod Warszawą. Młodzi kojarzą go głównie z nabożeństwami ekumenicznymi ze śpiewami z Taizé.
Kościół jest piękny zarówno z zewnątrz, jak też w środku, warto tam zajrzeć.
  Sama Piwna jest ulicą bardzo klimatyczną, z wąskimi przesmykami, grą słońca i cienia.
Oprócz wizyty w kościele, można też zrobić zakupy, m.in. w pięknej księgarni, w sklepie jubilerskim, sklepiku z pamiątkami, czy u krawca. Ciągle powstają nowe lokale w miejscu starych, także ulica zmienia oblicze bardzo często i praktycznie zawsze oferuje coś nowego.
Piwna jest najdłuższą ulicą Starego Miasta, ale na jej spokojne i przejście razem ze  sklepami wystarczy godzina. Wersja dla "szybkich" mówi o 15 minutach biegiem ;)
Mi się chyba nigdy nie znudzi, każdy spacer to wielka przyjemność. Bardzo lubię chodzić po Starym Mieście sama, obserwować turystów i zastanawiać się, co bym myślała, jak bym na wszystko dookoła patrzyła, gdyby nie było "moje". Odwiedzam Piwną tak często jak mogę.
A czy Wy znacie Warszawską Starówkę? Podoba Wam się czy nie bardzo?

17.3.14

Najładniejsze i najciekawsze miejsca Majorki w dwa dni

Pomimo ciągłych zawirowań w ostatnich tygodniach, myślami jestem już w Sewilli. Cieszę się słońcem, dobrym towarzystwem, pięknym miastem i winem z pomarańczy. Uznałam, że idealnie z tym co teraz przeżywam, skomponuje się wspomnienie z Majorki. Chciałabym przedstawić Wam propozycję spędzenia dwóch dni na tej wyspie, uwzględniając najciekawsze według mnie miejsca.
To były chyba najcieplejsze dni, jakie spędziliśmy na tej hiszpańskiej wyspie. Niby wiosna, a prawie jak lato. Bezchmurne niebo, cudowne światło i krótkie rękawki. Nie wiem czy pamiętacie, ale na Majorce mieliśmy "blogowy zlot" - ja, Ewa, Aga i Nuno, a z nami moja koleżanka Justyna. Kiedy Ewa pracowała, my wynajęliśmy samochód, aby odwiedzić kilka najpopularniejszych miasteczek. Na początek Valdemossa, o której już kiedyś na blogu pisałam.
Następnie, wzdłuż zachodniego wybrzeża przejechaliśmy do miejscowości Deia, gdzie po krótkim spacerze doszliśmy na wzgórze z kaplicą i niewielkim cmentarzem.
Dookoła spokój, dużo zieleni, śpiew ptaków, cytrynowe drzewka, niska zabudowa.  Kolejne 20 km i dojechaliśmy do urokliwego Sóller, którego życie koncentruje się wokół głównego placu z katedrą. Na pierwszym zdjęciu - Ferrocarril de Soller, którym można odbyć piękną widokowo podróż aż do stacji w Palma de Mallorca. Na trasie tunele i mosty, za oknem cudne krajobrazy.
Z tego co słyszałam, podobno jest to wycieczka dla tych, co nie mają żadnych problemów komunikacyjnych, ponieważ mocno trzęsie, a sam pociąg jest dość wiekowy. Trasa składa się z dwóch części - w Sóller można jeszcze przesiąść się do tramwaju, który docelowo jedzie do Port de Sóller (foto z parasolem). Bilet w 2 strony na całą podróż to koszt 28EUR, a rozkłady jazdy znajdziecie na oficjalnej stronie kolejki. My nie mieliśmy okazji się nią przejechać, ale znalazłam w sieci blog z bardzo szczegółowymi zdjęciami z przejażdżki.
W Port de Sóller pokręciliśmy się trochę po uliczkach i po porcie, w którym zamówiliśmy lunchowe przekąski. Padło na krokieciki, panierowane kalmary i małe rybki, ale musze przyznać, że raczej nie było to najlepsze danie z tego wyjazdu. Za tłusto i za ciężko. Ostatnim przystankiem było malutkie, położne w głębi lądu Fornalutx, gdzie usiedliśmy w cieniu i zamówiliśmy zimny sok ze świeżych pomarańczy. Pamiętacie wpis z tego miejsca?
Valdemossa jest miasteczkiem, w którym spokojnie można spędzić 3-4 godziny, jeśli chce się pospacerować po klimatycznych uliczkach, zwiedzić dawny klasztor kartuzów, coś zjeść. Deia to przynajmniej godzina, kolejna jedna lub dwie na Sóller oraz port, a doliczając do tego przejazdy, robi się nagle późne popołudnie. Oczywiście pędząc można zwiedzić nawet całą wyspę w jeden dzień, ale jaki to ma sens? My skończyliśmy na soku i ruszyliśmy z powrotem do El Arenal, podziwiając malownicze pejzaże za oknem i fantazjując o kolacji w La Rioja.
Kolejnego dnia wyjechaliśmy z samego rana, tym razem już w piątkę, bo Ewa miała wolny dzień. Naszym pierwszym celem była Pollença, miejscowość położona kilka kilometrów od brzegu Morza Śródziemnego. Z tych, w których czas płynie wolniej.
Kawałek od centrum znajduje się 365 (ufff ;) ) szerokich schodów prowadzących na wysokie wzgórze, wzdłuż których w Wielki Piątek znajdują się stacje Drogi Krzyżowej.
Weszliśmy. Niby nie tak wysoko, ale słońce grzało. Na szczycie czekała na nas kapliczka.
I przepiękny widok na miasteczko, a na dalszym planie również na wybrzeże, gdzie dotarliśmy po kilkunastu minutach jazdy, do Cala Saint Vincenç.
W międzyczasie postanowiliśmy coś przekąsić. Ewa miała ochotę na potrawę, o której dużo czytaliśmy, ale ciężko ją było gdziekolwiek znaleźć w menu - tumbet. Jest to jedno z tradycyjnych dań Majorki - bakłażany, ziemniaki, papryka z sosem pomidorowym i oliwą.
Kolejnym przystankiem był półwysep Formentor, z którego nie mam żadnych zdjęć, ale drogę wspominam jako zakręconą i bardzo wietrzną. Dookoła skały i morze, a w oddali gdzieś za wszystkimi serpentynami biała sylwetka wysokiej latarni morskiej. Magicznie.
Stąd już tylko kilka kilometrów dzieli nas od mojego ulubionego punktu zwiedzania. Najpierw pojechaliśmy do Port d'Alcúdia, gdzie przez chwilę pobiegaliśmy po plaży, przeszliśmy się głównym deptakiem, po czym ruszyliśmy na poszukiwanie jedzenia :)
Część uczestników wycieczki wybrała paellę z wieeeeelkiej patelni, a ja wybrałam przepyszną sałatę z cykorią, kurczakiem, awocado i jogurtowym sosem. Mniammm!
Najedzeni i zadowoleni dotarliśmy w końcu do miasta Alcúdia. W jego starej części na jakiś czas się rozstaliśmy i każdy poszedł w swoją stronę. Ja zgubiłam się w gąszczu ulic, obserwując życie mieszkańców toczące się przed domami i w niewielkich kawiarenkach. 
 
Całość zabudowań otoczona jest murem, więc pod wieczór były mocno zacienione. Żałuję, że nie mieliśmy już więcej czasu, bo chętnie bym pospacerowała jeszcze jakąś dodatkową godzinę, ale trzeba było wracać, bo do przejechania prawie cała wyspa!
Śpieszyliśmy z powrotem do El Arenal, na kolejną odsłonę Festiwalu Jedzenia! Tym razem, zamiast knajpy, zrobiliśmy większe zakupy w markecie. Hiszpańskie wędliny, tortilla, oliwki, sery, sałata, piwo a na deser sałatka z truskawek i bananów. Do nocy puszczaliśmy na youtube różne przeboje lat 90-tych, drąc się na całe gardło z zespołem Loft "Mallorca, extasy and motion, oh oh oh, That's Mallorca, Mallorcaaaaaaaaaaaaa!".
Poniżej, dla zainteresowanych, mapki odwiedzonych przez nas w ciągu 2 dni miejsc.
Na Majorce jest o wiele więcej ciekawych zakątków, np. zatoki na wschodnim wybrzeżu, Palma de Mallorca, groty i Jaskinie Smocze, Park Krajobrazowy Albufera i inne, ale nie da się wszystkiego zobaczyć w dwa czy trzy dni. Do Palmy wybraliśmy się autobusem kilka dni później, zrobiłam niewiele zdjęć, ale może na jeszcze jeden dodatkowy wpis się uzbiera.

13.3.14

Londyn praktycznie - jak zorganizować wyjazd?

Londyn informacje praktyczne
Wybierasz się do Londynu i nie wiesz od czego zacząć planowanie wyjazdu? Dobrze trafiłeś! Chętnie podzielę się z Tobą swoim doświadczeniem i pomogę zorganizować pełen dobrych wspomnień wyjazd. Zaczynamy!

Wpis powstał w 2014 roku, ale w marcu 2018 został zaktualizowany po moim powrocie z Wielkiej Brytanii!

TANIE LOTY Z POLSKI DO LONDYNU

Siatka połączeń tanich linii lotniczych, a także samolotów rejsowych jest bardzo rozbudowana. Na marzec 2018 loty do stolicy Wielkiej Brytanii realizowane są z większości portów lotniczych (Warszawa, Poznań, Łódź, Wrocław, Kraków, Katowice, Rzeszów, Bydgoszcz, Gdańsk, Szczecin, Olsztyn, Lublin). Główni przewoźnicy na tych trasach to Wizz Air, Ryanair, Easyjet, LOT, British Airways. Ceny biletów zaczynają się od 39zł w 1 stronę. 

Przeloty z Polski na lotnisko Heathrow oferują linie LOT i British Airways. Uważam, że warto wylądować na nim chociaż raz w życiu! Widok kolorowych samolotów ze wszystkich krajów świata zrobił na mnie ogromne wrażenie. Lotnisko jest duże, starty i lądowania odbywają się na nim co mniej niż minutę! Główne lotnisko Londynu zlokalizowane jest 24 km od centrum miasta i świetnie z nim skomunikowane. 

Jak dostać się z lotniska Heathrow do centrum Londynu? To proste! Do wyboru masz kilka możliwości: 
  • Pociąg Heathrow Express do stacji Paddington (15 minut, od 20£ w 1 stronę) 
  • Pociąg Heathrow Connect do stacji Paddington (25 minut, 10.30£ w 1 stronę)
  • Niebieska linia metra Picadilly (ok. godziny, 6.30£ bilet w 1 stronę) 
  • Autobus - ale z tego lotniska akurat uważam, że nie ma to sensu chyba, że do innego miasta
  • Taksówka (ok. godziny) niestety musiałam z niej skorzystać, gdy dawno temu zaspałam na samolot do Polski. Był to mój najdroższy kurs w życiu - około 80£  z północnego Londynu
Londyn mapa lotnisk

Tani przewoźnicy Wizz Air, Ryanair, Easyjet lądują na lotniskach oddalonych od centrum Londynu nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Są one jednak dobrze skomunikowane z miastem i łatwo się z nich wydostać. Bilety warto rezerwować on-line z wyprzedzeniem - są wówczas naprawdę atrakcyjne cenowo. Dodatkowo często kupując bilet w dwie strony, płaci się trochę mniej niż za dwa bilety w jedną stronę. 

Jak się dostać z lotniska Luton do Londynu? 

  • Pociąg Luton - stacja St. Pancras (shuttle bus z lotniska na stację Luton Airport Parkway, potem pociąg, łącznie około 40 minut, ok. 20£ w 1 stronę)
  • Autobus National Express (do różnych miejsc w Londynie, 50-75minut, od 5£ przy rezerwacji on-line z wyprzedzeniem do 12 £ za osobę w 1 stronę)
  • Autobus Terravision (do różnych miejsc w Londynie, 50-75 minut, cena 11£ za osobę w 1 stronę)
  • Autobus Easybus (do różnych miejsc w Londynie, 50-75 minut, od 1,99£ za osobę w 1 stronę przy rezerwacji on-line z wyprzedzeniem do 10,90£)
  • Autobus Greenline 757 (do różnych miejsc w Londynie, 50-75 minut, cena 11£ za osobę w 1 stronę)

Jak się dostać z lotniska Stansted do Londynu?
  • Pociąg Stansted do Victoria Station (35 minut, ok. 19-27£ za osobę w 1 stronę - z kartą Oyster znaczne zniżki)
  • Autobus National Express (do różnych miejsc w Londynie, 1,40h, od 5£ przy rezerwacji on-line z wyprzedzeniem do 12£ za osobę w 1 stronę)
  • Autobus Easybus (do różnych miejsc w Londynie, 2h, od 1,99£ za osobę w 1 stronę przy rezerwacji on-line z wyprzedzeniem do 8,95£)
  • Autobus Terravision (do różnych miejsc w Londynie, 1.5h, cena 10£ za osobę w 1 stronę)

Jak się dostać z lotniska Gatwick do Londynu? 
  • Pociąg Gatwick do Victoria Station (35 minut, ok. 15-20£ za osobę w 1 stronę - z kartą Oyster znaczne zniżki)
  • Autobus National Express (do różnych miejsc w Londynie, 1.5h, od 5£ przy rezerwacji on-line z wyprzedzeniem do 10£ za osobę w 1 stronę)
  • Autobus Terravision (do różnych miejsc w Londynie, 1.5h, cena 10£ za osobę w 1 stronę)
Stacja metra Earl's Court Londyn

TRANSPORT PUBLICZNY W LONDYNIE

Londyn jest ogromnym miastem, a cała aglomeracja jest imponujących rozmiarów! Po samym centrum warto przemieszczać się na piechotę, żeby zobaczyć i odkryć jak najwięcej. Atrakcją są na pewno piętrowe autobusy - warto przejechać się takim chociaż raz, ale jest to najwolniejszy (chociaż też najtańszy) środek transportu szczególnie w centralnej części miasta. Wygodne jest metro, którego sieć jest bardzo rozbudowana, a także pociągi którymi można dotrzeć do bardziej odległych dzielnic. 

Poruszanie się po londyńskim metrze, które liczy 11 linii i 270 stacji może w pierwszej chwili przerażać. Sieć metra jest bardzo rozbudowana, poszczególne stacje znajdują się na różnych poziomach. Dojeżdża w najważniejsze miejsca Londynu i w okolice głównych atrakcji. Znaczenie metra szczególnie można docenić w weekendy, gdy część linii jest wyłączona i odległość 3 stacji metra (10 minut) jedzie się autobusem 40 minut. Jadąc do Londynu koniecznie sprawdź aktualności dotyczące wyłączeńJedna linia może mieć nawet 5 stacji docelowych, trzeba uważnie patrzeć jaki pociąg podjeżdża nim się do niego wsiądzie, bo można się zdziwić.

Londyńskie autobusy są może i powolne, ale są tanie i fajne (używając karty Oyster - o niej jeszcze napiszę) 1 przejazd niezależnie od strefy kosztuje 1.5£! Przykładasz kartę do czytnika koło kierowcy, a wychodzisz środkowym wyjściem. W autobusach nie można płacić gotówką. Bardzo lubię podziwiać Londyn zza szyby. Pamiętaj, że w Wielkiej Brytanii obowiązuje ruch lewostronny, więc zawsze przystanek autobusowy którego potrzebujesz, będzie po przeciwnej stronie ulicy niż się go spodziewasz ☺

Pociągi są bardziej przydatne mieszkańcom niż turystom (chyba, że nocujesz w dalszej dzielnicy Londynu, ale wtedy trzeba przekalkulować czy ta oszczędność nie wyrówna się w wyższej cenie biletów za 5-6 strefę).

DLR kolejka bezzałogowa, docierająca m.in. do dzielnicy biznesowej Canary Wharf i do Greenwich.

Bilety papierowe tzw. Travelki można kupić bez problemu na każdej stacji w wersjach:
  • 1 day peak (start przed 9.30 rano poniedziałek-piątek) w cenie 12,70£ (strefa 1-4) lub 18,10£ (strefa 1-6)
  • 1 day off peak (start po 9.30 rano poniedziałek-piątek i w weekend) w cenie 12,70£ (strefa 1-6) 
  • 7 days strefa 1-2 w cenie 34,10£, strefa 1-3 w cenie 40£, strefa 1-4 w cenie 49£ (są też na 1-5 i 1-6)
Każdorazowo wchodząc / wychodząc ze stacji trzeba je wkładać do automatu przy bramce, co bywa kłopotliwe (ja kilka razy taki bilet zgubiłam). W tej kwestii wygodniejsza jest karta Oyster, którą przykłada się do czytnika. 

Czym jest i jak działa karta Oyster Visitor Card? To plastikowa karta przedpłacona, która zdecydowanie ułatwia poruszanie się po mieście i znacząco obniża koszty transportu. Jej wyrobienie kosztuje 5£, można ją doładować właściwie na każdej stacji za kwotę nie mniejszą niż 2£. Nie ma daty ważności, więc przyda się też w czasie kolejnych wizyt w Londynie (Twojej lub znajomych, gdyż niezarejestrowaną możesz pożyczyć). Można ją wyrobić w okienku na stacji lub jeszcze przed wyjazdem na stronie londyńskiego transportu. Karta Oyster jest akceptowana w metrze, autobusach, DLR, większości pociągów National Rail.

Ile możesz zaoszczędzić z kartą Oyster?
  • 1 przejazd autobusem kosztuje 1.5£ (uwaga! w autobusach nie można płacić gotówką)
  • 1 przejazd metrem w 1-2 strefie w godzinach szczytu kosztuje 2,90£ (poza godzinami szczytu 2,40£) - bez karty Oyster 4,90£
  • 1 przejazd metrem w 1-6 strefie (np. metrem z Heathrow do centrum miasta) w godzinach szczytu kosztuje 5,10£ (poza godzinami szczytu 3,10£) - bez karty Oyster 6£
  • Nielimitowana ilość przejazdów w strefie 1-2 w ciągu dnia to koszt 6,80£

Karta Oyster jest wygodna w użyciu, ale zdarza się, że np. ściągnie za wysoką stawkę lub zdubluje płatność. Warto sprawdzać historię przejazdów w automatach na stacjach - wiesz wówczas ile Ci pobrało. Jeśli masz wątpliwości lub jesteś przekonany, że coś jest nie tak - podejdź do pracownika stacji, on zweryfikuje informacje i zwróci na kartę błędnie pobraną opłatę. Nikt nie robi głupich min, każdy z zaangażowaniem i chęcią pomaga.

Pracownicy londyńskiej komunikacji (szczególnie punktów informacji na stacjach i dworcach) od lat niezmiennie budzą mój ogromny szacunek. Ich cierpliwość, empatia i uśmiech w czasie odpowiadania na pytania podróżnych są godne podziwu. Często sami wychodzą z inicjatywą, zaczepiają, pytają czy mogą pomóc.

Hotel w Earl's Court w Londynie

TANIE NOCLEGI W LONDYNIE, CZYLI GDZIE SPAĆ?

O Tanie Spanie w Londynie jest ciężko. Pokoje dwuosobowe ze wspólną łazienką w hostelach położonych ok. 30 minut jazdy od centrum zaczynają się od 45£ poza sezonem (jest to minimum). Taniej wychodzą łóżka w pokojach wielkoosobowych, bo od 10£ za osobę. Możesz też spróbować znaleźć kąt przez Couchsurfing czy Hospatality Club. Sprawdzałam oferty na Airbnb, ale przystępne ceny mają tylko dalsze strefy, co przy różnicach w cenach transportu i długości dojazdu według mnie nie opłaca się zupełnie przy krótkich pobytach. Jeśli masz rodzinę lub znajomych w Londynie - może Cię przenocują? Nie powiem Ci jaką dzielnicę wybrać, bo każdy lubi coś innego. Ja się dobrze czuję w okolicach Earl's Court i Kensington, więc zazwyczaj nocuję tam.

Camden Market jedzenie

CO JEŚĆ W LONDYNIE? 

"Co warto zjeść w Londynie?" to częste pytanie na które trudno mi jest odpowiedzieć. Kuchnię angielską się lubi lub nie - ja zaliczam się do tej drugiej grupy. Nie lubię jajek na bekonie, kiełbasek, pieczeni, mięsnych zapiekanek typu Shepherd's pie ani fish&chips. Okazjonalnie mogę zjeść tosta lub wypić angielską herbatę z ciepłymi bułeczkami scones posmarowanymi dżemem. Na szczęście nie jest to problemem w Londynie! W tym mieście można skosztować dań z całego świata i ta wielokulturowość jest wielką zaletą miasta. Niezależnie czy najdzie Cię ochota na danie pakistańskie, indyjskie, polskie, chińskie, wietnamskie czy portugalskie - na pewno je znajdziesz! Zarówno w dzielnicach zamieszkiwanych  przez mniejszości narodowe jak też na targach (np. Camden Market czy Borough Market). Ja czasami odwiedzam też małe knajpki w ulubionych dzielnicach, gdzie zjadam śniadanie, chociaż nie jest to tania przyjemność (2 tosty z kawą od ok. 6£). Jest też dużo sieciówek.


Sałatki Marks&Spencer Food

GDZIE ROBIĆ ZAKUPY SPOŻYWCZE W LONDYNIE?

Jeśli masz możliwość, wynajmij pokój z dostępem do kuchni. To pozwoli nie tylko obniżyć koszty, ale też jest szansą na spróbowanie wielu przysmaków. W sklepach takich jak Marks&Spencer Food, Sainsbury's, Waitrose można kupić doskonałej jakości produkty spożywcze, a także gotowe dania na szybko jak kanapki (trójkąty z tostów, ale z pysznymi dodatkami) i sałatki (mnóstwo wersji, nie tylko lekkie z sałatą, ale też na bazie kasz, makaronów, fasoli. Ponad to gotowe sałatki owocowe, jogurty ze świeżymi owocami i smoothies. Wiele produktów jest tańszych jak się kupuje 2 sztuki (niekoniecznie tych samych, ale z tej samej kategorii) - np. 2 sałatki owocowe za 5£. Pod wieczór warto też odwiedzić sklepy sieci Sainsbury's - w tych większych często sałatki na wagę są pod wieczór o ponad połowę tańsze (w Edynburgu zdarzało mi się kupować 500g pysznej sałatki ze świeżych owoców za..... 0.50£!). Osoby na dietach wegańskiej, bezlaktozowej czy bezglutenowej nie będą miały problemów - działy z produktami dla nich są bardzo bogate, wybór jest ogromny. Ogólnie w Londynie nie jest tanio, ale uważam, że jest mnóstwo sposobów, aby niedrogo zjeść dobrze i smacznie.


CO WARTO PRZYWIEŹĆ Z LONDYNU? 

Pamiątki z Londynu dzielą się na te standardowe i mniej oczywiste. Do pierwszej grupy należą:
  • kubki z podobiznami Królowej Elżbiety II, Kate & Williama a teraz też Meghan & Harry'ego
  • breloczki z miniaturkami zabytków (jak Big Ben), budek telefonicznych i czerwonych autobusów
  • figurki z plastiku prezentujące wszystkich członków Rodziny Królewskiej i wielu celebrytów
  • koszulki z zabytkami, symbolami metra i chwytliwymi hasłami 
  • zabawki takie jak dziesiątki podobizn misia Paddingtona 
  • magnesy na lodówkę ze wszystkim co się nawinie 
  • cała reszta słabej, wszędobylskiej chińskiej tandety

Proponuję jednak trochę innych, mniej standardowych rzeczy do przywiezienia do domu: 
  • Czekolada i słodycze Cadbury i innych marek niedostępnych w Polsce 
  • Herbata angielska (mnóstwo opcji do wyboru)
  • Shortbreads - tradycyjne, przepyszne, lekko słone ciastka maślane 
  • Artykuły spożywcze niedostępne w Polsce (np. bezglutenowe, ciekawe przyprawy i inne)
  • Chutney z cebuli jeśli ktoś lubi
  • Pianki marshmallows różnych kształtach i rozmiarach
  • Ubrania z wyprzedaży - w sezonie wyprzedaży można kupić ciuchy z sieciówek taniej niż w Polsce 

Będąc w Wielkiej Brytanii chętnie odwiedzam charity shops - są to sklepu z używanym ubraniami (często dobrych marek w dobrych cenach), płytami CD, książkami, dekoracjami, zabawkami a nawet meblami. Często markowymi, w świetnym stanie i za przysłowiowe grosze. Zyski przekazywane są na cele statutowe prowadzących je fundacji. Pracownikami są zwykle wolontariusze, często emeryci albo osoby z niewielką niepełnosprawnością. Prawie zawsze przemili, serdeczni i uśmiechnięci. Jest tam o wiele milej niż w zapchanych sieciówkach, a można znaleźć prawdziwe perełki, ja najchętniej kupuję książki po 1-2 £, czasem jakąś płytę, kiedyś kupiłam nowe baleriny Dorothy Perkins za 3£.  Podoba mi się, że zamiast wyrzucać niepotrzebne rzeczy, ludzie je segregują, pakują, zanoszą do sklepów i cieszą się, dając im nowe życie, a przy tym wspierając szczytny cel. W Londynie można zostawić majątek, ale można też tanio kupić ciekawe, oryginalne przedmioty.

CO WARTO ZOBACZYĆ W LONDYNIE?

Atrakcje Londynu to materiał na grube przewodniki. Można żyć w tym mieście długie lata, a nie poznać nawet części jego zakamarków. Możliwości spędzania wolnego czasu jest mnóstwo, są atrakcje płatne i bezpłatne.


NAJPOPULARNIEJSZE PŁATNE ATRAKCJE LONDYNU

  • London Eye - diabelski młyn o wysokości 135 m z piękną panoramą miasta (27£)
  • Widok z The Shard - podobno imponujący (22.95£ przy rezerwacji on-line, 30.95£ na wejściu)
  • Tower of London - kawał historii z krukami w tle. (22.70£)
  • Tower Bridge - panorama miasta z zupełnie innej perspektywy (8,70£ przy rezerwacji on-line)
  • Katedra Św. Pawła - Galeria Szeptów i cudny taras widokowy (16£ przy rezerwacji on-line, 18£ na wejściu)
  • Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds - znane twarze idealne do selfie ;) (ok. 23£)
  • London Dungeon - bardziej drastyczne oblicze miasta (21£)
  • Studio Warner Bros - Must see dla miłośników Harrego Pottera (39£ przy rezerwacji on-line, warto kupić wcześniej bo obiekt jest oblegany)
  • Emirates Air Line - kolejka linowa z widokiem na O2 Arena (3,50£ w jedną stronę)
  • Rejs po Tamizie - bardzo lubię rejsy widokowe i polecam (4,10-7,50£ przy rezerwacji on-line w zależności od trasy)

CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ?

⇒ ⇒ Zobacz też wpis LONDYN ZA DARMO - LISTA PIĘKNYCH MIEJSC ⇐ ⇐ 


KIEDY WARTO JECHAĆ DO LONDYNU?

Zawsze! O każdej porze roku. Niezależnie od miesiąca może być ciepło lub chłodno, deszczowo lub słonecznie. Tak samo mnie zmoczyło w lipcu jak w listopadzie, latem było zielono, jesienią kolorowo, zimą nieco szarawo, ale wtedy skupiłam się na muzeach. Miasto jest tak ciekawe, że warto polować na dobre okazje cenowe i korzystać z nich nie patrząc na termin. Naprawdę! :)
TOP