22.2.15

Óbidos - bajkowe, portugalskie miasteczko

W czasie sprzątania dysku znalazłam zdjęcia z 2007 rok, z wiosennego pobytu w Portugalii. Przeglądając je zorientowałam się, że nie było jeszcze na blogu miasteczka Óbidos. Zdjęcia są stare, zrobione tanim, kieszonkowym aparatem, ale i tak są przyjemne i bardzo kolorowe.
W Óbidos po raz pierwszy byłam w 2005 roku, wracając ze znajomymi z ich wakacyjnego apartamentu położonego w nadmorskiej miejscowości Peniche. Spędziliśmy tam jakieś dwie godziny (było chłodno, trochę padało) i wiedziałam, że będę musiała kiedyś wrócić na cały dzień.
Udało się dwa lata później. Dojazd do Óbidos z Lizbony jest prosty - autobusy Rodoviaria do Tejo odjeżdżają regularnie z dworca Campo Grande (stacja o tej samej nazwie, żółta i zielona linia metra). Dojeżdża tam linia rapida verde, rozkład jazdy znajdziecie tutaj. Cena - 7.60 EUR/1str, jedzie godzinę.
Miasteczko jest kameralne, położone na wzgórzu, niezwykle urodziwe (chociaż uczciwie trzeba przyznać, że równie ładnych a nawet ładniejszych w Portugalii jest dużo). Óbidos jest popularne wśród turystów i zazwyczaj trzeba się liczyć z ich obecnością. Najlepiej przyjechać z samego rana.
Wówczas większość kolorowych, pełnych kwiatów uliczek mamy wyłącznie do własnej dyspozycji.
Całość zabudowań otoczona jest świetnie zachowanymi, średniowiecznymi murami, po których można spacerować podziwiając widoki dookoła (spokój, cisza, mnóstwo zieleni, domki, pola itp). Stara część miasteczka wpisana jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, nowe budynki powstają poza murami.
Podczas mojej pierwszej wizyty, w wakacje, pomimo kiepskiej pogody turystów było mnóstwo. Gdy przyjechałyśmy wiosną, w dzień powszedni, o poranku, byłyśmy same, w otoczeniu świeżej zieleni. Wiosna w Portugalii jest taka soczysta. Dużo kwiatków, słodkie od zapachów powietrze.
Z ciekawostek - na terenie zamku powstał kilkadziesiąt lat temu obiekt noclegowy Pousada Castelo de Óbidos. Pousadas to hotele o wysokim standardzie, zlokalizowane w obiektach historycznych, będące dumą portugalskiej turystyki. Cieszą się dużą popularnością, a gości nie odstraszają raczej wysokie ceny (200-300 EUR/dwójka/noc), a pokoje wyprzedają się z bardzo dużym wyprzedzeniem. 
W Óbidos można spokojnie spędzić cały dzień, żeby zwiedzać w spokoju, bez pośpiechu. Poza spacerem wzdłuż murów, warto po prostu zgubić się w bajkowych zaułkach, zajrzeć do każdego z kilkunastu kościółków, pooglądać pamiątki w licznych sklepikach, wypić kawę i zjeść ciastko. 
Warto też napić się nalewki wiśniowej, ginhinja. To jeden z moich ulubionych trunków, szczególnie w wersji z "pijanymi wiśniami", serwowany w czekoladowym kieliszku. Pycha! W Warszawie znakomita Ginjinha de Óbidos dostępna jest w ofercie Smaków Portugalii.
Co roku odbywa się tam pyszny Festiwal Czekolady. Ciekawą relację z tego wydarzenia znajdziecie na blogu Portugalia po naszemuCzekoladowy Obidos. Nie miałam okazji w nim uczestniczyć, ale czekoladowe rzeźby i fontanny brzmią dla moich uszu zachęcająco!
    Przechodząc przez różne bramy, wychodzimy na tarasy widokowe z piękną panoramą.
Mam tylko garstkę zdjęć z tego ślicznego miejsca, ale mam nadzieję, że mogliście poczuć chociaż odrobinę jego klimatu i być może ktoś z Was będąc w Portugalii stwierdzi, że warto tam się wybrać.

15.2.15

Wszystkie kolory Alfamy

Odliczam już dni do wiosny, łapczywie łapiąc każdy promień słońca wyglądający zza chmur. Wiem, że "taki mamy klimat", ale szarość, ciemność i ponure miasto podcinają mi skrzydła. Włączyłam sobie wczoraj płytę "Fado de amor", otworzyłam puszkę pasty z sardynek, butelkę wina odpaliłam komputer i zaczęłam szykować własną fotoksiążkę ze zdjęciami z różnych wyjazdów m.in. do Lizbony.
Trafiłam na kilka zdjęć, których chyba jeszcze nie było na blogu, więc uznałam, że czas je zaprezentować w ramach mojej ulubionej, zimowej terapii kolorem. Przy okazji mogłam powspominać.
Dziś różne kolory dzielnicy Alfama i moje małe tęsknoty. Brakuje mi tych ścian w pastelowych odcieniach, budynków odnowionych i tych zupełnie zapomnianych. Płytek, które przedstawiają ciekawe historie i tych, które są zlepkiem symetrycznych wzorów. Skoro jesteśmy przy azulejos, nie kupujcie ich na targach! Podobno wiele  nich jest zrywanych z domów, bo jest na nie popyt.
Brakuje mi leniwych kotów leżących wygodnie na parapetach i kanarków w ażurowych klatkach. Dźwięków muzyki dobiegającej z wąskich uliczek i niewielkich, rodzinnych restauracji, szumu Tagu, stukotu tramwaju 28 pędzącego w dół stromą ulicą. Zapachu grillowanych ryb, mocnej kawy z cukrem.
Wspominam smak posiłków nieśpiesznych, popijanych chłodnym, domowym winem, zagryzanych ciepłym ciastkiem na deser. Godziny spędzone na punktach widokowych, bez poczucia upływu czasu. Lubię chodzić bez celu, gubić się w nie zawsze czystych zakątkach, podziwiać kiczowate dekoracje.
Myślę o praniu suszącym się na słońcu, starszych ludziach obserwujących życie ulicy z drewnianych ławeczek i niewielkich balkonów. Pamiętam ich łagodne spojrzenia i serdeczne uśmiechy, szczekanie kudłatego psa i wesoły śpiew grupki małych dzieci. Jasne okna i ciężkie drzwi, słońce rzucające cienie.
Gdybym była teraz w Lizbonie, poszłabym w ukochane miejsca, odwiedziła ulubione knajpki, zamówiła te same przysmaki co zawsze. Usiadła na placyku, który znam doskonale, posłuchała muzyki, która nie jest żadnym zaskoczeniem. Wpadłabym w lizbońską rutynę, która jest tak memu serca bliska. Kocham wracać w miejsca, które kocham, nawet kosztem odkrywania nowych miast i krajów. W Lizbonie będę już zawsze czuła się jak w drugim domu. Ciekawa jestem czy Wy też macie takie wyjątkowe miejsca? 

8.2.15

Essaouira, czyli biało-niebieskie oblicze Maroka

Mewy w Essaouira Maroko
Kiedy na planie służbowego wyjazdu do Maroka zobaczyłam nazwę Essaouira, zapiałam wręcz z radości. Marzyłam, żeby zobaczyć to klimatyczne, portowe miasteczko. Ponieważ położone jest dość blisko turystycznego Agadiru, może się tam wybrać każdy wypoczywający w tym kurorcie.
Plaża w Essaouira
My wyruszaliśmy z Marrakeszu, gdzie spędziliśmy cały poprzedni dzień w strugach deszczu. Byłam przerażona. Co ciekawe, nie bałam się wcale deszczu, tylko tego, że z jego powodu nie będę mogła pozwiedzać. Jaki jest Wasz stosunek do deszczu? Ja nie jestem jego miłośniczką w podróży, ale nie mam wpływu na pogodę. Uwielbiam Szkocję i Irlandię, a tam pada często. No trudno... Nie jestem z cukru, nie rozpuszczę się. Zawsze mam przy sobie parasolkę, w szafie wisi przeciwdeszczowa kurtka.
Essaouira port zdjęcia
Deszcz wcale nie jest taki zły! Dzięki niemu zieleń jest taka bujna, dzięki niemu nie ma klęski suszy (chociaż bywają klęski powodzi, ale to już inna sprawa...), a kolory w deszczu robią się cudownie nasycone i intensywne. W słońcu przyjemniej, wiadomo, ale... w czasie ulewy też umiem zwiedzać.
Essaouira łódki
Dzień wcześniej przekonałam się jednak, że nie wszyscy mają to podejście. Większa część grupy postanowiła nie kupować parasolek (sprzedawał je za grosze miejscowy chłopak) i mokli, narzekając, że mokro i zimno. Wiele osób chciało wcześniej wracać do hotelu i jeśli mieliby możliwość rezygnacji z oglądania czegokolwiek, mam niejasne wrażenie, że by zrezygnowali. Ja też zachwycona taką pogodą nie byłam, ale mimo wszystko nie chciałam marnować czasu.
Essaouira łódki
Dlatego bałam się o tę Essaouirę strasznie... Chmury wisiały nad nami, prognoza też nie dawała mi nadziei. Gdy wyszliśmy z autobusu świeciło jeszcze słońce. Gdy tylko weszliśmy do portu - lunęło. Od razu szybka ewakuacja, schronienie pod pierwszym lepszym dachem i decyzja - idziemy jeść.
Essaouira łódki w deszczu
Obiad nie wchodził mi zupełnie, patrzyłam za okno widząc deszcz i wiedząc, że jeśli się nie uspokoi to będzie głosowanie czy wracamy od razu do Agadiru.... Na szczęście, gdzieś w okolicy deseru wyszło słoneczko, a ja w euforii prawie się zakrztusiłam z wrażenia.
Zdjęcia z tego wpisu pochodzą zarówno z krótkiej chwili przed deszczem, w trakcie ulewy jak i po niej. 
To portowe miasto z barwną historią naprawdę robi duże wrażenie. Dziś pokażę Wam tylko port, mury obronne, okolice cytadeli. Kto czyta mojego bloga wie na pewno, że kocham porty.
Łódka Essaouira Maroko
Przyjechaliśmy po południu, więc większość sieci była już uporządkowana i nie było dużo osób. Towarzyszyły nam głównie mewy, jak zwykle głośne i ciekawskie, zwracające na siebie uwagę. 
Essaouira mewa
Port nie jest duży, ale śliczny i kolorowy. W połączeniu z wiatrem i szumem oceanu - uspokajający.
Kolory Essaouira  Maroko
Gdybym mogła, spędziłabym w nim kilka godzin, jak zwykle zaglądając w każdą dziurę i za każdy murek.
Essaouira Maroko w porcie
  Niestety, czasu jak zwykle było za mało... ale starałam się uchwycić możliwie jak najwięcej. 
Essaouira brama do portu
Gdy wyszło słonko, w porcie zrobiło się przyjemnie pusto. Większość turystów zniknęła gdzieś w uliczkach mediny, portowi sprzedawcy wystawiali przed bramą swoje ostatnie tego dnia ryby. 
Port w Essaouira
   Na zdjęciu poniżej - nie wszyscy, na szczęście, panicznie boją się deszczowych chmur :) 
Essaouira Maroko zdjęcia
Niestety nie widziałam targu rybnego w pełnej okazałości, jedynie kilka czynnych stanowisk. 
Trag rybny Essaouira
Port jest tylko jedną z atrakcji miasta. Po przejściu bramy wychodzimy na plac, który prowadzi do głównych zabudowań, gąszczu uliczek pełnych życia. Ale to już materiał na inny wpis. Jedno jest pewne - Essaouira jest niezwykle fotogeniczna. Miałeś okazję odwiedzić to miasto?
Essaouira w deszczu

2.2.15

Edynburg - popołudnie w Leith i na Portobello Beach

Edynburg dzielnica Leith
Leith jest dzielnicą położoną w północnej części Edynburga, nad zatoką Firth of Forth. Dawniej było to oddzielne, bardzo aktywne miasto portowe, które z czasem zaczęło mocno podupadać - zapanowała bieda, zrobiło się niezbyt bezpiecznie i nieprzyjemnie. Zresztą dobrze wiemy z jakim klimatem kojarzą się okolice portów.
Edynburg Leith Harbour Apartments
Z tego co czytałam przed wyjazdem do Szkocji, w ostatnich latach dzielnica podobno przeżywa rozkwit i swoje radosne 5 minut. Jest oryginalnie, alternatywnie, przypływają statki wycieczkowe, drzwiami i oknami przybywają turyści chcący zwiedzić słynny jacht Britannia (należący dawniej do królowej Elżbiety II). Statek jest raczej niewielki, wstęp kosztuje 14£, a na pokład wchodzi się z... górnego piętra nowoczesnego centrum handlowego Ocean Terminal Shopping Centre. To, co fotografuje Pan powyżej to okropne w mojej opinii budynki aparthotelu Harbour Apartments.
Leith port
O dzielnicy dowiedziałam się w sumie przypadkiem, z musicalu "Sunshine on Leith". Nie jest to jakieś wybitne dzieło, raczej relaksujący filmik ze skoczną muzyką. Obejrzałam go przede wszystkim dla cudownych zdjęć i zachwycających panoram Edynburga, bo treść nie należy do szczególnie fascynujących. Uznałam też, że chciałabym odwiedzić to słynne Leith.
Edynburg Leith zdjęcia
Dojechałyśmy tam w kilkanaście minut autobusem numer 10 z okolic ulicy Princess Street. Portal VisitScotland sugeruje, że to "dzielnica jak żadna inna, z niezwykłym charakterem, tętniąca życiem, różnorodna kulturowo". 
Dzielnica Leith Edynburg
Ekhm. Pierwszym co zobaczyłyśmy, były bardzo ponure budynki, niemalże puste ulice (było dość późne popołudnie, ok. 16:30-17), więc można by rzec, że godziny szczytu, dużo śmieci i brudu, co nie jest raczej charakterystyczną cechą miasta. Najpierw poszłyśmy zobaczyć z zewnątrz królewski statek, który okazał się jeszcze mniejszy niż sądziłam i na krótki spacer po porcie.
Edynburg zdjęcia Leith
Na brzegu rzeki Water of Leith spotkałyśmy zdecydowanie więcej ludzi. Są tu bardzo drogie restauracje serwujące owoce morza, cumują większe łódki, całość jest raczej przyjemna dla oka. Spędziłyśmy w Leith 2h i to za mało, aby oceniać, ale nie skradło naszych serc. 
Edynburg Leith zdjecia portu
Bezpośrednio z Leith postanowiłyśmy udać się jeszcze na plażę Portobello Beach - w niecałe pół godziny można się tam dostać autobusem. Przyjechałyśmy wieczorem, słońce było coraz niżej.
Edynburg portobello ulica
Portobello także było kiedyś niezależnym miasteczkiem, teraz jest dzielnicą i plażowym kurortem Edynburga. Tam również spotkałyśmy wielu Polaków oraz licznych turystów i miejscowe rodziny.
Edynburg Portobello Beach plaża
Miejsce ma swój klimat, duże wrażenie robią piękne domy położone przy promenadzie. Na parterach wielu z nich znajdują się bary, restauracje, sklepiki, kawiarnie, wystawione są stoliki. 
Sama plaża jest dość szeroka, długa, ze zbitym, ciemnym piaskiem. Dla mnie przyjemna. Cudowne, świeże powietrze, dużo muszelek. Mieszkańcy Edynburga mają za dobrze - piękne miasto z rzeką i wspaniałą trasą spacerową Water of Leith, a do tego tak blisko morze! Nie ma sprawiedliwości. Wyjść z pracy i pojechać na plażę..... Ehh, marzenia...
Edynburg plaża Portobello
Śmieszne jest w życiu to, że nie doceniamy tego co mamy, mocno nam to powszednieje. Gdy rozmawiam ze znajomymi mieszkającymi nad morzem mówią, że nie bywają na plaży, a znów ci z południa Polski, że nie chodzą po górach z braku czasu a często też z braku chęci. Szkoda.  
Plaża Portbello BEach Edynburg
Na zdjęciu poniżej - zachęta do głosowania w referendum, chociaż było już po wynikach, w których Szkocja powiedziała NIE, ku wielkiej rozpaczy wielu mieszkańców większych miast. 
Obserwowałam mewy, wdychałam głęboko powietrze ciesząc się kojącym zapachem wody. Z przyjemnością obserwowałam ganiające się dzieci i kontrasty - z jednej strony kąpiący się   mieszkańcy, z drugiej szczelnie opatuleni turyści z Azji. Mi w sumie też było raczej chłodno.
Plaża Portobello Edynburg
To był bardzo długi dzień, bo rano zwiedzałyśmy zachodni Edynburg, a później Ogród Botaniczny. Żadne z odwiedzonych miejsc nie jest must see przy krótkim pobycie, ale będąc dużej - czemu nie?
TOP