22.9.15

Sztokholm - spacerem po Gamla Stan

Kilka dni temu spacerowałam po warszawskim Starym Mieście, po jednej z bocznych uliczek. Było cicho, pusto, a kolory budynków przypomniały mi ... zeszłoroczny wypad do Sztokholmu. Uświadomiłam sobie, że na blogu nie pokazywałam dotąd żadnych zdjęć z dzielnicy Gamla Stan.
Przyjemnie się złożyło, że miałam je już obrobione i przygotowane od dawna, więc mogły szybko ujrzeć światło dzienne. Bardzo miło wspominam tych kilka dni spędzonych w stolicy Szwecji. Jest to miasto intrygujące, różnorodne, z mnóstwem atrakcji dla każdego - bardzo w moim typie i guście.
Udało nam się znaleźć niedrogi (jak na lokalne warunki!) nocleg w sercu Starego Miasta, więc była okazja spacerować po nim zarówno rano jak i wieczorem. Sporym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że w ostatni weekend sierpnia było tak niewielu turystów. Większość restauracji i uliczek była pusta.
Wydaje mi się, że mieszkańcy miasta chętniej spędzają czas w innych dzielnicach, co potęgowało poczucie, że dookoła nic się nie dzieje. Mi to akurat nie przeszkadza, lubię sobie chodzić sama, bez tłumów dookoła. Nawet zdjęcia wówczas lepiej wychodzą i nie trzeba polować na kadr, w środek którego akurat nikt nie wejdzie. Gamla Stan to mnóstwo urokliwych zaułków, detali i ciepłych barw.
To też miłe, ale bardzo drogie lokale, piękne witryny sklepów, placyki i mieszkalne budynki. Jest również kilka sklepów spożywczych, gdzie za rozsądne pieniądze można kupić coś do jedzenia i kawę.
Pogoda trafiła nam się kiepska, bo często padało - może z tego względu było tak niewiele osób? Turyści pewnie wybrali muzea, których w Sztokholmie jest dużo (na Starówce jest np. Muzeum   Nobla, można również zwiedzić Zamek Królewski uważany za jeden z największych w Europie).
Stare Miasto położone jest na trzech wyspach (Riddarholmen, Helgeandsholmen, Strömsborg) i jest, jak sama nazwa wskazuje, najstarszą częścią stolicy. Ma fenomenalny,  kameralny klimat, szczególnie okolice głównego rynku.
Włóczyłam się bez końca, zaglądając w każdą dziurę, tak jak lubię najbardziej :)
Z jednej strony jest tam podobnie do wielu innych europejskich Starówek, a z drugiej jednak wyjątkowa.
Sztokholm ma pewien specyficzny, trudny do uchwycenia styl i różne drobiazgi tworzą jego wizerunek.
    Jest ciepło, pastelowo, radośnie a zarazem nie odnosi się wrażenia, że czegoś może być za dużo.
Bardzo podobały mi się niektóre boczne uliczki - super wąskie, ze schodkami, kwiatami w doniczkach.
Mieszkanie w tym miejscu miało dużo zalet i myślę, że chętnie bym to kiedyś powtórzyła. Dobra komunikacja z innymi częściami miasta, mnóstwo atrakcji w odległości niezbyt długiego spaceru, a przede wszystkim możliwość obserwowania jak Stare Miasto się zmienia w zależności od pory dnia.
Sztokholm zrobił na mnie duże wrażenie - jest ładnym, uporządkowanym miastem, zróżnicowanym pod względem zabudowy. Czyste powietrze, bliskość wody to jego ogromne atuty. Jest mnóstwo powodów, aby tam pojechać, a możliwość spaceru po Gamla Stan to jeden z nich. Byliście już? :)

13.9.15

Relacja z konferencji "Zmiany w Życiu - pierwszy krok"

Miałam dziś opublikować wpis ze Sztokholmu, który napisałam w zeszłym tygodniu, ale poczułam potrzebę, aby opowiedzieć Wam jak spędziłam minioną sobotę. Pewnie wiecie, że opublikowałam kilkanaście artykułów na portalu Zmiany w Życiu. Anna Węgrzyn, redaktor naczelna, zorganizowała konferencję "Zmiany w życiu - pierwszy krok" i zostałam na nią zaproszona. Było to bardzo ciekawe wydarzenie, bardzo potrzebne mi na etapie, na którym aktualnie jestem. Takie konferencje i szkolenia mają to do siebie, że każdy może z nich wynieść coś innego (z tej konkretnej dwie osoby wyniosły drukarkę OKI ;)), więc chcę tutaj podsumować wszystko, co mi się udało przygarnąć. Towarzyszyła mi kochana Ewa z bloga Life Good Morning i jestem bardzo ciekawa czy też coś napisze.

Sięgam do moich notatek chcąc je uporządkować, móc wracać do tych prostych, chociaż tak ważnych wniosków. Uświadomiłam sobie pewne kwestie i mam kolejne sprawy do przemyślenia. Duuuużo tego!
Jako pierwsza wystąpiła Agnieszka Brukszo, coach i właścicielka firmy BrandU. Opowiadała o tym, że warto budować markę o nazwie "Ja" (na portalu możecie również przeczytać wiele jej artykułów o tej tematyce). Było o unikalnym kodzie osobistym, o tym, że każdy z nas jest dobry w czymś innym, więc nie można oceniać ryby po tym, jak wspina się na drzewo. Pojawiło się pojęcie spójności, które było dla mnie motywem przewodnim całej konferencji i mocno mnie poruszyło, bo zrozumiałam, jak duży mam z  tym w życiu problem. Moja głowa i moje myśli żyją inaczej niż moje ciało, godzę się na różne rzeczy i nie umiem dopuścić do głosu mojej tożsamości, która wpływa na wizerunek i finalnie buduje jakąś reputację. Nigdy nie myślałam o tym, że tak naprawdę powinniśmy budować siebie od wewnątrz do zewnątrz i że tak wiele osób prezentuje nam swoją maskę zamiast swojej marki. Zadałam sobie pytanie, kto jest dla mnie wzorem i mi imponuje. Wypisałam kilka nazwisk i dostrzegłam, że wszystkie łączy jedno - są to ludzie, w których wszystko jest spójne. To co mówią, to co robią, to jak wyglądają i to, jak żyją. W zgodzie ze sobą.

Jako druga wystąpiła uwielbiana przeze mnie od dawna Katarzyna Miller i wielką radością była szansa wysłuchania Jej na żywo. Wspaniała kobieta, pełna spokoju i pewności tego, co mówi. Opowiedziała nam o kobietach, które chodziły na terapię i o ich przemianie. Znów pojawiła się tematyka spójności, tego co w w środku, a co na zewnątrz. Lekko zaskoczyło mnie stwierdzenie "zmiana - stać się tym, kim się jest", ale chyba dokładnie o to chodzi. Każdy z nas ma tożsamość, o której mówiła wcześniej Agnieszka Brukszo, ale bywa ona tłumiona i na zewnątrz dzieją się rzeczy, które dziać się nie powinny. Bo tego się od nas wymaga,  tak należy, tak się powinno, tak wypada. Nasze marzenia, aspiracje, potrzeby spychamy na dalszy plan, zakładamy maskę uśmiechu, a w środku prawdziwe "JA" krzyczy i płacze, chce się wydostać, ale nie może. Nigdy nie myślałam o zmianie jako o "wyciąganiu na zewnątrz wszystkiego, co jest w środku". To jest dla mnie naprawdę duży krok.

Po przerwie wysłuchaliśmy Maćka Cichockiego i Norberta Grzybka, właścicieli firmy szkoleniowej "Mogę Móc". Znów 30 minut pełne odkryć. Bardzo lubię ich artykuły dla portalu, bo mają ciekawe, świeże i niestandardowe podejście do wielu tematów. Od Norberta po raz pierwszy usłyszałam o coachingu prowokatywnym i przypadł mi on do gustu. Panowie zadali kluczowe pytanie "Nie mogę czy nie chcę?" i znów trafili w samo sedno. Przez całą konferencję miałam wrażenie, że Ania chyba wiedziała czego potrzebuję i postanowiła mi to sprezentować. Idealnie wstrzeliła się tematycznie! Norbert i Maciek poruszyli ważną kwestię lęku przed tym, co zmiana może nam właściwie dać. Faktycznie często jest tak, że działamy według schematu - oczekuję natychmiastowych efektów oraz gwarancji sukcesu a skoro jej nigdy nie mam, to po co się starać? Po co próbować, o co walczyć? Lepiej nic nie zmieniać, szukać w otoczeniu winnych naszych niepowodzeń niż wziąć odpowiedzialność za własne szczęście. Czyż czasami nie jest tak, że nie boimy się samego procesu zmiany a paraliżuje nas strach przed konsekwencjami? Jeszcze przypadkiem się uda i co wtedy? Może trzeba się będzie bardziej otworzyć, może przyjdą nowe szanse i wyzwania, może pociągnie to za sobą lawinę zmian, doświadczeń, a przecież teraz jest  "kiepsko, ale stabilnie"?
Kolejnym prelegentem był Patryk Zamorski, specjalizujący się w biznesowym zastosowaniu neuronauk w psychologii behawioralnej. Ufff, brzmi trochę strasznie :) Poza bardzo osobistą historią jego życia, mieliśmy okazję dowiedzieć się trochę o roli mózgu w procesie zmiany. O systemie budowania nawyków, nagradzaniu sukcesów, o sile woli. Warto wiedzieć, że to policzalna jednostka, której zasoby wyczerpujemy w ciągu dnia.

Adam Klein z portalu Biegaj.pl opowiedział trochę o tym, jak zacząć biegać i że naprawdę każdy może.

O tym, że Dominik Włoch wyruszył pieszo do Jerozolimy (4500km!) wiedziałam już zjego artykułu dla portalu i byłam pod wrażeniem. Opowiedział o tym, co się wydarzyło w jego życiu, że zdecydował się na taki krok. Opowiedział też o małych-dużych cudach, które spotkały go w czasie Drogi. Siedząca przede mną pani co chwila powtarzała, że w to nie wierzy. Smutno być człowiekiem małej wiary. Ja wierzę w to, że nawet najbardziej niewiarygodne rzeczy dzieją się nie tylko w filmach, ale też w życiu. Jeśli wiemy, dokąd zmierzamy, to Wszechświat nam sprzyja. Jeśli ze spokojem i uważnością szukamy odpowiedzi, to one przyjdą. Wierzę w znaki. Wierzę, że jest na tym świecie Siła duża i nieuchwytna, właśnie dlatego uwierzyłam Dominikowi.

Po przerwie obiadowej na scenie pojawiła się Ilona Adamska, kobieta sukcesu z ciekawym życiorysem. Do wszystkiego w życiu doszła sama, pomimo, że wiele osób w nią nie wierzyło. Powiedziała też coś, co myślę od dawna - prawdziwych przyjaciół poznaje się nie tylko w biedzie, ale też wtedy, gdy odnosi się sukces. Gdy nam się nie udaje, zawsze się znajdą ludzie, którzy poklepią nas po plecach, pogłaszczą po głowie, ciesząc się w myślach, że mają lepiej. Gdy nam się udaje, wielu nie jest w stanie tego przełknąć. Mówiła o wytrwałości, odwadze, wierze w siebie i tym, że warto się otaczać ludźmi, którzy ciągną nas do góry.

Absolutnym hitem popołudnia okazał się Paweł Fortuna, psycholog biznesu, autor książek i kompozytor. Dawno nie miałam okazji wysłuchać tak charyzmatycznej i pełnej dobrej energii osoby. W sposób zabawny i lekki umie on poruszyć bardzo poważne tematy, sypie z rękawa anegdotami i trafnymi cytatami. Mówił o lęku przed zmianą, zastanawiając się czy jest on naszym przyjacielem czy wrogiem. Spodobało mi się, jak powiedział, że podcinają nam skrzydła ludzie, którzy sami są zbudowani z lęku i nie mają odwagi spełnić swoich marzeń. Czy ktoś, kto odniósł sukces powie kiedykolwiek do kogokolwiek "Bój się. Nie rób tego. Nie ryzykuj. Nie próbuj. Nie warto"? Coś jest w tym, że często robimy duuużo zamieszania dookoła dążenia do celu, mówiąc o nim miesiącami lub latami, a na poziomie jego realizacji jest raczej słabiutko. "Jeszcze tylko posprzątam pustynię i już się biorę za realizację zadania" :) Znacie to może z życia? Prostym zadaniem (skakanie na lewej nodze) pokazał nam, że zazwyczaj wieszamy sobie dość nisko poprzeczkę, aby mieć gwarancję braku porażki. Lęk nie jest zły, trzeba go tylko poznać i oswoić, bo boimy się tego, czego nie znamy. Dostaliśmy również ćwiczenie do zrobienia na sali oraz pracę domową. Jedno i drugie dało mi naprawdę dużo siły.
Magda Bielak-Kościńska, głucha od urodzenia psycholog mówiła o tym, że ograniczenia są tylko w naszej głowie.

Jako ostatnia wystąpiła Urszula Dudziak, kobieta, której chyba nie trzeba przedstawiać i rzuciła publiczność na kolana. Kobieta piękna, mądra i spełniona. 72-latka (!!!) wyglądająca na nie więcej niż 60 lat, zakochana i zaręczona. Niezwykły życiorys, niesamowita kariera, liczne wzloty, ale też bolesne upadki. Mówi wprost "Co sobie wymyślimy, taki mamy los. To, nad czym się skupisz, urośnie". Jej rady na dobre życie? Zawsze być dobrej myśli i jeść tylko wartościowe jedzenie, bo to, co wkładamy do ust ma znaczenie nie tylko dla wyglądu, ale też samopoczucia. Mówiła również o pewności siebie, o tym, że nikt w nas nie uwierzy, jeśli sami w siebie wierzyć nie będziemy. Na zmiany nigdy nie jest za późno i nie można przegapić momentu, w którym nasza głowa i ciało mówi "Już czas!"

To był baaardzo wartościowy czas, aż żałowałam, gdy wybiła godzina 18. Anna Węgrzyn prowadziła spotkanie,  dodawała po każdym z wystąpień coś od siebie. Ta konferencja wiele dla niej znaczyła, była jednym z kolejnych spełnionych marzeń. Ania jest dla mnie wiarygodna, bo sama wprowadziła w swoje życie ogromne zmiany, gdy poczuła, że jej stabilne i spokojne życie zaczyna uwierać, że serce pragnie jednak czegoś więcej. Skoczyła na głęboką wodę, z wiarą i nadzieją. Droga do sukcesu była kręta, ale nie poddała się. Nieważne, ile razy upadamy, ważne, aby podnieść się, otrzepać i próbować dalej. By wygrać ze słabością i zrobić pierwszy krok, a za nim kolejne.
TOP