25.11.15

Gdańsk - miasto, w którym zostawiłam kawałek siebie

 Nie wiem jak to możliwe, że w ciągu pięciu lat istnienia bloga, ani razu nie pojawił się na nim Gdańsk! Może dlatego, że mam bardzo mało zdjęć, pomimo, że byłam w tym mieście już niezliczoną ilość razy? A może dlatego, że mam do niego podejście bardzo sentymentalne, a przez to zupełnie nieturystyczne?
W Gdańsku czuję się jak u siebie, za każdym razem wracam z przyjemnością i dużą tęsknotą. Jeśli jestem w okolicy, staram się wpaść chociaż na krótki spacer po Starówce, ulubionych zakątkach. Niezależnie od pogody, zawsze jest pięknie. Uwielbiam architekturę tego miasta, pastelowe kolory, wyjątkową atmosferę.
Mam tak wiele związanych z nim wspomnień! Z wczesnego dzieciństwa, gdy z tatą jeździliśmy do zoo albo na Stare Miasto, jedliśmy kręcone lody a potem płynęliśmy w rejs na Westerplatte. Z lat nastoletnich, gdy uciekaliśmy z Mikoszewa na zakupy albo do kina Krewetka. Studia i romantyczne popołudnia w Parku Oliwskim. Dorosłość - wizyty w malutkich kawiarniach i Jarmarki Św. Dominika.
Palców u rąk nie starczy, żeby wyliczyć z iloma osobami tam byłam, ile rzeczy robiłam. Pamiętam bułki maślane w kształcie myszek, gofry z bitą śmietaną i jagodami, owocowo-mleczne koktajle i buszowanie po stoiskach z tanimi gazetami i przecenach w Terranovie, rozwiązywanie krzyżówek w parku przy Kanale Raduni i Wielkim Młynie.
Usiadłam dziś do pisania i zaczęłam myśleć o tych minionych latach. Aż trudno uwierzyć, że dla dziewczyny z Warszawy to właśnie Gdańsk był barwnym tłem tak wielu ważnych historii. O czym? O przyjaźni, wolności, zakochaniu, zazdrości, smutku i radości. Od 18 lat staje on stale na mojej drodze.
Czasem jako punkt docelowy, czasem przesiadkowy. Przyjeżdżam, wyjeżdżam, a to miasto ciągle jest, żyje swoim rytmem. Przyznam Wam, że zalała mnie dziś fala kadrów z przeszłości, a ciepło wypełniło moje serce. Na twarzy pojawił się uśmiech, ale musiałam wytrzeć z policzka małą łzę.
Większość osób z którymi spędzałam tam wakacje nie jest już częścią mojego życia. Drogi się rozeszły, każdy poszedł w swoją stronę. Wszystko ma swój czas, nie wierzę w teorię, że jeśli coś się kończy to znaczy, że nigdy nie istniało. Wierzę za to w etapy i w to, że się zmieniamy każdego dnia. To, co wczoraj nas łączyło, dziś może zacząć nas dzielić. Jedno jest pewne - razem spędzonych chwil nie da się wymazać z pamięci. Zresztą nie chcę, gdyż to dzięki nim jestem dziś taka, a nie inna.
Mój Gdańsk to nie zabytki, nie budynki, nie ulice i parki. Mój Gdańsk to spokój, chwile wytchnienia. Smak truskawek kupionych od starszej pani i wyjątkowa rozmowa z Kingą Choszcz, na krótko przed jej ostatnią podróżą. To kolonie z ciężko chorymi dziećmi, które każdego dnia uczyły mnie, co jest ważne. Dworzec Główny, na którym tyle razy witałam lub żegnałam ważnych dla mnie ludzi. Niekończące się wygłupy z Olą i łapanie autostopu z pierwszym chłopakiem. Ławka we flamingi, kłótnie i uściski, małe drożdżówki z serem, wyprzedaże i ukochany autobus 112 dowożący do przeprawy promowej w Świbnie. 
Ola, Arek, Paulina, Monika, Grzesiek, Tomek, Paweł, Kuba, Beata, Aga, Sylwia i wiele innych imion przelatuje mi teraz w głowie. Widzę ich twarze, pamiętam słowa, zdarzenia, sytuacje. Czasem było pozytywnie, czasem nie za bardzo, ale wszystkie te chwile mają w sobie mnóstwo emocji. Nigdy nie było byle jak, zawsze serce w Gdańsku biło jakoś szybciej. Teraz czuję to samo. 
Jeśli ktoś liczył na garść turystycznych porad, pewnie poczuje się rozczarowany. Dla mnie Gdańsk to nie kolejny punkt na podróżniczej mapie. To jedno z miejsc, w których zostawiamy kawałek sobie.
W tym roku nie miałam okazji się tam wybrać, szkoda. Zdjęcia z tego wpisu pochodzą z lata 2014, gdy Gdańsk był przystankiem w drodze do Dębek. Nie sądziłam, że pisząc poczuję aż taką potrzebę powrotu. Może czas zobaczyć morze zimą? A może poczekam do wiosny, ale wrócę na pewno. Gdańsk zawsze wydawał mi się przyjemnym miastem do życia - czy ktoś z Was stamtąd pochodzi i jest w stanie zweryfikować moje wyobrażenia? Czekam niecierpliwie.

9.11.15

Sewilla. Ulotne wspomnienia

Bardzo pozytywnie wspominam kilka dni spędzonych w Sewilli wiosną zeszłego roku. Na blogu pojawiły się już wpisy, mam nadzieję, że pamiętacie, ale wciąż mam jeszcze dużo zdjęć.
TOP