19.12.15

Malta i moje idealne poranki w Sliemie

Na początku grudnia opublikowałam na blogu wpis o moich wrażeniach z pobytu na kursie języka angielskiego w szkole Maltalingua na Malcie. Zaczęliście pytać czy miałam w czasie nauki również jakiś czas tylko dla siebie i jak wyglądał rozkład dnia. Na to drugie pytanie odpowiem Wam za jakiś czas, a dziś chciałabym opowiedzieć na pierwsze. Tak, miałam czas dla siebie. Codziennie rano.
Jeszcze przed wyjazdem założyłam sobie, że będę wstawała bardzo wcześnie, żeby móc pospacerować i porobić zdjęcia. Dotrzymałam słowa i jestem z tego powodu bardzo zadowolona.
Szczerze mówiąc, teraz po powrocie tych poranków brakuje mi chyba najbardziej. Wpadłam w tak idealny rytm, że powrót do warszawskiej rzeczywistości był trudny i przepłaciłam go wieczornym łkaniem w poduszkę.
Na Malcie codziennie budziłam się o 6.15, praktycznie na 3 minuty przed budzikiem. Brałam  szybki prysznic, włączałam BBC, szykowałam posiłki do zabrania ze sobą na zajęcia. O 7.30 zaczynało się w hotelu śniadanie, starałam się być na czas. 
Drugiego dnia poznałam miłego, starszego pana z Wielkiej Brytanii i często spotykaliśmy się przy wspólnym stoliku, wymienialiśmy drobne uprzejmości, życząc sobie na koniec dobrego dnia :) Wracałam do pokoju po aparat i szłam w miasto. Mój hotel miał idealne położenie - przy promenadzie, dokładnie między Sliemą a St. Julians. 
Każdego dnia starałam się przejść przynajmniej 4-5 km, co ze względu na robienie zdjęć zajmowało mi równo godzinę. Czasami szłam promenadą wzdłuż morza, innym razem błądziłam po uliczkach Sliemy obserwując jak miasto budzi się do życia i wyłapując kolorowe detale. 
Czasami odwiedzałam koty w parku albo podziwiałam panoramę Valetty z portu. Niekiedy zmieniałam kierunek zwiedzania i spacerowałam po zakątkach St. Julians.
Spacery rejestrowałam na Endomondo, żeby sprawdzać gdzie udało mi się dotrzeć, a jakie miejsca ominęłam. To bardzo pomocne szczególnie przy gąszczu podobnych do siebie, pastelowych uliczek Sliemy. Takie poranki są genialne, dają mnóstwo siły od samego rana i nastrajają pozytywnie (wiosną też tak chodziłam po Warszawie).
We wtorek buszowałam po dość odległych od szkoły okolicach. Fotografowałam drzwi, okna, kołatki i ozdoby. Była 8.20, gdy zobaczyłam ładny budynek. Ustawiłam się przed drzwiami, wycelowałam w nie obiektyw... a one się otworzyły i stanął w nich mój nauczyciel Jonathan! Nie wiem, które z nas było bardziej zaskoczone! Musiał pomyśleć, że jestem jakąś obłąkaną fanką :)
Naprawdę pokochałam tę poranną aktywność i podziwianie okolicy. Na Malcie szybko poczułam się jak w domu, miałam wrażenie, że jestem u siebie.
Myślę sobie, że gdyby podobnie był zorganizowany każdy dzień mojego roku, byłabym szczęśliwym i zrelaksowanym człowiekiem. Do tego potrzeba jednak też tego ciepła i słońca, które Malta oferuje w pakiecie, 
Gdybym pracowała w miejscu tak ciepłym i pełnym pozytywnych wibracji chyba bym oszalała z radości. Na wyjeździe nie przestawałam się uśmiechać i wróciłam bardzo spokojna.
Bardzo bym chciała kiedyś powtórzyć taki wyjazd, ale na dłużej, najchętniej na miesiąc. To byłby wspaniały czas, na pewno.

20 komentarzy:

  1. Zazdrościmy tak wspaniałego wyjazdu, nic dziwnego, że wróciłaś z wielkim niedosytem. Słyszeliśmy już wcześniej wiele o tym kursie, a sama Malta uchwycona na twoich zdjęciach dodatkowo kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ranne wstawanie dla niektórych osób może być pięknym początkiem dnia. Zimą zawsze wstaję o 6.30, a gdy dzień jest dłuższy, to pół godziny wcześniej - do 8-9 rano, to mój najlepszy czas dnia, w którym najwięcej zrobię. Bardzo podobają mi się te zdjęcia detali i pomysł na kurs językowy - muszę na taki kiedyś pojechać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem zdecydowanie sową, więc fakt, że budziłam się sama z siebie ok. 6 to szok i niedowierzanie :) Rano jestem zazwyczaj nieżywa i nieprzytomna, w Polsce nie umiem funkcjonować o tej porze

      Usuń
    2. W takim razie podziwiam Cię :-) Mam w rodzinie kilka sów i dobudzić je przed 8 rano jest niemożliwe...

      Usuń
  3. Bardzo przyjemne poranki:)

    OdpowiedzUsuń
  4. To wielka przyjemnosc taki spacer, w czasie ktorego mozna sobie pozwolic na niespieszne obserwowanie ulicy! a jest co ogladac, sadzac po Twoich zdjeciach!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie piszesz o codzienności - te barwne opisy "zwykłych" dni i czynności to jedna z rzeczy, którą najbardziej lubię na Twoim blogu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Myślę, że jest trochę tak, że bardziej doceniamy wszystkie "super" rzeczy , te niecodzienne, te bardziej ekstremalne i zapominamy o cieszeniu się tym, co zwykłe :)

      Usuń
  6. Wywołałaś u mnie takie uczucia. Coś niesamowitego Cię spotkało cieszę się razem z Tobą pięne miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj dobrze jest teraz w tę szarugę zahaczyć oko o takie widoki, pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne zdjęcia, cudowne miejsce. Muszę wpisać sobie w listę celów to miejsce i być może uda mi się tam wybrać:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe miejsce, bardzo mi się podoba i ze zdjęc i Twojego opisu.

    Radosnych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne miejsce. Mam nadzieję wybrać się kiedyś na Maltę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jedno ze zdjęć ogrodu mocno przypomina mi scenografię z Gry o tron s. 4 bodajże jak młody król ginie. Kto wie może ujęcia kręcone były w Malcie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten co przeszedł całą paletę barw nich umarł?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joffrey, nie cierpiałem chłopa. Aż śmiałem się na cały blok jak to zobaczyłem.

      Usuń

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

Komentarze obraźliwe lub pisane w moim odczuciu wyłącznie po to, żeby zostawić link do swojej komercyjnej strony nie są publikowane.

TOP