22.3.15

Parada z okazji Dnia Św. Patryka w Galway

Od bardzo dawna, gdzieś w głębi duszy, marzyłam o odwiedzeniu Irlandii w okolicach 17 marca, gdy mieszkańcy hucznie obchodzą święto swojego patrona, Św. Patryka. W tym roku się udało! Zapraszam Was do zapoznania się z fotorelacją z parady w mieście Galway, na zachodnim wybrzeżu Zielonej Wyspy.

19.3.15

Gdzie zjeść w Lizbonie? Polecane lizbońskie restauracje

Jednym z najczęściej zadawanych przez Was pytań jest "Gdzie warto zjeść w Lizbonie?". Na blogu pojawiły się już dwa wpisy dotyczące kuchni portugalskiej (część I i część II), ale zawierały raczej ogólnie informacje, bez adresów. Postanowiłam zaprosić kilka osób, by wspólnie stworzyć wpis   miejscami, które polecamy. Jakiś punkt odniesienia na dobry początek :) Zapraszamy do lektury!
Ajka, czyli ja :) Autorka bloga i miłośniczka wszystkiego, co portugalskie.

  Restaurante "O Pardieiro"  
L. da Graça, 36
Jeden z moich ulubionych lokali obiadowych w Lizbonie. Trafiłam tam przypadkiem kilka lat temu, już po porze lunchowej, gdy nie działała kuchnia, ale pomimo tego zostałyśmy zaproszone do środka i uraczono nas fantastycznym omletem z sałatką, świeżym pieczywem i winem. Od tego czasu bardzo często tam wracałam, głównie na ryby i zawsze byłam zadowolona. Opinie w Internecie są słabe, nie wiem dlaczego. Jedzenie jest tradycyjne, smaczne, w dobrej cenie i miłej atmosferze. Lubię tam jeść. Jadąc tramwajem 28 w kierunku Martim Moniz, należy wysiąść na przystanku Graça, iść przed siebie kilkanaście metrów, kierować się lekko na prawo i na rogu placu znajduje się niepozorna restauracja :)

Tasca da Sé
Rua Augusto Rosa 62
Trochę komercyjny lokal, ale bardzo go lubię. Położony przy samej katedrze Sé, kilkanaście minut spacerem od Rossio, kilka od Praça do Comércio, można podjechać tramwajem 28 jadąc z dalszej części miasta. Lokalizacja super, mogłoby się wydawać, że to kiepski lokal turystyczny, ale tak nie jest. W środku jest skromnie, klimatycznie, pomieszczenie jest niewielkie, czasem trzeba podzielić się z kimś stolikiem - można porozmawiać, robi się przyjemna atmosfera, prawie jak u znajomych. Obsługa miła i serdeczna, bardzo pomocna. Jedzenie smaczne, w rozsądnych cenach. Świeże ryby, wino, przystawki wysokiej klasy. Chodzę tam, gdy chcę zjeść w sprawdzonym miejscu, blisko samego centrum miasta.



A Padaria Potuguesa 
     Kilka lokalizacji, wymienione na: www.padariaportuguesa.pt
Sieciówka bardzo dobrej jakości. Nowoczesne wnętrze, sympatyczna obsługa, wypieki zawsze świeże, często jeszcze ciepłe. Idealne miejsce, gdy chcemy coś "złapać" na szybko i ruszyć dalej w drogę albo kupić coś rano na drugie śniadanie. Przepyszne bułki i chleby, ciastka maślane, portugalskie croissanty, ciastka półfrancuskie na słodko/słono, nadziewane empadas, boskie kokosowe bułeczki Pão de Deus, a także zupy, kanapki, sałatki, kawa i soki naturalne. Ciekawy asortyment, alternatywa dla pastelarii.


Marzena & Goncalo Gregier-Franco, założyciele Smaków Portugalii - pierwszego i najlepszego sklepu ze smakołykami znad Atlantyku. Jak nikt znają się na konserwach, oliwach i produktach gourmet.


Cone à Portuguesa
Rua do Século 224
"Rożek po portugalsku" to zupełnie nowa forma przekąski - chlebowe rożki z rozmaitymi nadzieniami. Inspirowane są poszczególnymi regionami Portugalii i wykorzystują składniki dla nich charakterystyczne. Są nadzienia mięsne, z owocami morza, rybne, z dodatkiem regionalnych serów. Menu zmienia się co jakiś czas, co nie pozwala znudzić się serwowanymi smakami. Smaczna i nowatorska idea. Nie jest to kopia czyjegoś pomysłu na biznes, tylko miejsce zaskakujące, oryginalne i przepełnione pasją założycieli.


Mercado de Campo de Ourique
Rua Coelho da Rocha 
Lokalny targ w dzielnicy Campo do Ourique, jednej z najbardziej tradycyjnych dzielnic Lizbony. Zdecydowanie jeden z naszych ulubionych! Warto się tam wybrać jeśli chcemy poczuć, jak płynie prawdziwe życie stolicy. Targ powstał w 1934 roku, a w 2014 został odnowiony, utrzymując jednak pierwotny charakter miejsca zakupowego, połączonego z miejscem spotkań i wydarzeń kulturalnych. Do straganów z owocami, mięsem, warzywami i rybami dołączyło 20 „tasquinhas”(knajpek) o bardzo zróżnicowanej ofercie gastronomicznej: owoce morza, kanapki, tradycyjne dania portugalskie, sushi, klasztorne słodycze, wino, sery, lody i inne. To idealne miejsce dla szukających oryginalnych miejsc.


Café Lisboa
Tatro Nacional de São Carlos 
Largo de São Carlos, 23
Chef José Avillez to bezsprzeczna gwiazda portugalskiej gastronomii odznaczona dwoma gwiazdkami Michelin (gdy pracował w Belcanto). Café Lisboa to jego najnowsza restauracja, zlokalizowana we wspaniałych, XVIII wiecznych wnętrzach Teatru Narodowego São Carlos. Obsługa w lokalu jest  profesjonalna, nienarzucająca się, potrafiąca stworzyć przyjazną atmosferę. Byliśmy tam w czasie kolacji. W karcie tradycyjne dania w wersji haute cuisine. Zamówiliśmy nuggets z suszonego dorsza z majonezem czosnkowym, pastel Lisboa (rodzaj pieczonego pieroga), stek z serem i frytkami. Każde z dań obłędnie smaczne, idealnie doprawione. Na deser wybraliśmy mus czekoladowy z kwiatem soli. Tego się nie da opowiedzieć, tego trzeba spróbować! Ceny dań głównych 12,50-22,50 EUR. Warto!


Krzysztof Gierak pojechał kilka lat temu na dwa miesiące do Lizbony i ... mieszka tam do dziś. Jest założycielem strony InfoLizbona.pl, na której możecie znaleźć mnóstwo informacji na temat zwiedzania tego pięknego miasta. W wolnym czasie Krzysiek pracuje również jako przewodnik.

 Casa da India
Rua do Loreto 49
Wbrew pozorom nie jest to lokal z indyjską kuchnią! To mała. prosta i klimatyczna restauracja, która serwuje tradycyjne potrawy portugalskie. W menu zarówno ryby, owoce morza i mięsa, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Ceny rozsądne (dania główne 6-9€). Zaletą Casa da India jest też lokalizacja, na granicy Bairro Alto i Chiado. Czasem trzeba trochę poczekać na wolny stolik, ale naprawdę warto.


ZamBeZe 
Calçada Marquês de Tancos 3
Ciekawa restauracja połączona z barem. Ja lubię to miejsce przede wszystkim za położenie na małym punkcie widokowym, dzięki czemu z drinkiem w ręku można podziwiać cudowną panoramę Lizbony i Tagu. Obsługa nie należy do najlepszych, ale serwują dobre drinki a widok na dachy dzielnicy Baixa z Praça do Comércio i Mostem 25 kwietnia wynagradza wszystko. Warto tu zajrzeć wieczorem, przed samym zachodem słońca. Restauracja serwuje dania kuchni portugalskiej z wpływami afrykańskimi.


 Chiado Caffé
  Rua do Loreto 45
Piekarnia, kawiarnia, bar, prosta restauracja - Chiado Caffé potrafi zaskoczyć swoją ofertą, a Wasze kubki smakowe na pewno polubią to miejsce. Piekarnia, bo przez cały dzień możemy zakupić różnego rodzaju pieczywo - zawsze świeże, zawsze smaczne, idealne na śniadanie. Do tego pyszna kawa, soki, duży wybór słodkości oraz kanapki. W porze lunchu do oferty dochodzą też domowe zupy. To proste miejsce, ale bardzo sympatyczne, z zawsze miłą i serdeczną obsługą. Polecam spróbować ciekawych w smaku pastéis de feijão, czyli babeczek fasolowych. Mają w ofercie także smaczne pastéis de nata.


      Kasia i Marek mieszkają aktualnie w Lizbonie i prowadzą ciekawego bloga Agua de Coco

RDA 69 
Rua Regueirão dos Anjos 69

To alternatywna stołówka – garaż. Jeśli lubicie wykwintne restauracje to nie jest miejsce dla Was! Jeśli jednak chcecie spróbować wegańskiego jedzenia za 3 EUR (zupa + drugie danie) w garażu, w którym naprawiają rowery to zdecydowanie wpadajcie. Miejsce ma hipisowski i alternatywny klimat, jeśli nie  ma krzesła, można usiąść na krawężniku. Trzeba umyć po sobie talerzyk, jednak zawsze jest dużo osób, można poznać ciekawych ludzi i spędzić miło czas. Niekiedy mają w ofercie piwa z małych browarów w Lizbonie oraz smaczne wina własnej roboty. Otwarte od wtorku do piątku w czasie lunchu i kolacji.


São Cristóvão 
Rua de São Cristóvão 28-30
Restauracja z kuchnią z Wysp Zielonego Przylądka z podśpiewującą właścicielką. Dla nas absolutnym hitem tego położonego w centrum miasta lokalu jest zestaw ryba + banan + fasola. Przepyszne danie! Dodatkowo właścicielka Maria, fanka Cesarii Evory, umili posiłek swoim wykonaniem "Sodade" lub innych piosenek (w piątki można trafić na jej znajomych grajków, a nawet na przypadkowe osoby wykonujące fado). Smaczna kuchnia, bardzo dobre desery a ofercie także pyszny likier. Polecamy!


Café Beira Gare
  Praça Dom João da Câmara (przy dworcu kolejowym Rossio)
W tym miejscu się stoi, chociaż możesz usiąść, ale to oznacza, że zapłacisz więcej i zostaniesz uznany za turystę. Miejsce tanie i pełne Portugalczyków, gdzie największym hitem jest bifana (bułka z dużym kawałkiem wieprzowego mięsa). Dostępne wariacje z różnymi dodatkami, nawet z jajkiem! Polecamy  też coxinha (brazylijskie kotleciki z kurczaka). Bifana – ok. 2.5 EUR, coxinha ok 1.5 EUR. Pycha!



    Dodatkowo polecam Wam kilka linków dotyczących restauracji w Lizbonie i nie tylko:

    Rozsmakuj się w portugalskiej kuchni na fashionelka.pl
Restauracja Sol e Pesca na facetikuchnia.com.pl
Wegetarianin w Portugalii na truskawkowepole.pl
Lizbona Jedzenie na eve-r-green.blogspot.com
Restauracje z owocami morza na infolizbona.pl
Relacja z Cervejaria Ramiro na dania-kontra-ania.blogspot.com
   Subiektywny przewodnik Lizbona i Porto na adamantwanderer.com
 Polecane restauracje w Lizbonie na infolizbona.pl 
(jak znacie jeszcze jakieś inne to podeślijcie!)

  Jeśli macie do polecenia fajne lokale w Lizbonie, robiliście im zdjęcia i chcielibyście o nich
    opowiedzieć w tym wpisie, to podsyłajcie na ajka_k@wp.pl a ja będę go uaktualniać.

11.3.15

Czy warto pojechać na Kaziuki Wileńskie?

O Kaziukach Wileńskich myślałam już od kilku lat, ale nigdy nie pasował mi termin. Kiedy na początku roku dostałam od Ecolines dobrą cenowo propozycję podróży, nie wahałam się ani chwili. Weekend 7-8 marca miałam wolny, decyzja zapadła szybko.
Nazwa jarmarku wywodzi się od imienia patrona Litwy, Św. Kazimierza, kanonizowanego w 1602 roku. Odbywa się on od 400 lat i przyciąga prawdziwe tłumy. Powiadają, że jest to największe i najbarwniejsze święto miasta, a może nawet całego kraju. Robi wrażenie!
Wyjechałyśmy z Warszawy w piątek o 22, więc tuż po 7 w sobotę byłyśmy już w Wilnie. Nieśpieszna kawa z croissantem w McDonald's (tylko to miejsce jest otwarte tak wcześnie), zmiana ubrań na czyste i około 8.30 mogłyśmy już wyruszyć w kierunku Ostrej Bramy.
Spodziewałam się uśpionych ulic, więc zaskoczyło mnie, że były już rozstawiane stoiska na jarmarku. Odbywa się on na starówce, w kilku lokalizacjach: na placu Ratuszowym, ulicy Zamkowej, w okolicach katedry i na głównej ulicy śródmieścia - Alei Giedymina.
Po godzinie 10, sprzedawcy byli już gotowi a pierwsze grupy turystów i miejscowych nieśmiało podchodziły oglądać oferowane towary. Muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jakością produktów sprzedawanych na Kaziukach, a przede wszystkim ogromnym wyborem wszystkiego. Byłam na kilku europejskich jarmarkach bożonarodzeniowych mając wrażenie, ze każdy sprzedaje to samo, z jakością bywało różnie, ceny niestety przyprawiały o silny zawrót głowy. W Wilnie było jednak inaczej.
Nie wiem jak to się stało, ale przeoczyłam fakt, że Litwa 01.01.2015 wprowadziła Euro. Trochę bałam się, że będzie dużo drożej niż wcześniej, na szczęście różnice w cenach podstawowych produktów spożywczych i ceny w znanych mi knajpach nie podskoczyły jakoś gwałtownie. Chociaż w sklepach podane są ceny w litach i w euro, nie mogłam już zapłacić za nic w litewskiej walucie, która została mi z zeszłorocznego weekendu w Kownie.
Co można było kupić na straganach? Dosłownie wszystko! Naturalne mydełka i kosmetyki, wyroby drewniane (meble, figurki, artykuły kuchenne), ceramikę (miski, dzbanki, kubki itp), wiklinowe koszyki, wspaniałe narzuty i koce, skarpety i czapki z wełny, piszczałki, zabawki.
Były stoiska z antykami, kukiełkami, wielkanocnymi palemkami, z ręcznie szytymi strojami. Nie zabrakło jedzenia! Kupiłam przepyszny miód, fantastyczne cery, ukochany chleb litewski. Można było kupić pierniki, obwarzanki wiszące na sznurkach, chleby z bakaliami, sękacze, sezamki.
Dla chętnych ekologiczne wędliny, kiełbasy i litewska słonina (moja babcia wysoko ją ceni). Widziałam mnóstwo budek z wędzonymi rybami, świetnie przyprawionymi, aromatycznymi. Wiele osób wystawiało własnej roboty przetwory (dżemy, chrzan, pasty, buraczki w słoiku). Na każdym kroku dostępny był kwas chlebowy, który bardzo polubiłam w minionym roku.
Poza handlem, czas umilali uliczni grajkowie, zespoły. Pogoda - ładna, przedwiosenna, trochę słońca i wiatru, ale można już było spokojnie usiąść na ławce z herbatą w kubku. Podobno odbywały się różne pokazy teatralne, przemarsze i koncerty, ale musiałyśmy być w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, bo wygląda na to, że nas te atrakcje ominęły.
Od południa do wieczora na jarmarkach był tłum. Ludzie młodzi, starsi, całe rodziny, dzieci biegające od stoiska do stoiska namawiające rodziców na coraz to nowe zakupy.
Byłyśmy w stanie spędzić na jarmarkach nie dłużej niż godzinę bez przerwy. Potem uciekałyśmy w boczne uliczki, puste, dające chwilę wytchnienia. Miałyśmy Literatų gatvę wyłącznie dla siebie!
W niedzielę kupiłyśmy różne drobiazgi do zabrania do Polski i o 15.15 stawiłyśmy się na dworcu. Byłam zaskoczona, że w autobusie miałyśmy po dwa miejsca dla siebie! Jeździłam z Ecolines już kilka razy i za każdym razem było bardzo wygodnie: dużo miejsca na nogi, rozsuwane fotele, w telewizorku kilkanaście filmów do wyboru, nowe menu z kanapkami i daniami na ciepło. Podróż jak zwykle upłynęła komfortowo. Weekend minął bardzo szybko, aż szkoda było wracać do domu.
TOP