24.8.15

Pieniny - tam, gdzie moja dusza śpiewa


Czekałam na ten moment 15 lat, czyli dokładnie połowę życia. Niby tak blisko, ale ciągle za daleko. Niby można pojechać w każdej chwili, ale zawsze nie po drodze i nigdy nie było czasu, by wrócić w Pieniny. A tak bardzo chciałam i tak mocno tęskniłam! Tyle miałam wspomnień, już nieco zatartych...
Pieniny to mała plamka na mapie Polski, pasmo górskie w łańcuchu Karpat, na południu Polski i na północy Słowacji. Dla mnie region absolutnie magiczny, przepiękny i wyjątkowo bliski mojemu sercu.
Jako dziecko jeździłam tam z Dziadkami, zarówno latem jak i zimą. Chodziliśmy po górach, dużo zwiedzaliśmy, uczyłam się jeździć na nartach. Cudowne to były czasy. Calutkie dni na powietrzu, tyle godzin spędzanych razem - na zabawach z bratem, czytaniu książek z dziadkiem, grach z babcią. Pamiętam zapach drewnianych pokoi, rozpuszczoną czekoladę w plecaku, słoną wodę ze źródła, smak chłodnika jagodowego, gorących gofrów z bitą śmietaną i borówkami, ruskich pierogów w wykonaniu naszej gospodyni. Spalone słońcem polany, chłodne lasy dające schronienie w ciepły dzień i burze.
Pamiętam owce w Małych Pieninach, rydze w drodze z Wysokiej, mokre kamienie w Wąwozie Homole, bieganie pomiędzy snopami siana, gęsi w Sromowcach Niżnych, zmęczenie i radość po zdobyciu szczytu. Pieniny nie mają ciężkich szlaków, ale dla dziecka to jednak jest wyzwanie (od razu przypominają mi się klienci, którzy mówią, że hotel nie może być położony 250m od plaży, bo "dla dziecka to jest za daleko").
Czasami wyjmujemy z dziadkami albumy i oglądamy je po niedzielnym obiedzie, wspominamy te niezwykłe miejsca, sielskie i pełne radości chwile. Chciałam pożyczyć album, aby zeskanować kilka zdjęć, ale babcia chyba się boi, że zgubię lub nie oddam :) Może kiedyś mi się uda Wam je pokazać.
Już na początku tego roku wiedziałam, że właśnie w 2015 muszę tam wrócić. Ciągnęło mnie tak bardzo, że już od stycznia nie mogłam się doczekać. Termin wyszedł dość spontanicznie, gdy poczułam, że albo na kilka dni gdzieś wyjadę albo zwariuję. Wrzuciłyśmy z koleżanką torby do bagażnika i ruszyłyśmy w podróż przez Polskę. Podróż do przeszłości (dziękuję S. za to, że mnie wygodnie i bezpiecznie przewiozła, bo ja niestety kierowcą jestem marnym i ... niejeżdżącym). 
Przyjechałyśmy do Krościenka nad Dunajcem w sobotę przed południem, mając przed sobą pięć  wolnych dni. Szukałam noclegu przed wyjazdem i okazało się to sporym wyzwaniem - większość osób przyjmuje turystów wyłącznie na tydzień. Na szczęście znalazłam sympatyczną kwaterę, w spokojnym miejscu, przy jednej z moich ulubionych ulic  - Pienińskiej. Dawno temu był na niej bar z bilardem, do którego chodziliśmy na obiady po zejściu z gór i droga prowadząca do stoku, na którym zaczęłam swoją przygodę z jazdą na nartach. Cisza, którą zakłócają tylko setki cykad.
Grafik miałyśmy napięty a plany raczej ambitne. Pieniny są idealną bazą wypadową zarówno
  na chodzenie po górach jak też na zwiedzanie, więc można tam spędzić kilka tygodni wcale się
   nie nudząc. Szlaków jest dużo, o różnych stopniach trudności, ale każdy znajdzie coś dla siebie.
 Do tego mamy rezerwaty: Biała Woda i Wysokie Skałki, malownicze pasmo Małych Pienin,
 klimatyczne uzdrowisko w Szczawnicy z kolejką na Palenicę, zamki w Czorsztynie i Niedzicy
   położone nad Jeziorem Czorsztyńskim, po którym pływają turystyczne statki i nieduże gondole.
Jest spływ Dunajcem, bezdyskusyjnie jedna z najpiękniejszych atrakcji całego naszego kraju, a dla odważnych rafting. W Krościenku funkcjonuje fantastyczny, duży park linowy, można też wypożyczyć rowery, bo ścieżek jest już coraz więcej. Chętni mogą ruszyć Szlakiem Architektury Drewnianej (zabudowa w Szczawnicy i Krościenku, kościoły w Grywałdzie, Dębnie i Sromowcach Niżnych, spichlerz w Niedzicy i inne obiekty), odwiedzić dwa punkty ze Szlaku Oscypkowego (Bacówka Wojciecha Komperdy w Czorsztynie i Bacówka Wojciecha Gromady w Jaworkach). Na  mapie Szlaku Tradycyjnego Rzemiosła znajdziemy też kilka punktów w Krościenku, Szczawnicy  i Sromowcach Wyżnych. Blisko stąd również na Słowację, można korzystać zatem z jej uroków.
U naszych sąsiadów warto zjeść tradycyjne dania, odwiedzić Czerwony Klasztor, Zamek Spiski w Popradzie i Jaskinę Lodową (dla chętnych również aquapark), Słowacki Raj, zamek lubowelski. 
Nam się udało trafić na ostatnie dni Biesiady Pienińskiej i obejrzeć występy taneczno-wokalne
 lokalnych zespołów, także dziecięcych. Muszę przyznać, że było wesoło i bawiłyśmy się świetnie.
 Pogoda trafiła nam się w kratkę. Czasem słońce, czasem deszcz. Ulewa prosto z nieba w chwilę
 po upalnym popołudniu. Niebieskie niebo w kilka minut potrafiło zrobić się złowrogie, ciemne.
    Chodziłyśmy na długie spacery, podziwiałyśmy jarzębinę i szukałyśmy motyla, Niepylaka
     Apollo, ale on i jego kumple musieli się dobrze schować. Krościenko się zmieniło, powstały
     promenady nad Dunajcem, nowe obiekty noclegowe, place zabaw, odnowiono stare domy.
Zniknął niestety basen na ulicy Leśnej, z lodowatą, górską wodą i przepyszne gofry z małej
  budki na ulicy Jagiellońskiej, tuż przed skrętem na szlak w kierunku Trzech Koron i Sokolicy.
  Nie ma też placu zabaw, na który chodziłam z dziadkami i płakałam, widząc rozjechane żaby
   przy drodze. Ujęcie wody "Maria" jest jeszcze ładniejsze niż było kiedyś, wiele sklepików jest
     wciąż na swoim miejscu. Pamiętam te domy, ulice, sklep papierniczy z kolorowymi naklejkami,
      cotygodniowy targ przy potoku Krośnica, bardzo blisko nowego kościoła oraz Karczmę u Walusia. 
Wiele punktów z mojej dziecinnej pamięci wciąż jest aktualnych, na szczęście! U Walusia karmią
 pysznie, jadłyśmy świeże pstrągi i placki ziemniaczane po zbójnicku albo z serem i bryndzą. Mniam!
Słynne "Lody u Marysi" (do kupienia także w Krakowie!) mają już kilka oddziałów, w tym
  jeden przy samym Dunajcu. Chodziłyśmy tam co rano, na kawę lub gofra "z widokiem" gratis.
Po górach nie planowałyśmy chodzić, ale nogi same zaniosły nas na Trzy Korony. Warto było,
pomimo późniejszych Pięciu Zakwasów :) Kondycja nie ta, długie godziny przed komputerem
  dają się mocno we znaki i zamierzam coś z tym zrobić w najbliższym czasie. Trzymajcie kciuki!
Byłyśmy w rezerwacie Biała Woda, widziałyśmy sławną Muzyczną Owczarnię w uroczych
 Jaworkach, idąc wąwozem Homole doszłyśmy na wielką polanę z szałasem Bukowinki, gdzie
  zjadłyśmy grillowane serki z żurawiną i zobaczyłyśmy stado owiec schodzące o 14 z Wysokiej.
 Wybrałyśmy się do Czarosztyna, gdzie akurat przebywał mój tata z żoną Martą i moim
   mini-bratem Janem (no dobra, już nie takim mini, zaraz minie 8 lat od kiedy jest z nami).
   Zwiedziliśmy zamki w Czorsztynie i Niedzicy, przepłynęłyśmy się taksówką wodną, a potem
    spędziliśmy miło czas na ich tarasie z zabójczym widokiem na Niedzicę i Zalew Czorsztyński.
   Zdobyłyśmy Palenicę (oczywiście siedząc pupą na wyciągu) i w nagrodę zjadłyśmy deser w 
 Szczawnicy. Zostałyśmy za to srogo ukarane szklanką wody Józef w Pijalni Wód Leczniczych.
  Uzdrowisko Szczawnica, ta główna część z Muzeum, Sanatorium, Inhalatorium i Parkiem
  Górnym zrobiło na mnie duże, pozytywne wrażenie. Park Dolny też jest czysty i wspaniały.
Dla mnie to jedno z tych miejsc, w których czuję, że Polska wcale nie odstaje poziomem od 
Europy i jestem z niej bardzo dumna, chcę się nią chwalić i krzyczeć głośno " To mój kraj!"
Podobała mi się wystawa "Ludzie Pienin", przedstawiająca bardzo krótkie wywiady z ważnymi
dla regionu osobami (wśród nich m.in. Jasiek Kubik - tancerz i śpiewak, Zbigniew Urbański - 
twórca makiet obiektów pienińskich, Krystyna Aleksander - malarka i poetka, Jan Sienkiewicz -
prezes Polskiego Stowarzyszenia Flisaków na rzece Dunajec, Anna Madeja malująca na szkle).
    Spłynęłyśmy razem z deszczem Dunajcem, spotkałyśmy wielu serdecznych ludzi. Było idealnie.
Jak zwykle za krótko :) Ostatnie podrygi wakacji, początek babiego lata w powietrzu. Nawet ten
deszcz nie martwił tak bardzo. Codziennie o 6.15 rano z kościoła wpadała przez okno melodia 
 "Kiedy ranne wstają zorze" ;) O 7 byłyśmy już po prysznicu, ale chodziłyśmy spać tuż po zmroku.
  Wypoczęłam i odświeżyłam wspomnienia. Tęsknię już za Pieninami - są naprawdę Cudowne!!!

14.8.15

Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu - relacja

W ostatni weekend lipca wybrałam się do Sierpca, do Muzeum Wsi Mazowieckiej. W okolicy mieszka moja znajoma, więc była to także idealna okazja do spotkania i spędzenia razem czasu. Dziś postaram się odpowiedzieć Wam na pytanie czy warto ten skansen odwiedzić.

4.8.15

Porto Katsiki - (podobno) najpiękniejsza plaża Lefkady

Porto Katsiki jest bez dwóch zdań jedną z największych atrakcji Lefkady. W zestawieniu 10 najlepszych plaż Grecji portalu greeka.com znalazła się na zasłużonym, trzecim miejscu. Szczerze mówiąc, nie dziwię się. 
TOP