28.12.16

TOP 5 roku 2016

To był najlepszy rok w moim dotychczasowym życiu. Tym, którzy obiecywali, że po 30-tych urodzinach będzie najfajniej, muszę przyznać rację. Już w chwilę po zdmuchnięciu świeczek czułam, że idzie nowe. W styczniu tego roku byłam już tego pewna. To nie był rok samych sukcesów. To był rok walki ze sobą, wychodzenia ze strefy komfortu, wzlotów i upadków, wielu wylanych łez i pięknych niespodzianek na ich otarcie. Ten rok na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Dawno nie robiłam podsumowań, ale dziś chcę, aby móc do niego kiedyś wrócić.

19.12.16

O której jeść kolację, czyli o urokach wieczornych posiłków

To nie będzie wpis o dietach. Wręcz przeciwnie. Oczywiście wiem, że po 20 nie powinno się jeść ciężkich posiłków i w Polsce staram się tego trzymać. Na południu Europy jest jednak inaczej. Wyjeżdżam do Hiszpanii, Portugalii czy Włoch i automatycznie zmieniam tryb życia - lekkie śniadanie, szybki lunch i solidna kolacja, często trwająca godzinę lub znacznie dłużej. Jeśli do tego odbywa się w miłym towarzystwie, to naprawdę mogłaby nie mieć końca.

11.12.16

Jak wygląda tydzień kursu językowego na Malcie?

Minął ponad rok od kiedy wróciłam z kursu językowego na Malcie (relację opublikowałam tutaj). Jak większość z Was wie, spodobało mi się na tyle, że wróciłam w styczniu na kilka miesięcy. Często piszecie do mnie z pytaniami praktycznymi - jak wygląda sama nauka i lekcje, program tygodniowy, ile jest czasu wolnego itd. Ostatnio odpisywałam Annie i pomyślałam, że warto zrobić osobny wpis na ten temat. Jeśli chcecie lecieć na Maltę, żeby się uczyć* - przeczytajcie koniecznie!

4.12.16

"Nocny pociąg do Lizbony" - książka na zimę

Ciemne, zimowe wieczory nie są takie złe. Można usiąść na kanapie, obłożyć się miękkimi poduszkami i owinąć ciepłym kocem. Na stoliku postawić wielki kubek herbaty z cytryną i mały talerzyk z domowym piernikiem. Zapalić lampkę i poczuć pod palcami szeleszczące kartki ciekawej książki. Czytaliście "Nocny pociąg do Lizbony" Pascala Merciera? Jeśli nie, to warto to nadrobić jeszcze w tym roku!

29.11.16

Bigilla - maltańska pasta do pieczywa

Jeden z moich ulubionych smaków z Malty. Kupowałam tę pastę prawie codziennie, gdyż bez problemu można ją dostać w większości supermarketów. Początkowo myślałam, że zrobiona jest z fasoli maślanej, która na wyspie jest popularna. Oryginalne przepisy podają fasolę Ful Ta-Girba (nie wiem niestety co to jest) lub suszony bób. Nie jest on popularny w Polsce, ale udało mi się kupić paczkę w sklepie ze zdrową żywnością. Na Malcie bigilla jest serwowana z serem i oliwkami do pieczywa lub z krakersami galletti.

11.11.16

Za co lubię Paryż?

Śnił mi się ostatnio Paryż. Spacerowałam jakąś dobrze mi znaną ulicą i nagle zaczął padać deszcz. Próbowałam się schować pod dachem w jednym z podwórek, ale czarna, ozdobna brama była zamknięta. Pobiegłam dalej, weszłam do sklepu, który wyglądał na starą księgarnię i ... obudziłam się. Zaskoczył mnie ten sen, bo niewiele o tym mieście myślę. Byłam kilka razy, podobało mi się, ale mojego serca nie porwało. Jest jednak kilka powodów, dla których naprawdę Paryż lubię. Dziś o tym na blogu.

21.10.16

Najładniejsze parki i ogrody w Warszawie

W czerwcu postanowiłam zobaczyć wszystkie parki, ogrody i tereny zieleni w Warszawie, aby wybrać te według mnie najładniejsze. Zamiast umawiać się na kawę czy obiad, odwiedzałam ze znajomymi parki w Śródmieściu, na Żoliborzu, na Pradze, na Mokotowie, na Woli i w innych zakątkach miasta, robiłam zdjęcia i wybierałam te najpiękniejsze. Jesienią kolory parków są już inne, ale wciąż warto się do nich wybrać. Wpis powstawał bardzo długo, ale w końcu jest. Zapraszam Was na wspólne odkrywanie zielonego oblicza stolicy.

5.10.16

Kazimierz Dolny jesienią - jaki jest?

Kazimierz Dolny jesienią Kazimierz Dolny uliczka
Kazimierz Dolny od lat znany jest jako popularny kierunek weekendowych i jednodniowych wypadów mieszkańców Lublina i Warszawy. Sama byłam tam wiele razy, praktycznie o każdej porze roku. Relacje na blogu pojawiły się już we wpisach "Sielski i pełen słońca weekend" oraz "Kazimierz Dolny zimą - czy warto?". Ostatnio dość często bywam w okolicy i miałam okazję podziwiać miasteczko jesienią. Jakie wówczas jest?

26.9.16

31 lat później

Urodziłam się 26 września. Czyż to nie doskonały czas, żeby przyjść na świat? Wczesna jesień, zazwyczaj ta najpiękniejsza. Wciąż jest ciepło i słonecznie, drzewa są jeszcze pełne liści, które powoli zmieniają kolor z zielonych na żółte, czerwone, brązowe. Za chwile będą już one tylko wspomnieniem. Znów nadejdzie znienawidzona przeze mnie Epoka Smutku, znana powszechnie jako "zima", ale teraz na zewnątrz jest doskonale i chcę się tym cieszyć jak najdłużej. Urodziny to zawsze czas przemyśleń, różnych wniosków, marzeń o przyszłości. Ja tymczasem dziś uciekam myślami w przeszłość i wspominam swoje dzieciństwo.

16.9.16

Bergamo - Brescia - Wenecja, czyli moje włoskie dolce vita

Tegoroczne wakacje były bardzo pracowite. Już w czerwcu wiedziałam, że będzie ciężko i że pod koniec sierpnia będę zupełnie bez sił. Nie było łatwo wstawać co rano z łóżka, jechać do sezonowej pracy i wracać w środku nocy z uśmiechem. W ramach motywacji postanowiłam kupić bilety lotnicze na jakiś krótki wyjazd na początku września. Ostatnim dniem pracy był 31.08, a ja już 01.09 o świcie byłam na lotnisku, czekając na samolot do Bergamo. 4 dni we Włoszech to mało, ale zarazem wystarczająco długo, aby odwiedzić kilka pięknych miejsc, zjeść coś smacznego i co najważniejsze - spotkać osoby, za którymi tęskniłam.

31.8.16

12 miesięcy zmian. Co mi dały?

Dzisiejszy dzień, 31 sierpnia jest dla mnie bardzo symboliczny. Dokładnie rok temu, ostatniego dnia wakacji, leżałam na łóżku patrząc w sufit. W głowie miałam tysiące myśli, a gdy zadzwoniła do mnie koleżanka, wybuchnęłam płaczem. Był to poniedziałek, a poprzedzajcy go weekend spędziłam nad morzem, ze znajomymi znajomych. Nigdy wcześniej nie czułam się tak samotna wśród ludzi jak wtedy. Byli sympatyczni, ale miałam wrażenie, że tam nie pasuję, nie umiem znaleźć sobie miejsca, nie udało mi się w życiu zbudować nic stałego przez ciągłe podróże, pośpiech i wiecznie napięty grafik. Zaczęłam myśleć o moim życiu, zbliżającej się 30-stce i poczułam, że jeśli natychmiast czegoś nie zmienię, to oszaleję.
Kryzysy zdarzają się chyba każdemu. Czasem są to jakieś magiczne daty (np. Sylwester lub urodziny), innym razem nagłe wydarzenie lub po prostu natłok myśli. U mnie zbierało się to już od dawna i w końcu coś pękło. Takie momenty są potrzebne, ważne tylko, aby odpowiednio nimi pokierować. Wypłakać się, a potem otrzepać i ruszyć przed siebie. Ja ruszyłam na 10-kilometrowy spacer, który zapoczątkował czas, który dał mi mnóstwo siły i pozytywnej energii. Nowy Rok przywitałam uśmiechnięta i zadowolona, postanawiając, że postawię wszystko na jedną kartę - zwolnię się z pracy, kupię bilet na Maltę, pouczę języka angielskiego, poszukam tam pracy. Chciałam ucieć od miasta, którego nie lubiłam, wszystkich problemów i codziennej rutyny. Malta była bezpiecznym portem - znałam tam trochę ludzi, nie miałam problemów językowych i kulturowych, było też dość blisko. To był bardzo burzliwy czas, prawdziwa szkoła życia. Nauczyłam się dużo o sobie, przekonałam na kim mogę polegać, a które znajomości (także w kraju) nie są warte dalszej uwagi. Patrząc na to, jak żyje wiele osób, zrozumiałam czego bardzo nie chcę w przyszłości. Dorosłam, zmieniłam priorytety. Bardzo nie chciałam wracać do Polski, chyba bardziej niż chciałam tam zostać. Miałam poczucie, że nie czeka tu na mnie nic fajnego. Los zrobił mi wtedy psikusa, podsyłając szklaną szybę, która oznaczała Koniec maltańskie przygody.
Nie żałuję, bo mniej więcej w tym czasie poznałam kilka osób, które pozwoliły mi spojrzeć na to, co mam, z innej perspektywy. Docenić i być wdzięczną za wszystko, co zostawiłam za sobą - pisałam o tym we wpisie Czy istnieje życie po Malcie? Czułam, że ten powrót ma sens, że to nie koniec, tylko początek, bo ja już jestem trochę innym człowiekiem. Zaczęło mnie cieszyć proste życie, zwykłe chwile w mieszkaniu, w którym kiedyś źle się czułam. Postanowiłam trochę w nim zmienić, aby było bardziej "moje". Zdecydowałam się na sezonową pracę, do której jeszcze w kwietniu nie wyobrażałam sobie wrócić. To był ciężki fizycznie sezon, pracowałam daleko od domu, w bardzo nieatrakcyjnych godzinach, po sześć dni w tygodniu. Nie miałam czasu na przyjemności, spotkania ze znajomymi, aktywność fizyczną, a nawet na gotowanie. Gdzieś pod skórą czułam jednak, że To będzie dobre lato! Byłam pozytywnie nastawiona, a w sercu miałam wiarę, że te letnie miesiące coś mi przyniosą. Przyniosły. Kogoś.
W lipcu miałam tylko jeden wolny weekend. Pojechałam w sobotę do Lublina odwiedzić koleżankę, a w niedzielę miałam się spotkać na Starówce z drugą znajomą. Zaproponowała jednak, żebym przyjechała do niej na wieś, bo nie byłam już od roku. Tak zrobiłam. Niewyspana, na lekkim kacu, bez makijażu, rozczochrana, w niemiłosiernie pogniecionych szortach i niewyprasowanej koszulce. W końcu chwila oddechu pośród łąk i pól, nie trzeba się stroić. Piłyśmy kawę na zewnątrz, gdy ktoś podjechał rowerem pod bramę. Pies zaczął szczekać, a synek koleżanki krzyknął, że trzeba uciekać. Podszedł się przywitać - z gburowatą miną, w kanarkowej koszulce i z brudną ręką, której postanowił mi nie podać. Był całkiem przystojny, ale pierwsze wrażenie było średnie. Zaczęliśmy rozmawiać i  ... minęło ponad 6h, nikt nie wie do końca kiedy. Rozumieliśmy się bez słów i wydawało mi się, że znam go od zawsze. Podobno już wtedy koleżanka, cała jej rodzina, a nawet ten pyskaty pies zorientowali się, co się święci. Ja nie. Wsiadłam do busa w Kazimierzu Dolnym, odpaliłam muzykę, zamknęłam oczy i ... nagle poczułam skurcz żołądka. "Taki fajny chłopak! A co, jeśli nigdy się do mnie nie odezwie?". Odezwał się jednak - szybciej niż sądziłam i o wiele piękniej niż mogłam sobie wymarzyć.
W kompletnym niedoczasie udawało mi się wygospodarować godziny na rozmowy przez telefon i dni, których prawie nie miałam na spotkania. Ujął mnie tym, że zawsze dotrzymywał słowa, nawet w mało ważnych kwestiach. Okazało się, że mamy identyczne poglądy na prawie wszystko, podobne przyzwyczajenia i zupełnie różne zainteresowania, dzięki czemu możemy się stale od siebie uczyć. Trochę wygląda na to, że zakochaliśmy się w sobie od pierwszej wymiany zdań, a kolejne tygodnie tylko nas utwierdzały w tym, że stało się niemożliwe. Po latach rozczarowań, poszukiwań i podróży, mijania się na imprezach u mojej koleżanki, wpadliśmy na siebie gdzieś pośrodku niczego, na drewnianym tarasie beżowego domu. Narobił mi nieporządku w moim chaosie, zabrał resztki wolnego czasu, zburzył wiele murów, które budowałam przez lata, a nawet udowodnił, że można się kręcić bezkarnie po mojej kuchni, nie wywołując we mnie złości.
Jak będzie dalej, nie wie nikt. Dużo przeszkód przede mną i przed nami, niezależnie jednak jak wszystko się potoczy, mogę powiedzieć, że dawno nie byłam tak szczęśliwa i spokojna jak teraz. Dzieliłam się z Wami wieloma przykrymi historiami, więc uznałam, że podzielę się też dobrą. Historią zmiany, na którą pracowałam równy rok, walcząc z przeciwnościami, zmieniając krok po kroku nastawienie, spojrzenie na świat i system wartości. Rok temu podjęłam decyzję, że chcę wziąć sprawy we własne ręce i zawalczyć o lepszą przyszłość. Cieszę się, że znalazłam w sobie odwagę do działania, zamiast czekać na niespodzianki od losu. Wierzę też, że kolejne 12 miesięcy będzie jeszcze lepsze!

21.8.16

Targ w Marsaxlokk i kulinarne wspomnienia

Marsaxlokk łódki w porcie
Są takie dni, gdy tęsknię za Maltą. Trudno wyrzucić z pamięci spędzone tam miesiące, zresztą nawet nie będę próbowała. Tym, czego bardzo mi brakuje, są spacery z Marsascala do Marsaxlokk, połączone z zakupami na targu. Wiele osób uważa to miejsce za komercyjne i nieciekawe. Zapraszam Was dziś na relację z niedzielnego marketu w Marsaxlokk, postaram się Was przekonać, że jest godny uwagi!

11.8.16

Ogród w Wilanowie letnią porą

Wilanów był dla mnie zawsze nieco nieokrytym lądem. Mieszkam dość daleko, po przeciwnej stronie Warszawy i byłam tam może raz lub dwa. Zupełnie nieoczekiwanie los rzucił mnie w te okolice na wakacje - pracuję w biurze położonym 15 minut rowerem od Muzeum Pałacu Jana III Sobieskiego.

3.8.16

Czy istnieje życie po Malcie?

Czytałam ostatnio przed snem magazyn Lente. Jeden, zupełnie niepozorny artykuł ozdobiony burymi zdjęciami, ujął mnie szczególnie. Tak bliski mojemu sercu, że miałam wrażenie, iż czytam o sobie. Autorka opowiadała w nim o czasie, który spędziła kiedyś w Neapolu. A może raczej o tym, jak zaczęła odbierać swoje rodzinne miasto wtedy, gdy z niego wróciła.

21.7.16

Rodzaje kaw w Portugalii - jak zamówić odpowiednią?

Portugalska kawa galao
Portugalia to wymarzone miejsce dla miłośników dobrego jedzenia. Na blogu pojawiło się kilka wpisów o kuchni portugalskiej, ale ciągle czegoś mi brakowało. Musicie bowiem wiedzieć, że to kraj słynący nie tylko z ryb, pysznych babeczek z Belem, doskonałego wina, ale też... kawy. To właśnie kawa jest w Portugalii najważniejszym akcentem poranka. W tym zakątku nad Atlantykiem każdy kawosz poczuje się jak w raju! Dziś przewodnik po rodzajach kaw, jakie spotkacie w Portugalii.

15.7.16

Ankieta Całe Życie w Podróży - co dalej?

Bardzo dziękuję Wam za udział w ankiecie. Wszystkie odpowiedzi są dla mnie bardzo cenne i na pewno wezmę je pod uwagę. Liczyłam na 30-50 ankiet (wersja optymistyczna), dostałam 108 w zaledwie 3 dni. Chciałabym podzielić się z Wami wynikami. Miałam świadomość, że pojawią się zarówno miłe, jak też niemiłe rzeczy, ale odpowiedzi wielokrotnie mnie zaskoczyły i wzruszyły. Informacje dotyczące metryczki oraz tego, kim jesteście zachowam dla siebie, ale dziękuję za to, że podzieliliście się ze mną swoimi zainteresowaniami. Jesteście gotowi?

Ucieszyłam się wiedząc, że mam tak wielu stałych Czytelników. Zdecydowana większość zagląda tu od 1-3 lat, a ponad 20% od 3 lub więcej, 7.5% od początku, czyli 6 lat! Nowych osób pojawia się mało, co też dało mi w jakiś sposób do myślenia.

        
Najwięcej ankietowanych osób trafiło tutaj z polecenia. To dla mnie wielka radość, że chcecie dzielić się tym, co robię z bliskimi sobie ludźmi. Zaskoczył mnie dobry wynik wyszukiwarki Google, ponieważ pozycjonowanie wpisów nie jest moją mocną stroną. Myślałam, że więcej osób trafia tu przez Facebooka, ale okazuje się, że nie miałam racji. 

                 Wygląda na to, że większość z Was śledzi bloga przez Facebooka. Ogólnie zaglądacie dość często.

                
Bardzo byłam ciekawa odpowiedzi na to pytanie. Czytałam ostatnio książkę, której bardzo popularny autor sugeruje, że powinno się pisać codziennie i to nawet po kilka razy. Według mnie 2-3 wpisy w tygodniu są wersją optymalną i jak widać, Wy też tak uważacie. Dodatkowo, 61% osób wskazało, że jest najlepiej, gdy długie teksty pojawiają się naprzemiennie z krótszymi.


 
              
Odpowiedzi na to pytanie były dla mnie chyba największym zaskoczeniem. Po pierwsze, jestem oszołomiona faktem, że aż 68.2% osób z przyjemnością czyta wpisy bardziej osobiste. 83.2% osób zainteresowanych jest relacjami z mało znanych miejsc, co jest dla mnie dowodem na to, że warto iść za głosem serca i zejść czasem z komercyjnej ścieżki. Relacje z miejsc popularnych, wpisy praktyczne o miejscach i ciekawostki kulinarne cieszą się popularnością i są potrzebne. Ze smutkiem przyjęłam informację, że nie za bardzo interesują Was wywiady (ja uwielbiam poznawać ciekawe osoby, które realizują się w życiu) oraz inspiracje filmowe czy książkowe. Staram się, żeby tematyka wpisów na blogu była zróżnicowana, mam nadzieję, że to się udaje. 

-----------

W kolejnej części ankiety zadałam otwarte, nieobowiązkowe pytanie CZY KORZYSTAŁEŚ/AŚ Z MOJEGO BLOGA PLANUJĄC SWÓJ WYJAZD? Odpowiedziało na nie 86 osób, z czego 30 nie korzystało lub nie pamięta. Pozostałe korzystały i to nawet po kilka razy! Najwięcej osób wskazało Lizbonę  lub Portugalię (23), dalej Lefkadę (7), Szkocję (7), Maltę (7), Wilno (5), Korfu (4), Budapeszt (4), Estonię (4), Majorkę (4), Sztokholm (4), Budapeszt (3), Londyn (3). Ponad to wymieniliście Sycylię, Rodos, Paryż, Barcelonę, Andaluzję, Wyspy Kanaryjskie, Pragę, Rzym, Wrocław i Łowicz oraz ku mojemu zaskoczeniu Wenecję i Kretę, o których z tego co pamiętam, nigdy nie pisałam :) 

Kolejne pytanie brzmiało CZY MÓJ BLOG ZAINSPIROWAŁ CIĘ DO WYJAZDU W MIEJSCE, O KTÓRYM WCZEŚNIEJ NIE MYŚLAŁEŚ/AŚ? Aż 60% osób odpowiedziało TAK. Gdzie udało mi się Was wysłać (lub jest to w sferze planów)? Nie byłam zaskoczona wynikami, bo wskazaliście miejsca najbliższe mojemu sercu (co zapewne oznacza, że piszę o nich w najbardziej zachęcający sposób): Portugalia (15), Malta (15), Lefkada (10), Wilno (6), Estonia (4) a także Bergamo, Londyn, Praga, Ryga, Kowno, Paryż, wyspa Symi, Sycylia, Budapeszt, Nowy Jork i Gdańsk.

        
Ten wynik również mnie bardzo cieszy. Staram się inspirować do podróżowania, zarówno blisko jak też nieco dalej, pokazywać jak piękna jest Europa. Ale nie tylko - staram się też inspirować do odpowiedzialnego życia i podróżowania oraz do spełniania marzeń, nie poddawania się i szukania swojej drogi. 2 kolejne pytania pokazały, jakie jest Wasze zdanie na ten temat. 


CO CI W BLOGU PRZESZKADZA LUB CO POWINNAM ZMIENIĆ?


Trochę się bałam tego pytania - nikt nie lubi krytyki, ale byłam gotowa przyjąć wszystko z pokorą. Odpowiedzi udzieliło 69 osób, z czego 25 osób napisało, że nie przeszkadza im nic i nie mają żadnych uwag.

Na początku pojawiły się głosy, że za dużo marudzę, narzekam, odgrzewam stare kotlety i nie mam już za bardzo o czym pisać, że się skończyłam, a przy tym jestem nachalna (nie wiem jednak w jakim sensie). W kolejnych pojawiły się zarzuty, że wpisy są zbyt osobiste, "poetyckie" i że po maltańskim cyklu wiele osób przestało mnie czytać. "Więcej jeżdżenia, mniej jęczenia". Faktycznie, mam świadomość, że moje posty z Malty nie tryskały optymizmem, bo to był z kilku względów ciężki dla mnie czas i ważna lekcja życia. Nie umiem udawać, że jest OK, jeśli nie jest. Dziękuję tym, którzy zostali i mnie wspierali. Ktoś napisał, że na blogu podróżniczym nie szuka rozterek życiowych - ten blog od dawna nie jest wyłącznie podróżniczy i to się nie zmieni. 

Zaskoczyło mnie, że aż 6 osób napisało, że chciałoby więcej długich tekstów podobnych do "Wszystkie twarze Malty", z rysem psychologicznym poznanych osób. Ten wpis był eksperymentalny i nie spodziewałam się, że zostanie tak dobrze przyjęty. Niektórzy pisali, że to ich ulubiony post w historii bloga.

Kilkanaście osób napisało, że nie lubi kolaży z więcej niż 2 zdjęć, bo stają się one wtedy nieczytelne. Będę to miała na uwadze i ograniczę je do minimum. Kilka osób napisało, że zdjęcia na blogu są słabe i złej jakości - mam 10-letni aparat i robię zdjęcia na trybie automatycznym, to fakt. Nie są świetne technicznie, ale są bardzo "moje". Póki co nie mogę sobie pozwolić na lepszy sprzęt czy kurs obsługi aparatu, więc staram się nadrabiać kadrami i dobrym okiem.

2 osoby napisały, że layout jest przestarzały. Powiem tak - jestem minimalistką i dla mnie nowoczesne szablony są w większości nie do czytania. Kiedy wchodzę na bloga i widzę 20 zakładek, migające zdjęcia, wyskakujące okienko o newsletterze, 10 proponowanych wpisów, 5 ostatnich i listę tych, które mają najwięcej komentarzy, to dostaję nerwicy. Wiele z nich jednak czytam, bo cenię treść i myślę, że blog jest trochę jak dom - przychodzę z wizytą do jego mieszkańców, a nie mebli czy wystroju. Uważam, że to co najważniejsze można u mnie szybko i łatwo znaleźć, podoba mi się i nie planuję na tę chwilę żadnych zmian związanych z układem. Aż 15 osób uważa jednak, że coś jest nie tak z czcionką (za duża / za mała / za jasna / dziwna / źle się czyta) i to wezmę pod uwagę, będę wkrótce testowała nowe, pomimo, że tę bardzo lubię.

Czego Wam na blogu brakuje: moich uśmiechniętych zdjęć i mojej wiary w siebie (7 osób), większej ilości wpisów o Warszawie, w której mieszkam, przykładowych cen hoteli i jedzenia na wszystkich kierunkach, a nie tylko wybranych (zaczęłam to wprowadzać mniej więcej 2 lata temu i starsze wpisy faktycznie o tym nie wspominają). Kilka osób prosi też o więcej informacji o tym, jak ciąć koszty wyjazdów do minimum. Nie da rady, bo przestałam oszczędzać na wszystkim. Wolę mniej, a lepiej. Nie szastam gotówką, ale wybieram rozwiązania optymalne, a nie te najtańsze - nie śpię już na lotniskach i nie czekam kilku godzin na przesiadkę, aby zaoszczędzić 50 zł. Chcę spać w warunkach przyzwoitych, a nie jakichkolwiek z robakami pod poduszką itd. W bardzo tanim podróżowaniu za przysłowiowy grosz specjalizują się inni. Ja na tym etapie życia jestem teraz gdzieś po środku.


DLACZEGO CZYTASZ MOJEGO BLOGA? 


Na pytanie (nieobowiązkowe) odpowiedziało 88 osób. Wśród krótkich odpowiedzi pojawiły się "Za całokształt", "Za pasję i emocje" (dużo osób), "Za ciekawostki i porady podróżnicze" (12 osób),"Za inspirację", "Za piękne zdjęcia" (20 osób), "Za lekkie pióro" (dużo osób) "Romantyczne spojrzenie na świat", "Za zmysł estetyczny", "Wydajesz się bardzo normalna", "Nie masz spiny", "Lubię Autorkę" (kilka osób). Ponad 25 osób napisało "szczerość, naturalność, autentyczność", a kilkanaście "Za przemyślenia". To dla mnie ciekawa sprawa, bo okazuje się, że blog z pozoru podróżniczy lubicie mniej za podróże same w sobie, a bardziej za mój sposób widzenia świata. To dla mnie cenne, ponieważ powoli zaczynam czuć w jakim chcę iść kierunku (nie mam na myśli tylko bloga) i wynik tej ankiety bardzo mnie satysfakcjonuje. Poniżej niektóre dłuższe komentarze:

"Naturalność, ciepło i niemal intymny kontakt z czytelnikiem. Jest interesujący i dobrze pisany"

"Za opis podróży - praktyczny, a jednocześnie pełen emocji i przeżyć"

"Bardzo fajnie, że nie są to suche informacje o danych miejscach, ale prawdziwe przeżycia"

"Ponieważ uzyskuję najbardziej trafne i cenne opinie, podpowiedzi. Jest też wiele informacji innych niż w przewodnikach"

"Za cudowne opisy, cudowne zdjęcia, w magiczny sposób przenoszę się myślami w te kolorowe zakątki. Za psy i koty uchwycone w momentach błogiego odpoczynku, za smakowite dania na talerzach, za promienie słońca przemykające między uliczkami. Za miłe chwile w smutne dni"

"Inspiruje mnie i pokazuje, że można spełnić marzenia! Trzeba się tylko odważyć

"Szczerość! W czasach, gdy z blogów, Instagramów i Snapchatów leje się miód z orzechami, wszyscy są piękni, bogaci i zawsze szczęśliwi, masz odwagę powiedzieć, że życie ma wzloty i upadki, ale trzeba iść do przodu"

"Nie ma nic lepszego w pochmurny dzień od oglądania świata Twoimi oczami. 
Podoba mi się, że opisujesz każde miejsce z pasją, nie koloryzujesz rzeczywistości"

"Udowadnia, że można dzielić się swoją pasją i dawać innym radość :)"

"Nieszablonowe podejście, takie bardzo od siebie - co czujesz, widzisz, poznajesz"

"Masz w sobie coś z Ani z Zielonego Wzgórza - jej melancholię, powagę i upór,
 a zarazem niezwykłą umiejętność dostrzegania piękna we wszystkim

"Poznałam Cię osobiście i nie kreujesz się na kogoś innego w sieci"

"Bo jesteś szczera, mądra i masz zawsze własne zdanie"

"Dziękuję za wszystkie wpisy, które dostarczają mi wielu inspiracji i często są natchnieniem do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad różnymi aspektami życia. Jestem pod wrażeniem tego, jak można cieszyć się z małych rzeczy, co wielokrotnie pokazujesz we wpisach na blogu i chyba poniekąd szczerze Ci tego zazdroszczę

"Nigdy się nie poddawaj, bo to co robisz i jaka jesteś (w tym świecie) jest bardzo cenne! 
Cenię Twoją prawdziwość i autentyczność"

"Twój blog jest mi szczególnie bliski, ponieważ podróżujesz w podobnym do mojego stylu, bez ekstremalnego oszczędzania, ale też z rozsądkiem przy wydawaniu pieniędzy, bez obsesji na punkcie odhaczania kolejnych punktów z przewodnika, ale też aktywnie, poznając możliwie jak najlepiej odwiedzane miejsca"

"Na blog trafiłam przypadkiem, skuszona pięknymi widokami Portugalii, przy okazji popularnego programu kulinarno - podróżniczego. Po prostu wpisałam w Google Portugalia podróże i znalazłam się na całeżyciewpodróży. To był dobry wybór. Nie wyobrażam sobie tego, że przestanie ten blog istnieć. A jeśli ktoś ma taki dar do opisywania miejsc, że czytający człowiek czuje ten powiew wiatru, to słońce, smak tych potraw, no to takiego daru nie można zmarnować"



To pytanie było dla mnie jednym z najważniejszych. Od początku stawiam na uczciwość relacji, nigdy nie publikuję nic niezgodnego z moimi przekonaniami. Cieszę się, że pomimo wielu krytycznych słów, wszyscy bez wyjątku kliknęli "TAK, JESTEŚ WIARYGODNA".



Pieniądze - to jest zawsze kontrowersyjny temat. Akceptujemy reklamę w telewizji, radiu, gazetach i portalach, nawet jeśli jej nie lubimy, bo dzięki temu mamy darmowy dostęp do informacji. Czerpiemy wiedzę z różnych źródeł (często są to komercyjne i niedokładne treści), mając świadomość, że ich autorzy nie pracują za darmo. Przygotowanie wpisów na bloga podróżniczego, to przede wszystkim wysokie koszty samych podróży, jak też ogrom pracy i poświęconego czasu. Chcę się dzielić z Wami swoją wiedzą i przemyśleniami, polecać miejsca, które mnie urzekły. Pomagam Wam, odpowiadam na maile, wiadomości i komentarze. Kocham pisać i wiele osób mówi, że jestem w tym dobra, więc chciałabym móc w ten sposób zarabiać. Najbardziej mnie cieszą zewnętrzne współprace, w ramach których piszę artykuły dla różnych firm i portali (które znajdują mnie dzięki blogowi).

Przez 6 lat na blogu pojawiło się kilkanaście współprac. To niewiele. Wszystkie, bez wyjątku, były oznaczone etykietą "WSPÓŁPRACA". Kilka osób zarzuciło mi w ankiecie, że "Widać, że to reklama" i że "lepiej byłoby to przemycić gdzieś w tekście". Otóż nie, nie byłoby lepiej. Prawdopodobnie dlatego, że tego nie robię, 100% osób napisało "Ufam Twoim rekomendacjom". 

Ogólnie nie wyrażaliście się o reklamach na moim blogu źle. Uważacie, że są przemyślane, zgodne z profilem bloga, nie są nachalne. Mówicie, że są dobrze wkomponowane, nie ma ich za dużo, a moje opinie są subiektywne i nie ukrywam wad opisywanych usług lub miejsc. Większość osób wyraziła radość, że mogę zarabiać na mojej pasji i dopóki robię to w ten sposób, co dotychczas, to zostaną ze mną. 

13.7.16

Jarmark Jagielloński w Sandomierzu - relacja

Sandomierz Jarmark Jagielloński relacja
To położone na siedmiu wzgórzach, pełne uroku miasto chciałam odwiedzić od dawna. W końcu udało się w minioną niedzielę. Termin wybrałam nieprzypadkowo - w weekend odbywał się tam Jarmark Jagielloński. Chciałam go porównać z tym, który widziałam kiedyś w Lublinie a poza tym, zawsze jest fajniej jak coś się dzieje. Zapraszam na relację!

7.7.16

Ogród różany w Parku Skaryszewskim

Warszawa jest fantastyczna i zaskakuje mnie coraz bardziej. To miasto zmienia się w takim tempie, że trudno za nim nadążyć. Mieszkam tu ponad 30 lat, a ciągle mam wrażenie, że za mało ją znam, szczególnie po praskiej stronie Wisły. W minioną niedzielę, po raz chyba drugi w życiu wybrałam się do Parku Skaryszewskiego. Zachwycałam się londyńskim Regent's Park i jego różanym ogrodem, a nie miałam pojęcia, że równie piękny mam dosłownie na wyciągnięcie ręki! Cudze chwalicie...

3.7.16

Ile poświęcisz dla dobrego ujęcia?

Nie planowałam tego posta. Miałam w głowie luźne przemyślenia, czasem omawiałam je w wąskim gronie znajomych, ale dzisiaj coś we mnie pękło. Przeczytałam rano informację o pewnym incydencie, który miał miejsce w Lizbonie i postanowiłam o tym napisać. O co chodzi? O wypadki i nieprzyjemne zdarzenia związane z ... robieniem zdjęć typu selfie i kręceniem filmów. Ich ilość rośnie w zastraszającym tempie a ja za każdym razem jestem coraz bardziej zdumiona. Czy naprawdę dla dobrego ujęcia jesteśmy w stanie zrobić wszystko, nie licząc się z nikim i niczym?

29.6.16

Zdjęcia - papierowe wspomnienia

Rozmawiałam ostatnio ze znajomymi o tym, czy warto wywoływać zdjęcia z podróży i czy ktoś jeszcze to robi. Kiedyś było inaczej - ilość fotografii z wakacji uzależniona była od ilości posiadanych klisz do aparatu (np. ja w czasie 2-tygodniowego pobytu na Costa Brava i w Barcelonie w 2002 roku zużyłam dwie 36-zdjęciowe). Trzeba było przemyśleć ujęcie wiedząc, że nie będzie szansy go powtórzyć. Teraz jest łatwej, ale ma to swoje konsekwencje.

26.6.16

To będzie dobre lato!

Szczęśliwi wszyscy, dla których w piątek zaczęły się wakacje! Obserwowałam w metrze i autobusie podekscytowane dzieci i zadowolonych nastolatków ze świadectwami pod pachą. Uśmiechnięci, wyluzowani - oceny wystawione, kolejny rok szkolny za nimi. Można planować, marzyć i śnić, cieszyć się swobodą i urokami lata. Wzbudziło to we mnie trochę wspomnień z dawnych czasów.

Ostatni dzień szkoły, tyle emocji! 

Kwiatek i bombonierka dla wychowawczyni, galowa spódniczka, biała bluzka i niewygodne, eleganckie pantofle. Przemowa pani dyrektor, najlepsze życzenia bezpiecznych i radosnych chwil, wyróżnienia dla najlepszych. Szybkie "To do września!" i ... wolność. Wakacje to rozwiane włosy, kolorowe trampki, wizja braku obowiązków i niezapomnianych przygód. Rowerowe wycieczki, spędzanie całych dni na podwórku, zwisanie z trzepaka głową w dół, granie w gumę, skakanie na skakance i zabawa w podchody. Część wakacji spędzałam z koleżankami z podstawówki na warszawskich Starych Bielanach, na których się wychowałam i które są mi bardzo bliskie. Przez kilka lat dziadkowie zabierali mnie i rodzeństwo na kilka tygodni w Pieniny. Chodziliśmy razem po górach, kąpaliśmy się w Dunajcu, a wieczorami jedliśmy gofry z bitą śmietaną i borówkami. Od 1997 roku jeździliśmy już głównie nad morze, do Mikoszewa, gdzie spędzaliśmy całe lato. Byłam szczęściarą. Morze na wyciągnięcie ręki, pachnący sosnowy las, białe wydmy. Babcine naleśniki z dżemem, na które zbiegały się wszystkie dzieciaki z sąsiedztwa i czereśnie wyjadanie garściami z czerwonej miski. Pływanie na pontonie, łapanie fal, zbieranie bursztynów i palce lepkie od lukru z ulubionej drożdżówki z kruszonką. Z tych czasów pozostał mi wielki sentyment do Gdańska, który odwiedziłam z mnóstwem ważnych dla mnie ludzi. W liceum po raz pierwszy wyjechałam na zagraniczny obóz, na hiszpańskie wybrzeże Costa Brava. W czasie studiów licencjackich zajmowałam się głównie wolontariatem, a na magisterskich zaczęłam pierwszą pracę, co znacznie ograniczyło możliwość podróżowania.

Jakie będzie dla mnie to lato?

Lata 2015 nie pamiętam w ogóle, przeleciało w ułamku sekundy. Byłam zniechęcona i podłamana. Dopiero od 1 września (to prawie jak nowy rok szkolny!) zaczął się nowy etap, który trwa do dziś. Etap zmian, walki o siebie i swoje marzenia. Walki mniej lub bardziej udanej, ale konsekwentnej. Lato 2016 będzie na pewno pracowite! Od powrotu z Malty wciąż szukam stałej pracy poza dotychczasową branżą, ale udało mi się znaleźć zajęcie na okres wakacyjny. Wychodzę z domu o 9 i wracam po 21.30, sześć dni w tygodniu. Nie narzekam jednak, bo nie miałam wyboru. Ze względu na długie dojazdy, niewiele zostaje wolnych godzin, ale wykorzystuję je w 100% - czytam książki, gotuję, ruszam się, czytam książki, uczę się nowych rzeczy, robię różne ćwiczenia z zakresu motywacji i samorozwoju, planuję nowe wpisy i rozwój bloga. Próbuję wyznaczyć ostateczną ścieżkę, którą chcę w życiu podążać. W niedziele staram się odwiedzić rodzinę, obejrzeć film lub uciec gdzieś w ciche miejsce, chociaż na chwilę. Ciężko trochę ze spotkaniami, mam nadzieję, że znajomi zrozumieją. Wiem, że pod koniec wakacji będę bardzo zmęczona, więc postanowiłam zaplanować już teraz zaplanować nagrodę - 1 września lecę do Włoch! Na krótko, spotkać dwie ważne osoby. Czuję, że lipiec i sierpień będą fajne, kreatywne, aktywne i że przyniosą różne niespodzianki. Bardzo ważne jest nastawienie, a mi uśmiech nie schodzi z ust, mam mnóstwo energii i myślę pozytywnie. Wierzę, że na końcu tej drogi czeka coś dobrego.

A jakie są Wasze wakacyjne plany?

21.6.16

Wszystkie twarze Malty

Moja Malta to nie tylko miejsca. To przede wszystkim ludzie, których los rzucił w tym samym czasie na tę małą wyspę na Morzu Śródziemnym. Ludzie z różnych stron świata - z Polski, Europy, Ameryki Południowej i Azji. Ludzie o różnych zainteresowaniach, poglądach i charakterach, na różnych etapach życia. Z jednymi polubiłam się od pierwszego wejrzenia, z innymi nie nadawaliśmy na tych samych falach. Część pojawiła się tylko na chwilę, ale niektórzy na wiele tygodni lub nawet miesięcy. Dzisiejszy wpis jest inny niż wszystkie dotychczasowe. Te najważniejsze spotkania. Dużo czytania, zupełnie nic do oglądania. Ciekawa jestem czy ktoś podejmie to wyzwanie?

17.6.16

Jednodniowe wycieczki z Lizbony - do 100km

Jednodniowe wycieczki z Lizbony
Ten wpis chodził mi po głowie od dawna. Nie zliczę ile e-maili z pytaniem "Co zobaczyć w okolicach Lizbony?" dostałam od Was w ciągu ostatnich 6 lat. Wysyłałam Wam długą listę linków z bloga plus dodatkowe sugestie, a tydzień temu zadałam sobie pytanie "Po co? Przecież można całą tę wiedzę zebrać w jednym miejscu". Tak zrobiłam. Postanowiłam skupić się dziś na miejscach położonych max. 100 km od Lizbony. Miasta do zwiedzania, zabytki, plaże i piękne krajobrazy. To co, zaczynamy?

12.6.16

Portugalska Sesimbra - malownicze, rybackie miasteczko

Sesimbra Portugalia plaża
Lubię miasta - duże, gwarne, tętniące życiem. Uwielbiam ich rytm, dźwięki, zapachy. Lubię obserwować ludzi, którzy się gdzieś śpieszą, nieco zagubieni w nadmiarze obowiązków. Są jednak takie chwile, gdy potrzebuję spokoju. Ciszy. Ucieczki od tego zgiełku. Wyludnione w czasie popołudniowej przerwy, urocze miasteczka południa Europy są wtedy niezastąpione. Dziś zapraszam Was w podróż nieco sentymentalną do Sesimbry - miejscowości, którą czasem odwiedzam, gdy zmęczy mnie dłuższy pobyt w Lizbonie.

5.6.16

Tradycyjne maltańskie ciastka kwarezimal - przepis

Kwarezimal ciastko maltańskie
Kwarezimal, czyli tradycyjne słodycze jadłam na Malcie po raz pierwszy w marcu. Zaciekawił mnie ich wygląd, poprosiłam sprzedawcę, aby opowiedział mi coś więcej. Okazało się, że to lokalny przysmak, który sprzedawany jest wyłącznie w okresie Wielkiego Postu. Te maltańskie ciastka są ciężkie, korzenne i mocno migdałowe. Nie zawierają tłuszczu ani nabiału, pachną miodem i cynamonem. Uwaga! Uzależniają.

1.6.16

Malta informacje praktyczne + co warto zobaczyć

Malta informacje praktyczne
Ten wpis po raz pierwszy pojawił się cztery lata temu. Wiele informacji było już nieaktualnych, a ja mieszkając w tym roku na wyspie przez kilka miesięcy poznałam ją znacznie lepiej. Postanowiłam więc go zaktualizować. Poniżej najważniejsze informacje, ze szczególnym naciskiem na to, jaką miejscowość na Malcie wybraćponieważ dużo osób mnie o to pyta. Jest też dużo na temat transportu, jedzenia i cen. Mam nadzieję, że wpis będzie przydatny i rozwieje wszelkie wątpliwości. 

29.5.16

Czy EKUZ wystarczy na zagraniczny wyjazd?

Bardzo często rozmawiam ze znajomymi o ubezpieczeniach turystycznych. Dużo osób ma wątpliwości, czy są one niezbędne, skoro można za darmo wziąć z NFZ Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). Dziś spróbuję wytłumaczyć czym się różnią te dwie formy zabezpieczenia się przed wypadkami w czasie urlopu.

23.5.16

Amsterdam - miasto rowerów

Amsterdam kanały
Od mojej krótkiej wizyty w stolicy Holandii minął już ponad rok, a ja na blogu nie było jeszcze żadnej relacji. Nadrobimy to dziś, bo zdjęcia idealnie komponują się z wiosenną aurą, która nas otacza. Zaczniemy od jej rowerowego, bardzo pozytywnego i barwnego oblicza. 

19.5.16

Koniec maltańskiej przygody

Początek końca mojej Maltańskiej Przygody odcinek III nastąpił tak szybko, że nie miałam już nawet odwagi Wam tego komunikować. Kiedy? Pierwszego dnia pobytu. Cofnijmy się jednak trochę w czasie... Kilka tygodni temu gościłam dawno niewidzianą znajomą. Spytała "O co chodzi z tą Maltą? Czemu tam?". Odpowiedziałam "Wiesz co, sama już nie wiem, może to było chwilowe zaćmienie?". Znamy to uczucie, prawda? Szczególnie intensywne, gdy się zakochamy. Na początku jest czyste szaleństwo, motyle w brzuchu i totalny brak możliwości logicznego myślenia. Grudniowy wyjazd był naprawdęmwyjątkowy. Poznałam wspaniałych ludzi, zachwyciłam się wiosenną pogodą w środku zimy i możliwościami, jakie daje ta mała wyspa. Wróciłam styczniu. na trzy miesiące. Ten ostatni wyjazd był bardzo intensywny, dużo zmienił w moim życiu.

5.5.16

Zagubione notatki i ... powrót na Maltę

Cały weekend majowy sprzątałam. W ramach generalnych porządków postanowiłam m.in. wynieść do biblioteki trochę niepotrzebnych książek. Znalazłam w nich pocztówki, zakładki, a nawet różne notatki. Jedna kartka była sporym zaskoczeniem. Nie pamiętam kiedy to napisałam ani po co. Nie kojarzę hostelu z takimi zdjęciami na ścianie... Może planowałam napisać opowiadanie? Nie wiem.

29.4.16

Czy warto pojechać na Lefkadę?


O Lefkadzie napisałam już naprawdę wszystko, co można było napisać. Wciąż dostaję jednak od Was maile z pytaniami co polecam, czego nie i czy w ogóle warto na tę wyspę pojechać. To będzie ostatni post, podsumowujący wszystko. Czeka w nim na Was kompendium wiedzy o Lefkadzie i ułożone tematycznie linki do wszystkich artykułów. Zaprosiłam również do tego wpisu kilka osób, które były na Lefkadzie. Co o niej sądzą? 

15.4.16

Wszystkie Smaki Podróży

Smaki podróży
Leżałam ostatnio w łóżku i nie mogłam usnąć. Ponieważ czasy się zmieniły i nikt już nie liczy baranów, sięgnęłam po telefon i odpaliłam Instagram. Oglądałam zdjęcia Filipa z Głodny Świata, a potem zaczęłam myśleć o najlepszych smakach moich podróży i ... tak powstał pomysł na ten wpis. Zapraszam Was dziś w kulinarną podróż po różnych miejscach w Europie. Zaznaczam, że nie zawsze będą to "tradycyjne dania lokalne", czasem po prostu jedzenie o którym myślę do dziś.

11.4.16

Ogród Japoński, Zoo, Hala Stulecia czyli weekend we Wrocławiu

Ogród japoński we Wrocławiu wiosną
Znalazłam te zdjęcia zupełnym przypadkiem, szukając czegoś innego na komputerze. Uznałam, że to wdzięczny materiał na wiosenny wpis. Za oknami coraz ładniej, zaczyna być zielono. Nieśmiało rozkwitają pierwsze kwiatki i pączki na drzewach, robi się ciepło. Wczorajsza niedziela była chłodna, szara i smutna, ale kolory Wrocławia poprawiły mi humor.

3.4.16

Jak wyglądało moje życie na Malcie?

Dokładnie dwa miesiące temu byłam najszczęśliwym człowiekiem na świecie. Siedziałam przy stole w moim apartamencie w Saint Julian's pisząc posta "Marzenia nie spełniają się same (...)". Czułam, że mogę przenosić góry i że mam przed sobą najlepszy czas w swoim życiu. Podjęłam ryzyko zmian, bojąc się, ale wierząc, że wszystko się uda. W czasie kilku tygodni kursu języka angielskiego planowałam szukać pracy i docelowo przeprowadzić się na Maltę jak najszybciej. Jestem w Polsce, od prawie dwóch tygodni. Niektórzy pytają "Było warto?" Odpowiem Wam.

28.3.16

Najlepsza włoska kawiarnia w Nowym Jorku

Kościół w dzielnicy Greenwich Village
Dzielnica Greenwich Village i okolice Washington Square Park to zdecydowanie moje ulubione miejsca na Manhattanie. Od pierwszej minuty poczułam się tam jak w domu. Wracałyśmy wiele razy i ciągle było nam za mało. Zapraszam Was dziś na spacer, filiżankę włoskiej kawy i obłędny, nowojorski sernik w Pasticceria Rocco.

21.3.16

Hostel Jones w Sliemie, czyli witajcie w domu!

To będzie jedna z maltańskich historii, o których nie wspominałam Wam wcześniej. Chyba moja ulubiona. Miałam wrócić do Polski 12 marca. Bilet kupiony, wszystko zaplanowane, a jednak pewnego popołudnia poczułam, że muszę zostać tydzień dłużej. Nie wiem czemu - tak mówił jakiś wewnętrzny głos, a z nim się nie dyskutuje. Co z tego wyszło?

5.3.16

Jeden dzień na Gozo

Jeśli ktoś by mnie zapytał, który dzień z minionych 5 tygodni spędzonych na Malcie wspominam najlepiej, nie musiałabym się długo zastanawiać. Sobota, 6 lutego, Gozo. Był to czas karnawału, więc większość kursantów oraz pracowników szkoły wybrała się na sąsiednią wyspę na cały weekend. 
TOP