9.2.16

Mdina - miasto, do którego zawsze chętnie wracam

Miałam nadzieję pisać z Malty częściej i w miarę na bieżąco, ale nie mam czasu, zupełnie. Każdy dzień zaczynam wcześnie rano, w szkole spędzam dobrych kilka godzin, a potem jest zawsze coś do zrobienia. Czasem zajęcia pozalekcyjne, wyjście ze studentami albo wycieczka.
W zeszłym tygodniu wybrałam się do Mdiny, bo znajomy chciał kupić jakiś ładny prezent z lokalnego szkła. Mdina Glass to bardzo popularna, piękna a przy tym praktyczna pamiątka z wyspy.
Pojechaliśmy zaraz po zajęciach, w środku tygodnia. Popołudniowe lekcje kończą się o 15, więc na miejscu byliśmy ok. 16.30. W lutym o tej porze na Malcie wciąż jest jeszcze widno, a że jest to niski sezon, to turystów naprawdę niewielu. Większość, jak sądzę, przyjeżdża rano i koło południa.
    Mdina i sąsiedni Rabat to dwa naprawdę piękne miejsca na Malcie, do których chętnie wracam.
Mdina położona jest na wzniesieniu, w centralnej części wyspy, która jest zielona i ciekawa. Z turystycznych St. Julians i Sliemy jedzie się tu około 50 minut, bezpośrednim autobusem 202.
    Lubię te wąskie uliczki, ciepłe kolory i mnóstwo detali, które zawsze robią na mnie wrażenie.
Byliśmy nieco zaskoczeni, gdy okazało się, że sklepy z pamiątkami są czynne tylko do 17, więc czasu na zakupy nie było dużo. Na szczęście koledze udało się znaleźć to, czego szukał.
     Trochę pospacerowaliśmy pustymi ulicami i zajrzeliśmy we wszystkie możliwe zakamarki.
Spotkaliśmy zdecydowanie więcej kotów niż ludzi, co poza "godzinami szczytu" zdarza się tu często.
W jednej z kawiarni, z pięknym widokiem na okoliczne pola można zjeść pyszne czekoladowe ciasto, którego miałam okazję spróbować już kilka lat temu, w czasie moich pierwszych wakacji na Malcie. Jest idealne - mocno czekoladowe, wyraziste, chwilami lekko gorzkie, z mocną nutą słodyczy. 
To było bardzo udane popołudnie, równo tydzień temu. Moje pierwsze dni na Malcie, gdy czułam się
taka szczęśliwa. Spełnione marzenia, chwila oddechu i znajomi, których poznałam w styczniu w prawie pełnym składzie. W weekend musiałam się pożegnać z kilkoma osobami i wciąż jest trochę smutno. Na bardzo długo zapamiętam te wspólnie spędzone chwile, chociaż żałuję, że już raczej nigdy nie wrócą.

2.2.16

Marzenia nie spełniają się same... trzeba im pomóc!

Sliema Malta
Miniony rok był dla mnie przełomowy. Jeszcze kilka miesięcy temu byłam zupełnie pozbawiona chęci do życia. Marazm, zniechęcenie, poczucie, że tkwię w miejscu. Nie miałam jednak odwagi, by coś zmienić. Teraz zmieniło się wszystko. Nie jestem w Polsce, jestem na Malcie. Na dłużej, mam nadzieję. Jak to się stało i jak do tego doszło? Zapraszam do lektury!
łódki w St.Julian's Malta
Wiosna i wakacje to był czas kryzysu. Na chwilę przed 30-tymi urodzinami, tysiące pytań bez odpowiedzi. Brak pomysłów, brak perspektyw, narastająca frustracja. Pewnego dnia wstałam i powiedziałam "dość!!". Od 31.08.2015 zaczęłam codziennie wprowadzać nieduże zmiany.
Wierzę i zawsze wierzyłam, że jeśli znajdziemy w sobie siłę i odwagę, aby ruszyć z miejsca, to życie pokaże nam właściwą ścieżkę. Nic nie dzieje się bez przyczyny, przypadków nie ma. Wiele osób pisało na blogach o szkole Maltalingua, ale tylko dwie zostały do niej zaproszone, w tym ja. Myślę, że tak miało być! Ten grudniowy wyjazd dał mi tak ogromną motywację, że po powrocie czułam, że mogę wszystko. Mnóstwo pozytywnych ludzi, wzmacniających słów i powtarzane przez wszystkich "Czuję, że tutaj wrócisz..." Dziwne. Bardzo szybko podjęłam decyzję o powrocie w styczniu, ale pod koniec grudnia poczułam, że czas coś zmienić.
Zapragnęłam spędzić luty na Malcie. Nigdy nie byłam tak długo za granicą, do tej pory wszystkie moje wyjazdy były turystyczne i bardzo intensywne. Chciałam normalnego życia, zwykłej codzienności w innym miejscu. Ponieważ jestem z Warszawy, nie dane mi było przekonać się, jak się żyje z daleka od domu albo mieszka w akademiku. Postanowiłam wrócić na kilka tygodni do szkoły językowej, ale to nie była łatwa decyzja.
Brak kasy to główny problem, zawsze. Podjęłam jednak decyzję i od tej chwili zaczęły dziać się cuda, dzięki którym udalo sie. Nowe starty to jednak też zamknęcie starych rozdziałów, więc bałam się bardzo... Powiem Wam szczerze, że w ostatnich tygodniach zrozumiałam, że strach ma wielkie oczy i bardzo często rezygnowałam z marzeń, bo wyobrażałam sobie czarne scenariusze: jak zareagują inni, co się wydarzy, co się na pewno nie uda. Zebrałam się jednak na odwagę a rzeczywistość okazała się zupełnie odwrotna do tego czego się bałam: świat się kręci dalej i nikt się nie obraził. Uważam, że mam szczęście, bo dostałam dużo wsparcia.
Nie pytajcie, co będzie dalej, bo nie wiem :) Liczy się tu i teraz, po raz pierwszy od bardzo dawna. Jestem z siebie dumna, że podjęłam to wyzwanie, a kolejne dni udowadniają mi, że tak właśnie miało być. Wylądowałam na Malcie w sobotę. Przełamuję coraz więcej barier, które budowalam przez długie lata. Zrezygnowałam z hotelu, aby mieszkać z obcymi ludźmi, w dużym mieszkaniu gdzieś w St. Julians. Dla mnie to rewolucja, bo od zawsze mieszkałam sama. Może jednak i to się zmieniło? Jestem coraz bardziej ciekawa ludzi, ich historii i energii :)
Dzieje się! W najbliższym czasie będę do Was nadawała na żywo z wyspy, która skradła moje serce od drugiego wejrzenia. Mam nadzieję, że to będzie niezapomniany pobyt z nauką angielskiego i .. życia. 
TOP