29.5.16

Czy EKUZ wystarczy na zagraniczny wyjazd?

Bardzo często rozmawiam ze znajomymi o ubezpieczeniach turystycznych. Dużo osób ma wątpliwości, czy są one niezbędne, skoro można za darmo wziąć z NFZ Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). Dziś spróbuję wytłumaczyć czym się różnią te dwie formy zabezpieczenia się przed wypadkami w czasie urlopu.

Sama szczęśliwie nigdy nie potrzebowałam jak dotąd skorzystać z polisy, mam świadomość, że ubezpieczenia mają dużo wyłączeń i bywa z nimi różnie, mimo wszystko uważam jednak, że zawsze warto je wykupić. Przez ponad 8 lat pracy w turystyce widziałam naprawdę mnóstwo wypadków i tragicznych sytuacji z udziałem moich klientów i nigdy nie podejmę ryzyka wyjazdu z samą kartą EKUZ (dotyczy to szczególnie podróży lotniczych). Niewiele osób wie, czym ta karta właściwie jest.

Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego to dokument zaświadczający, że dana osoba ma prawo do korzystania z opieki zdrowotnej w kraju do którego wyjeżdża, na takich samych zasadach jak jej mieszkańcy, jedynie w placówkach, które mają podpisane umowy z NFZ. Posiadanie karty EKUZ niestety nie musi oznaczać bezpłatnego leczenia w krajach Unii Europejskiej. Dlaczego? Powód jest bardzo prosty: każdy z krajów członkowskich ma inne zasady funkcjonowania opieki zdrowotnej. W Hiszpanii leczenie stomatologiczne jest płatne, w wielu krajach pacjenci muszą dopłacać do pobytu w w szpitalu (10-16 EUR za dzień), na Cyprze czy w Belgii płaci się za transport karetką do szpitala, a także za wizytę u lekarza pierwszego kontaktu, który zazwyczaj musi wystawić skierowanie do szpitala. We Francji chory sam zapłaci za 30% leczenia ambulatoryjnego, a praktycznie wszędzie za wizytę u lekarza poza godzinami pracy państwowych placówek. EKUZ nie ma zastosowania w przypadku np. ratownictwa górskiego czy konieczności skorzystania z transportu medycznego (gdy po wypadku czy operacji niezbędna jest w czasie podróży pozycja leżąca / półleżąca). Taki transport może kosztować nawet kilkanaście tysięcy złotych i znam osobę, która do dziś spłaca ogromny kredyt na przelot medyczny ze Skandynawii. Przy niektórych zdarzeniach karta zadziała, przy innych nie. 

Ubezpieczenie turystyczne ma kilka bezdyskusyjnych zalet: po pierwsze, pacjenci mogą korzystać z placówek, z którymi dany ubezpieczyciel ma podpisaną umowę, a są to również przychodnie i szpitale prywatne, często wysokiej klasy. W turystycznych kurortach często ciężko o publiczne ośrodki, co w przypadku posiadania wyłącznie karty EKUZ może być bardzo problemowe. W ramach większości ubezpieczeń są zapewnione koszty ratownictwa, transportu medycznego chorego i koszty transportu zwłok. Prawie zawsze wliczone są w jakimś zakresie koszty ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej (OC), a także następstwa nieszczęśliwych wypadków (NNW). Dobra polisa kosztuje od kilku złotych dziennie. Można też wykupić kartę roczną - jej zaletą jest to, że płaci się tylko raz a korzysta z nieograniczonej ilości wyjazdów przez 365 dni, bez względu na długość pobytu za granicą. Oczywiście zdarza się, że ubezpieczenie czegoś nie pokryje i znam osoby, które walczą z ubezpieczycielami o zwrot kosztów leczenia, ale takich przypadków jest znacznie mniej niż osób które potrzebowały pomocy i ją uzyskały. Czy warto wykupić ubezpieczenie? Musicie sami podjąć decyzję. Ja uważam, że przezorny zawsze ubezpieczony, bo zwyczajnie spokojniej się śpi.

23.5.16

Amsterdam - miasto rowerów

Amsterdam kanały
Od mojej krótkiej wizyty w stolicy Holandii minął już ponad rok, a ja na blogu nie było jeszcze żadnej relacji. Nadrobimy to dziś, bo zdjęcia idealnie komponują się z wiosenną aurą, która nas otacza. Zaczniemy od jej rowerowego, bardzo pozytywnego i barwnego oblicza. 

19.5.16

Koniec maltańskiej przygody

Początek końca mojej Maltańskiej Przygody odcinek III nastąpił tak szybko, że nie miałam już nawet odwagi Wam tego komunikować. Kiedy? Pierwszego dnia pobytu. Cofnijmy się jednak trochę w czasie... Kilka tygodni temu gościłam dawno niewidzianą znajomą. Spytała "O co chodzi z tą Maltą? Czemu tam?". Odpowiedziałam "Wiesz co, sama już nie wiem, może to było chwilowe zaćmienie?". Znamy to uczucie, prawda? Szczególnie intensywne, gdy się zakochamy. Na początku jest czyste szaleństwo, motyle w brzuchu i totalny brak możliwości logicznego myślenia. Grudniowy wyjazd był naprawdęmwyjątkowy. Poznałam wspaniałych ludzi, zachwyciłam się wiosenną pogodą w środku zimy i możliwościami, jakie daje ta mała wyspa. Wróciłam styczniu. na trzy miesiące. Ten ostatni wyjazd był bardzo intensywny, dużo zmienił w moim życiu.

5.5.16

Zagubione notatki i ... powrót na Maltę

Cały weekend majowy sprzątałam. W ramach generalnych porządków postanowiłam m.in. wynieść do biblioteki trochę niepotrzebnych książek. Znalazłam w nich pocztówki, zakładki, a nawet różne notatki. Jedna kartka była sporym zaskoczeniem. Nie pamiętam kiedy to napisałam ani po co. Nie kojarzę hostelu z takimi zdjęciami na ścianie... Może planowałam napisać opowiadanie? Nie wiem.

"Pierwszy dzień w Lizbonie. Pamiętam ten poranek doskonale. Słońce nieśmiało wpadało do pokoju przez niedokładnie zasunięte rolety. Mocne, jasne, letnie promienie z samego rana to coś, co z jednej strony cieszy, a z drugiej niewyobrażalnie irytuje, szczególnie o tak wczesnej porze. Przekręciłam się na drugi bok, mrucząc pod nosem "Jeszcze 5 minut...". Nie miałam jednak żadnych szans. W hostelach znajdujących się w starych budynkach trudno o odrobinę spokoju. Ściany są cienkie, a echo z podwórza pędzi po wszystkich piętrach, wpadając do pokoju przez nieszczelne szyby. Wesołe rozmowy, powitania, stukot krzeseł wystawianych przed restauracje, cichy trel ptaków. Ktoś kopnął szklaną butelkę, która stoczyła się w dół po stromych schodach, a sąsiedzi już wstali i trzaskali drzwiami, jakby byli tutaj sami. Resztką sił otworzyłam oczy i usiadłam na łóżku. Pokój był skromny, ale czysty i przyjemnie urządzony. Proste drewniane meble, narzuta w kwiaty, a na ścianach zdjecia, przedstawiające jakieś dzieci na różnych etapach ich życia. Maluchy w wózkach, kilkulatki bawiące się z pasem i uśmiechnięci uczniowe w szkolnych mundurkach, może w pierwszym dniu szkoły? Etapy życia... Moje myśli zaczęły błądzić gdzieś daleko. Przestałam słyszeć wodę lecącą pod prysznicem we wspólnej łazience i kubki, które ktoś próbował ustawić w kuchennej szafce. Etapy życia... "Na jakim właściwie jestem teraz ja?" Spytałam na głos samą siebie, co wydało mi się zupełnie niedorzeczne. "Nie wiem"to chyba jedyna poprawna odpowiedź. Nie znam najbliższej przyszłości, co jest w tym samym czasie fascynujące i trochę przerażające. A co, jeśli się nie uda...?Na zewnątrz ktoś głośno kichnął, co natychmiast wyrwało mnie z rozmyślań. Wysunęłam się spod prześcieradła. otworzyłam drzwi i wyszłam na balkon. Bairro Alto. Uliczka jakich wiele. Wąska, zacieniona. Małe kawiarnie już otwarte, wewnątrz ludzie piją szybką kawę przy szklanych ladach. Mężczyzna w granatowym garniturze szedł szybkim krokiem, jakby był spóźniony do pracy. Przymknęłam powieki i wzięłam głęboki oddech. Powietrze nigdzie nie pachnie tak, jak w Lizbonie. Tego ranka pachniało też wolnością i szansą na spełnienie marzeń. Znowu jestem w mieście, na które czekałam, do którego tęskniłam i za którym płakałam. W portfelu jakieś nędzne grosze, ale przede mną kilka dni i głowa pełna pomysłów. Nic nie liczyło się w tej chwili bardziej."

Musiało minąć kilka lat od kiedy powstało tych kilka zdań, bo w Lizbonie nie byłam przecież od dawna. Bawi mnie, że znalazłam to akurat teraz... Czemu? Bo dziś jest mój pierwszy poranek na Malcie. Tak, znowu. Nie mam pojęcia, co przyniesie najbliższy miesiąc. Kupiłam bilety mając konkretny plan, który niestety nie wypalił. Do trzech razy sztuka. Przede mną 4 tygodnie nowych szans. Miałam jednak dużo czasu, aby zastanowić czy Malta jest właśnie tym, co mnie uszczęśliwi i powiem Wam tyle - let it be. Niech życie mnie zaskoczy!
TOP