29.6.16

Zdjęcia - papierowe wspomnienia

Rozmawiałam ostatnio ze znajomymi o tym, czy warto wywoływać zdjęcia z podróży i czy ktoś jeszcze to robi. Kiedyś było inaczej - ilość fotografii z wakacji uzależniona była od ilości posiadanych klisz do aparatu (np. ja w czasie 2-tygodniowego pobytu na Costa Brava i w Barcelonie w 2002 roku zużyłam dwie 36-zdjęciowe). Trzeba było przemyśleć ujęcie wiedząc, że nie będzie szansy go powtórzyć. Teraz jest łatwej, ale ma to swoje konsekwencje.

Może Was zaskoczę, ale uważam, że nie robię dużo zdjęć. Osoby podróżujące ze mną są zwykle innego zdania, bo mają wrażenie, iż widzą mnie z aparatem cały czas. To nieprawda. Znam mnóstwo ludzi, którzy w czasie tygodnia potrafią zrobić nawet 3-4 tysiące zdjęć, ja zwykle robię około 400, czasem mniej. Z kilku miesięcy na Malcie mam ich 650, a uważam że to i tak za dużo. Poluję na wyjątkowe momenty i ciekawe detale, na chwile trudne do odtworzenia. Lubię fotografować ludzi, szczególnie ich twarze, ale takich zdjęć nie publikuję. Staram się unikać zdublowanych kadrów i podobnych ujęć. Dawniej robiłam albumy z wszystkich urlopów. Potem zaczęłam wyjeżdżać częściej, założyłam bloga i przestałam. W ciągu ostatnich kilku lat zrobiłam kilkanaście fotoksiążek, ale wszystkie rozdałam rodzinie oraz znajomym. Większość zdjęć mam tylko na dysku i trochę tego żałuję. Przy okazji remontu sypialni i zmiany jej wystroju, zapragnęłam, aby otaczały mnie biało-niebieskie widoczki. Poprosiłam koleżankę, żeby poszukała na Lefkadzie ładnego kalendarza, ale żaden z przesłanych nie spełnił moich oczekiwań. Wtedy pomyślałam, że mogę przecież wywołać swoje własne wspomnienia z Lefkady, Korfu, Portugalii czy Malty, tworząc w ten sposób wyjątkową galerię. Zamówiłam je on-line i niecierpliwie czekałam na dostawę. Po drodze gdzieś zaginęły, ale dziś w końcu dotarły. Przeglądałam je z wypiekami na twarzy, nawet nie sądziłam, że ta mała paczka sprawi mi tyle radości. Jednak to, co cyfrowe jest trochę nierealne. Niby nasze, niby prawdziwe, ale takie dziwnie nienamacalne. Będę częściej wywoływać zdjęcia, nie tylko po to, żeby ozdobić nimi szafę czy korkową tablicę. Chcę w ponure dni siadać na kanapie, wyciągać album i powoli przewracać strony. Wracać myślami do tych pięknych miejsc i do niezwykłych ludzi, których spotkałam. Tak zrobię. A Wy? 

26.6.16

To będzie dobre lato!

Szczęśliwi wszyscy, dla których w piątek zaczęły się wakacje! Obserwowałam w metrze i autobusie podekscytowane dzieci i zadowolonych nastolatków ze świadectwami pod pachą. Uśmiechnięci, wyluzowani - oceny wystawione, kolejny rok szkolny za nimi. Można planować, marzyć i śnić, cieszyć się swobodą i urokami lata. Wzbudziło to we mnie trochę wspomnień z dawnych czasów.

Ostatni dzień szkoły, tyle emocji! 

Kwiatek i bombonierka dla wychowawczyni, galowa spódniczka, biała bluzka i niewygodne, eleganckie pantofle. Przemowa pani dyrektor, najlepsze życzenia bezpiecznych i radosnych chwil, wyróżnienia dla najlepszych. Szybkie "To do września!" i ... wolność. Wakacje to rozwiane włosy, kolorowe trampki, wizja braku obowiązków i niezapomnianych przygód. Rowerowe wycieczki, spędzanie całych dni na podwórku, zwisanie z trzepaka głową w dół, granie w gumę, skakanie na skakance i zabawa w podchody. Część wakacji spędzałam z koleżankami z podstawówki na warszawskich Starych Bielanach, na których się wychowałam i które są mi bardzo bliskie. Przez kilka lat dziadkowie zabierali mnie i rodzeństwo na kilka tygodni w Pieniny. Chodziliśmy razem po górach, kąpaliśmy się w Dunajcu, a wieczorami jedliśmy gofry z bitą śmietaną i borówkami. Od 1997 roku jeździliśmy już głównie nad morze, do Mikoszewa, gdzie spędzaliśmy całe lato. Byłam szczęściarą. Morze na wyciągnięcie ręki, pachnący sosnowy las, białe wydmy. Babcine naleśniki z dżemem, na które zbiegały się wszystkie dzieciaki z sąsiedztwa i czereśnie wyjadanie garściami z czerwonej miski. Pływanie na pontonie, łapanie fal, zbieranie bursztynów i palce lepkie od lukru z ulubionej drożdżówki z kruszonką. Z tych czasów pozostał mi wielki sentyment do Gdańska, który odwiedziłam z mnóstwem ważnych dla mnie ludzi. W liceum po raz pierwszy wyjechałam na zagraniczny obóz, na hiszpańskie wybrzeże Costa Brava. W czasie studiów licencjackich zajmowałam się głównie wolontariatem, a na magisterskich zaczęłam pierwszą pracę, co znacznie ograniczyło możliwość podróżowania.

Jakie będzie dla mnie to lato?

Lata 2015 nie pamiętam w ogóle, przeleciało w ułamku sekundy. Byłam zniechęcona i podłamana. Dopiero od 1 września (to prawie jak nowy rok szkolny!) zaczął się nowy etap, który trwa do dziś. Etap zmian, walki o siebie i swoje marzenia. Walki mniej lub bardziej udanej, ale konsekwentnej. Lato 2016 będzie na pewno pracowite! Od powrotu z Malty wciąż szukam stałej pracy poza dotychczasową branżą, ale udało mi się znaleźć zajęcie na okres wakacyjny. Wychodzę z domu o 9 i wracam po 21.30, sześć dni w tygodniu. Nie narzekam jednak, bo nie miałam wyboru. Ze względu na długie dojazdy, niewiele zostaje wolnych godzin, ale wykorzystuję je w 100% - czytam książki, gotuję, ruszam się, czytam książki, uczę się nowych rzeczy, robię różne ćwiczenia z zakresu motywacji i samorozwoju, planuję nowe wpisy i rozwój bloga. Próbuję wyznaczyć ostateczną ścieżkę, którą chcę w życiu podążać. W niedziele staram się odwiedzić rodzinę, obejrzeć film lub uciec gdzieś w ciche miejsce, chociaż na chwilę. Ciężko trochę ze spotkaniami, mam nadzieję, że znajomi zrozumieją. Wiem, że pod koniec wakacji będę bardzo zmęczona, więc postanowiłam zaplanować już teraz zaplanować nagrodę - 1 września lecę do Włoch! Na krótko, spotkać dwie ważne osoby. Czuję, że lipiec i sierpień będą fajne, kreatywne, aktywne i że przyniosą różne niespodzianki. Bardzo ważne jest nastawienie, a mi uśmiech nie schodzi z ust, mam mnóstwo energii i myślę pozytywnie. Wierzę, że na końcu tej drogi czeka coś dobrego.

A jakie są Wasze wakacyjne plany?

21.6.16

Wszystkie twarze Malty

Moja Malta to nie tylko miejsca. To przede wszystkim ludzie, których los rzucił w tym samym czasie na tę małą wyspę na Morzu Śródziemnym. Ludzie z różnych stron świata - z Polski, Europy, Ameryki Południowej i Azji. Ludzie o różnych zainteresowaniach, poglądach i charakterach, na różnych etapach życia. Z jednymi polubiłam się od pierwszego wejrzenia, z innymi nie nadawaliśmy na tych samych falach. Część pojawiła się tylko na chwilę, ale niektórzy na wiele tygodni lub nawet miesięcy. Dzisiejszy wpis jest inny niż wszystkie dotychczasowe. Te najważniejsze spotkania. Dużo czytania, zupełnie nic do oglądania. Ciekawa jestem czy ktoś podejmie to wyzwanie?

17.6.16

Jednodniowe wycieczki z Lizbony - do 100km

Jednodniowe wycieczki z Lizbony
Ten wpis chodził mi po głowie od dawna. Nie zliczę ile e-maili z pytaniem "Co zobaczyć w okolicach Lizbony?" dostałam od Was w ciągu ostatnich 6 lat. Wysyłałam Wam długą listę linków z bloga plus dodatkowe sugestie, a tydzień temu zadałam sobie pytanie "Po co? Przecież można całą tę wiedzę zebrać w jednym miejscu". Tak zrobiłam. Postanowiłam skupić się dziś na miejscach położonych max. 100 km od Lizbony. Miasta do zwiedzania, zabytki, plaże i piękne krajobrazy. To co, zaczynamy?

Proponowane miejsca naniosłam na mapę okolic Lizbony i oznaczyłam dla ułatwienia trzema kolorami: na żółto miasta i miasteczka oraz miejsca na typowe zwiedzanie, na zielono: atrakcje przyrodnicze i widokowe, a na niebiesko plaże - ponieważ wiem, że część z Was uprawia surfing (pojawia się ta informacja w zapytaniach), to te z dobrymi warunkami podkreśliłam błękitną falą

Jednodniowe wycieczki z Lizbony

CARCAVELOS - ESTORIL - CASCAIS - GUINCHO - CABO DA ROCA - SINTRA 

Jeśli wypożyczacie w Lizbonie samochód, to te miejsca można zwiedzić w 1 dzień, ale mimo wszystko radziłabym rozłożyć to na przynajmniej 2 dni. Sama Sintra jest na tyle ciekawa, że spokojnie można spędzić w niej cały dzień, kilka godzin pozostawi ogromne poczucie niedosytu. Przy opcji dwudniowej, jeśli na taką się zdecydujecie, bez problemu dotrzecie wszędzie transportem publicznym i to nawet nie biegając z wywieszonym językiem :) Poniżej krótki opis każdego z miejsc z informacją o tym, jak najwygodniej dojechać.

Plaża w Carcavelos


CARCAVELOS 

Miejscowość i bardzo ładna, jasna, długa piaszczysta plaża. Popularna wśród lizbończyków, mocno oblegana w czasie weekendów i w okresie wakacyjnym. Znana wśród surferów, dla początkujących są na miejscu szkółki, a dla wszystkich wypożyczalnie sprzętu i różne knajpki. Położona jest zaledwie 20 km na północ od Lizbony, dojechać do niej można pociągiem (U - Linha de Cascais) ze stacji Cais do Sodré (połączonej z zieloną linią metra). Pociągi odjeżdżają często a podróż trwa 20-30 minut. Stacja "Carcavelos" położona jest około 1 km od plaży, więc trzeba jeszcze przejść 15 minut przez miejskie zabudowania. Sama miejscowość nie jest szczególnie urodziwa, więc to propozycja dla tych, którzy chcą odpocząć na plaży lub uprawiać sporty wodne. Więcej informacji znajdziecie na blogu we wpisie O PASTÉIS DE BELÉM I DŁUGICH SPACERACH.

kasyno w Estoril

ESTORIL

Miasto i kurort wypoczynkowy, położone około 25 km od Lizbony. Dojeżdża się tutaj dokładnie w ten sam sposób jak do Carcavelos - podmiejskim pociągiem z Cais do Sodré (U - Linha de Cascais). Estoril to eleganckie domy, wspaniałe ogrody, wysokiej klasy hotele, dobre restauracje, termy, słynne kasyno, pola golfowe dla wymagających klientów i plaża Tamariz, w ciepłe dni oblegana przez tłumy. A także ciekawa przeszłość i historia, którą zostawam Wam do samodzielnego odkrycia. Jadąc z Lizbony warto wysiąść tutaj i do kolejnego punktu zwiedzania, czyli Cascais udać się spacerem. 

Latarnia morska w cascais plaża w Cascais uliczki w Cascais

CASCAIS 

Piękna sąsiadka Estoril, jedna z moich ulubionych miejscowości w okolicach Lizbony. Odwiedzam ją zawsze będąc w okolicy i za każdym razem odkrywam coś nowego. Dojechać tu można jak się zapewne już domyślacie pociągiem z Cais do Sodré (U - Linha de Cascais) lub przyjść piechotą z Estoril. Warto poświęcić na nią co najmniej kilka godzin. W miejscowości jest sześć niedużych plaż, na które w sezonie zjeżdżają się tłumy miejscowych i turystów. Plaże żyją, pełno tu knajpek, lodziarni i barów. Cascais to bogata, również bardzo elegancka miejscowość z pięknymi budynkami, ładną mariną i drogimi hotelami. Lubię pospacerować po jej starszej części i kolorowych uliczkach, zjeść coś słodkiego w Panisol Bakery, usiąść na placyku pod Urzędem Miejskim, mijając latarnię morską dojść do dużego, zielonego parku Marechal Carmona i odpocząć w nim w towarzystwie pawi i bawiących się dzieci. W parku czeka sporo miłych niespodzianek. Po kolejnych kilkunastu minutach spaceru dojdziecie do piekielnych Boca do Inferno - ciemnych skał, o które głośno rozbijają się spienione fale oceanu. Cascais jest urokliwe, uwielbiam je szczególnie poza sezonem, gdy jest mało turystów, ulice i plaże są wyludnione, a powietrze pachnie morską bryzą. Więcej Cascais znajdziecie na blogu we wpisie CZY Z TEJ CHMURY BĘDZIE DESZCZ?. Przy okazji tego drugiego wpisu chciałabym zaznaczyć, że od mojej ostatniej wizyty, Mercado da Ribeira w Lizbonie bardzo się zmieniło i teraz naprawdę warto to miejsce odwiedzić (galerię zdjęć z hali targowej możecie obejrzeć u Smaków Portugalii).

plaża guincho surfing

PLAŻA GUINCHO 

Położona jest około 10 km na północ od Cascais. Można tam pójść na bardzo długi spacer, trasa wiedzie wzdłuż wybrzeża i jest malownicza lub pojechać autobusem (415, odjeżdża on średnio raz na godzinę z dworca autobusowego, który znajduje się na dolnym poziomie centrum handlowego - rozkład znajdziecie tutaj). Plaża jest wietrzna, oferuje świetne warunki do uprawiania sportów wodnych. Uważam, że na samo leżakowanie i opalanie można wybrać inną, z mniej skomplikowanym dojazdem :) 

Cabo da Roca Przylądek Roca


CABO DA ROCA

Jedno z najpopularniejszych i najtłumniej odwiedzanych miejsc w okolicach Lizbony. Nie dziwię się, bo widokowo jest naprawdę piękne. Koniec Europy, klif z pomnikiem i latarnią morską a dalej jest już tylko bezmiar Atlantyku. Piękne formacje skalne, wysokie klify, zieleń, obłędny lazur wody, mały sklepik w którym można wykupić certyfikat dotarcia do tego najdalej wysuniętego punktu kontynentu. Dojazd na Cabo da Roca możliwy jest autobusem 402 z Cascais lub Sintry (rozkład znajdziecie tutaj). Gdy byłam tam po raz pierwszy, trafiłam na straszną mgłę i zerową widoczność (w sierpniu!), za drugim razem było już lepiej a każda kolejna wizyta sprawia, że uwielbiam ten przylądek coraz bardziej.

Pałac Pena w Sintrze Sintra z Lizbony

SINTRA

Do Sintry można dojechać z Cascais (autobus 403), ale jak wspominałam we wstępie, sugeruję przeznaczyć na nią cały dzień, bo kilka godzin to zdecydowanie za mało (jeśli ktoś ma naprawdę bardzo mało czasu i chciałby zobaczyć Cascais, przylądek Roca i pałac Pena w Sintrze w 1 dzień, to polecam wycieczkę, na której byłam w 2013 roku - pisałam o niej w poście JEEP JEST DOBRY NA WSZYSTKO). Z Lizbony można tam dojechać pociągiem, ze stacji Oriente i Rossio (w centrum miasta). Podróż trwa około godziny. Sintra jest magiczna, zachwycająca i myślę, że nie przesadzę mówiąc, że zwala z nóg. To kraina zamków i pałaców, o jakiej twórcom najładniejszych bajek nawet się nie śniło. O tym, co warto w Sintrze zobaczyć pisała dokładnie Aleksandra z Duże Podróże, więc odsyłam Was do tego wpisu. Wszystkie informacje o godzinach otwarcia i biletach wstępu znajdziecie tutaj. Pomiędzy dworcem w Sintrze a głównymi pałacami kursuje autobus 434. Rozkłady znajdziecie tutaj. Śliczne zdjęcia za zgodą Smaków Portugalii. 

Pałac Królewski i ogrody w Queluz

QUELUZ 

Marzena ze Smaków Portugalii i moja siostra Gosia polecają Wam również Pałac Królewski i ogrody w Queluz. Ja niestety tam nie dotarłam, pomimo, że wiele razy planowałam. Zawsze coś stawało mi na przeszkodzie, a żałuję, bo zdjęcia zawsze mnie zachwycają. Można tam dojechać w niespełna pół godziny pociągiem, również z dworca Rossio (a także innych, ale zakładam, że większość osób mieszka jednak w centrum). Warto przyjechać tu na otwarcie (czyli około 9 rano), zrobić sobie przystanek na zwiedzanie a następnie pojechać dalej pociągiem w kierunku Sintry.

-----------------------------------------------

MAFRA - ERICEIRA - PENICHE - OBIDOS - CALDAS DA RAINHA

Te miasta, położone już nieco dalej na północ od Lizbony, również można zwiedzić samochodem w jeden dzień. Muszę tu jednak zaznaczyć, że to wyjątkowo bogata w zabytki i atrakcje okolica, na którą tak naprawdę powinno się poświęcić co najmniej dwa dni, jeśli jest to oczywiście możliwe. Na mapie zaznaczyłam, że 30-50 km dalej na północ czekają kolejne interesujące miejsca: Fatima z Sanktuarium Maryjnym, imponujący klasztor w miejscowości Batalha, siedziba zakonu templariuszy w Tomar, słynąca z gigantycznych fal plaża w Nazare, miasteczko i zamek obronny w Leiria. Wybór jest duży, jedynym ograniczeniem jest to, ile macie wolnego czasu.


MAFRA

Zespół pałacowo-klasztorny w Mafrze jest jednym z miejsc, które koniecznie musicie odwiedzić będąc dłużej w Lizbonie. Na pewno nie będziecie żałować! Do Mafry można dojechać pociągiem (z przesiadką) lub bezpośrednim autobusem z dworca Campo Grande, więc sugeruję to drugie rozwiązanie. Można to wówczas połączyć z wypadem na plażę i obiad w miejscowości Ericeira, która jest ostatnim przystankiem na tej trasie. Rozkład znajdziecie tutaj

Plaża w Ericeira surfing

ERICEIRA 

Ta niewielka miejscowość położona jest niecałe 50 km na północ od Lizbony. To kolejny raj dla surferów, szukających dobrych fal. Dawniej była rybacką wioską, dziś jest przyjemną, niezbyt dużą miejscowością z niewielkim portem i rybackimi kutrami. Można kupić tu świeże ryby, zjeść coś smacznego w jednej z wielu restauracji. Poza plażami oferuje też miłe zakątki, ładne uliczki i nieśpieszny tryb życia. Klifowe wybrzeże, szalone mewy, leniwe koty, ławeczki i punkty widokowe. Do miejscowości Ericeira można dojechać autobusem z dworca Campo Grande (stacja metra o tej samej nazwie, zielona i żółta linia metra) a przejazd trwa około godziny. Rozkład jazdy znajdziecie tutaj.

Plaża w Peniche klifu w Peniche


PENICHE 

Piękna, wietrzna, szeroka i idealna do uprawiania surfingu, windsurfingu i kitesurfingu. Taka jest ta plaża. Po raz pierwszy odwiedziłam ją w 2005 roku i zrobiła na mnie duże wrażenie. Ze względu na specyficzne położenie, wieją na niej różne wiatry, a wybór sportów wodnych jest duży. Moi znajomi mają tam niewielkie mieszkanie. Peniche kojarzy mi się z białymi domami, wspaniałymi formacjami skalnymi, białymi wydmami, ogromnymi falami, widokiem na archipelag wysepek Berlengas i zapachem grillowanych sardynek. Do Peniche dojedziecie autobusem przewoźnika Rede Expressos z dworca Sete Rios (niebieska linia metra, stacja Jardim Zoológico) lub Rodo Tejo z Campo Grande. Podróż trwa 1.5h. 

Obidos z Lizbony uliczki Obidos

ÓBIDOS

Na samo wspomnienie tego niewielkiego miasteczka tęsknota ściska moje serce. Jeśli macie wystarczająco dużo czasu, musicie tam pojechać! A jeśli nie macie... to i tak musicie! Ja byłam trzy razy i jeśli tylko będzie okazja, wrócę na pewno. Położone jest na lekkim wzniesieniu, zachwyca widokami dookoła, architekturą, kolorami i sielską atmosferą. W sezonie bywa dość tłoczne, ale poza nim jest po prostu perfekcyjne! Warto wiedzieć, że odbywa się tam Międzynarodowy Festiwal Czekolady (w tym roku już był niestety). Autobus do Obidos odjeżdża również z dworca Campo Grande, a rozkład jazdy przewoźnika Rodo Tejo znajdziecie tutaj. Jeśli nie widzieliście wcześniej wpisu BAJKOWE MIASTECZKO, to zajrzyjcie koniecznie.


----------------------------------

COSTA AZUL I WSZYSTKIE CUDA PO DRUGIEJ STRONIE RZEKI TAG

Wybrzeże Costa Azul nie jest tak popularnym regionem wycieczek jednodniowych czy weekendowych jak miasta położone na północ od Lizbony, ale zdecydowanie jest godne uwagi. Spokojne, malownicze i gwarantujące chwilę oddechu od zgiełku miasta. Czekają na Was długie plaże, półwysep Tróia i estuarium rzeki Sado, winnice, zieleń Parku Narodowego Arrábida, ciekawe miasta i duża różnorodność krajobrazu. Dla mnie to miejsce, które już nieco poznałam, ale wciąż chcę więcej, bo jeszcze nie wszystko miałam okazję zobaczyć a są to zdecydowanie moje klimaty. Jednym z moich marzeń i planów na przyszłość jest rejs, w czasie którego można obserwować delfiny w ich naturalnym środowisku (szczegóły takich wycieczek znajdziecie np. tutaj).


CRISTO REI 

Sanktuarium i pomnik Chrystusa Króla położony jest w Almadzie, po drugiej stronie Tagu. Z tarasu widokowego na jego szczycie rozciąga się wspaniały widok na Lizbonę, rzekę i zawieszony nad nią Most 25 Kwietnia. Aby się tam dostać, trzeba przepłynąć promem z Cais do Sodre do Cacilhas a następnie przesiąść się w autobus 101. Cała podróż trwa łącznie pół godziny.
Kończąc tę wycieczkę warto spędzić wieczór w samym Cacilhas, w jednej z knajpek położonych nad Tagiem i obejrzeć zachód słońca nad Lizboną. Tę myśl podsunęła mi przed chwilą Marzena ze Smaków Portugalii, z którą konsultowałam ten wpis. Wysłała mi zdjęcie zrobione dosłownie wczoraj. Jest pięknie, prawda?

Plaża w costa da caparica

COSTA DA CAPARICA

Jedno z moich ukochanych miejsc. Tak blisko Lizbony a tak cudownie! Zupełnie inny świat, ucieczka, chwila wytchnienia... Pokazywałam tę 15-kilometrową plażę już wiele razy i mogłabym mówić o niej godzinami. O moim ulubionym Beach Bar Da Wave, o cudownych popołudniach w niej spędzonych, o malutkiej budce ze świeżymi figami, świetnym jedzeniu w restauracji Primavera, surferach z rozwianym na wietrze włosem, małych domkach na piasku, kolejce powoli sunącej pomiędzy poszczególnymi odcinkami plaży i mewach podrywających się do lotu. Mogłabym mówić, ale nie będę. Po prostu musicie wsiąść w autobus 153 na Praça de Espanha (niebieska linia metra, stacja o tej samej nazwie), przesiedzieć grzecznie 25 minut i tam pojechać! Wizytę na niej warto połączyć ze zwiedzaniem Muzeum Calouste Gulbenkiana, tak jak opisywałam to we wpisie O FIGACH, MEWACH I WIETRZE.

Zwiedzanie Setubal

SETUBAL

Odwiedziłam to miasto kilka razy i zawsze z przyjemnością do niego wracam. Jest tu port, są kościoły, zaciszne uliczki, położony na wzgórzu zamek Św. Filipa, oferujący piękną panoramę Półwyspu Tróia i rzekę. To tutaj powstaje cudownie słodkie wino, Moscatel de Setúbal. Dojazd możliwy jest pociągiem z Lizbony, z dworca Roma-Areeiro (stacja metra Entre Campos, żółta linia) a podróż trwa około godziny. 
Plaża w Sesimbra

SESIMBRA

Urocze miasteczko rybackie. Klimatyczne, pełne lokalnych restauracji i kawiarni serwujących pyszną kawę. Z ładną plażą, wąskimi uliczkami pnącymi się w górę i w dół, zamkiem Maurów i pięknymi azulejos na ścianach budynków. Idealne miejsce do połączenia ze zwiedzaniem Setúbal i przylądka Espichel. W wersji samochodowej w jeden dzień, komunikacją publiczną sugerowałabym zostać na jedną noc w Setubal. Noclegi są tam niedrogie a w jednej z wielu rybnych restauracji warto zjeść kolację. Dojechać tu można autobusem 230 z dworca w Setúbal (nie jeździ ich dużo) w około godzinę. Rozkłady jazdy znajdziecie na stronie przewoźnika TST. Na blogu znajdziecie więcej zdjęć we wpisie MALOWNICZE MIASTECZKO RYBACKIE.


CABO ESPICHEL

Moim skromnym zdaniem jeden z najładniejszych przylądków Portugalii. Nie jest tak popularny jak Cabo de Roca, a poza sezonem bywa zupełnie pusty. To chwile idealne, gdy przyroda jest tylko dla nas. Znajduje się tu również sanktuarium Nossa Senhora do Cabo Espichel, niewielka kapliczka i latarnia morska. Dojechać tu można autobusem z dworca w Sesimbrze, niestety jeździ jeden co kilka godzin, więc najlepiej przyjechać tu samochodem, jeśli jest to możliwe.
----------------------------------

To tylko niektóre z możliwości, gdyż ciekawych miejsc dookoła Lizbony jest naprawdę mnóstwo. Te należą do moich ulubionych lub są proponowane przez osoby, których zdanie się dla mnie liczy. A czy Wy macie swoje ulubione miejsca w okolicach stolicy Portugalii, macie ich zdjęcia i chcielibyście je dołączyć do tego wpisu? Jakby co, piszcie na ajka_k@wp.pl 

12.6.16

Portugalska Sesimbra - malownicze, rybackie miasteczko

Sesimbra Portugalia plaża
Lubię miasta - duże, gwarne, tętniące życiem. Uwielbiam ich rytm, dźwięki, zapachy. Lubię obserwować ludzi, którzy się gdzieś śpieszą, nieco zagubieni w nadmiarze obowiązków. Są jednak takie chwile, gdy potrzebuję spokoju. Ciszy. Ucieczki od tego zgiełku. Wyludnione w czasie popołudniowej przerwy, urocze miasteczka południa Europy są wtedy niezastąpione. Dziś zapraszam Was w podróż nieco sentymentalną do Sesimbry - miejscowości, którą czasem odwiedzam, gdy zmęczy mnie dłuższy pobyt w Lizbonie.
Plaża w Sesimbra Portugalia
Zazwyczaj łączę to z 2-dniowym pobytem w Setúbal, mieście położonym na południe od stolicy. Odwiedziłam to miejsce kilka razy, zawsze poza sezonem. Podobno w wakacje jest tłoczno a turyści oraz weekendowi Lizbończycy dopisują, chociaż patrząc na jego senną, wiosenną atmosferę aż trudno mi w to uwierzyć. Dawniej Sesimbra była spokojną wioską rybacką, dziś to przyjemne, klimatyczne miasteczko.
Promenada w Sesimbra
W marcu, oprócz nas, byli praktycznie sami miejscowi, nie słyszałyśmy żadnych obcych języków. Piękna, piaszczysta plaża... pusta! Tylko dla nas! Starsze panie siedzały na murku rozmawiając pewnie o życiu i patrząc przed siebie, w bezmiar oceanu. Panowie siedzieli na ławkach w swoich stylowych, beżowych kaszkietach. Uwielbiam ten widok, nigdy mi się nie znudzi.
Uliczka w Sesimbra
Sesimbra jest ładna. Jej wąskie uliczki pną się w górę i dół, a kolorowe budynki cieszą oczy. Życie toczy się tradycyjnym, nieśpiesznym trybem. Każdego ranka na plażę przypływają kurty, z sieciami pełnymi ryb, a restauracje serwują naprawdę smaczne posiłki. Pamiętam, że tego dnia dotarłyśmy na miejsce później niż zwykle, w porze obiadowej, głodne jak młode wilki.
Pranie w oknach Sesimbra
Porze obiadowej polskiej, nie portugalskiej. Zjeść coś konkretnego na mieście późnym popołudniem nie jest łatwo. Nasze przyzwyczajenia rozmijają się gdzieś po drodze. Dla mnie kawa z ciastkiem na śniadanie i lekki lunch o 13, a potem sycący obiad o 19-23 nie wchodzi za bardzo w grę. Za to ochota na porządny posiłek dopada mnie zwykle między godziną 14 a 15 (a przynajmniej tak było do wyjazdu na Maltę, gdzie w ciągu kilku miesięcy pobytu rozregulowałam sobie zupełnie stały rytm dnia, ale powoli wracam do normy). 
Ulica w miasteczku Sesimbra
Niestety, po godzinie 14.30 portugalscy restauratorzy odpoczywają. Nawet jeśli przypadkiem są jeszcze w prowadzonych przez siebie lokalach, to rozmawiają ze znajomymi, piją coś dobrego, patrzą w telewizor albo polerują kieliszki. Nie gotują, nie smażą, nie grillują, nie czekają na gości takich jak my.
Kuchnia portugalska
Błąkałyśmy się głodne po mieście, tracąc powoli nadzieję. Zobaczyłyśmy jedną restaurację, która miała uchylone drzwi. Nie oczekując zbyt wiele, zajrzałyśmy do środka i nieśmiało spytałyśmy o możliwość zjedzenia czegokolwiek. Starsza Portugalka uśmiechnęła się i powiedziała, że chętnie nas nakarmi. Wyboru jednak nie będzie - nakarmi nas tym, co znajdzie w lodówce, bo to nie pora na mięso czy rybę. Zgodziłyśmy się, bo za godzinę odjeżdżał nasz autobus. Najpierw zaserwowała nam moją ukochaną sopa de legumes w wersji dyniowo-marchewkowej z dodatkiem zielonej kapusty i pojedynczych fasolek
Portugalia omlet jajeczny z krewetkami
Na danie główne dostałyśmy omlet. A właściwie dwa gigantyczne omlety z krewetkami. Tak pysznych nie jadłam nigdy wcześniej i nigdy później! Były to właściwie krewetki z omletem, a nie odwrotnie. Czułyśmy się w tym miejscu cudownie. Grała wesoła muzyka i słyszałyśmy, jak nasza pani roztrzepuje w kuchni jajka widelcem, podśpiewując sobie pod nosem. Po posiłku i serdecznym pożegnaniu, najedzone i zadowolone miałyśmy ochotę pójść spać, najlepiej w hamaku :)
Nie miałyśmy jednak wiele czasu, zdecydowałyśmy się na ostatni spacer. Błąkałyśmy się po wyludnionych uliczkach, w którym czasem spotykałyśmy pojedyncze osoby. Fotografowałyśmy pranie suszące się w oknach i wielobarwne płytki ozdabiające ściany domów. 
Kolorowa ulica w mieście Sesimbra
Od tego czasu minęło ponad 5 lat, aż trudno mi w to uwierzyć. Mam wrażenie, że może rok, może dwa, przecież tak dokładnie pamiętam każdą minutę tego spaceru. To była moja trzecia i jak dotąd ostatnia wizyta w tym miasteczku.  Kiedyś na pewno wrócę do Sesimbry, bo chciałabym dotrzeć na górujący nad nią zamek Maurów. Ta część Portugalii, zwana Costa Azul podoba mi się coraz bardziej. Jeszcze wiele zostało mi w tej okolicy do zobaczenia, ale nie martwię się - wszystko w swoim czasie. Do Portugalii przecież wrócę, to oczywiste!
Portugalska Sesimbra

5.6.16

Tradycyjne maltańskie ciastka kwarezimal - przepis

Kwarezimal ciastko maltańskie
Kwarezimal, czyli tradycyjne słodycze jadłam na Malcie po raz pierwszy w marcu. Zaciekawił mnie ich wygląd, poprosiłam sprzedawcę, aby opowiedział mi coś więcej. Okazało się, że to lokalny przysmak, który sprzedawany jest wyłącznie w okresie Wielkiego Postu. Te maltańskie ciastka są ciężkie, korzenne i mocno migdałowe. Nie zawierają tłuszczu ani nabiału, pachną miodem i cynamonem. Uwaga! Uzależniają.

1.6.16

Malta informacje praktyczne + co warto zobaczyć

Malta informacje praktyczne
Ten wpis po raz pierwszy pojawił się cztery lata temu. Wiele informacji było już nieaktualnych, a ja mieszkając w tym roku na wyspie przez kilka miesięcy poznałam ją znacznie lepiej. Postanowiłam więc go zaktualizować. Poniżej najważniejsze informacje, ze szczególnym naciskiem na to, jaką miejscowość na Malcie wybraćponieważ dużo osób mnie o to pyta. Jest też dużo na temat transportu, jedzenia i cen. Mam nadzieję, że wpis będzie przydatny i rozwieje wszelkie wątpliwości. 
TOP