19.12.17

Jej wysokość Wilhelmina

Adopcja kota
Jesteśmy wszyscy w środku gorączki przedświątecznych przygotowań. Świat wariuje, ze sklepów wylewają się tłumy, a Internet atakuje wpisami o tym, jak przeżyć święta. Co chwila ktoś marudzi co musi jeszcze posprzątać, ugotować, zrobić. Jakby od tego zależały udane lub nieudane Święta. U nas jest inaczej. Wolniej. Nie myję w tym roku żadnych okien. I tak za chwilę będą brudne. 

7.12.17

Czy jechać nad morze gdy pada deszcz?

Plaża w Jantarze
We wrześniu byliśmy nad polskim morzem. Wrzesień to początek jesieni, ale z tego co wiem od znajomych, to minione wakacje nie cieszyły nad Bałtykiem pogodą. Większość czasu wiało, padało i było chłodno. Tylko nielicznym szczęśliwcom udało się skorzystać z uroków plaży i morza. Cóż, taki mamy klimat.

29.11.17

Przepis na maltańskie ricotta qassatat

Qassatat to obok pastizzi jedna z najpopularniejszych maltańskich przekąsek. Jedno i drugie to rodzaj pieczonych pierogów wypełnionych farszami. Różnią się ciastem - quassatat robione są z kruchego, a pastizzi zbliżonego fakturą do ciasta filo. Najczęściej można je spotkać wypełnione słoną ricottą lub szpinakiem z dodatkiem ricotty. Pastizzi są tańsze (kosztują około 0,35-0,50 EUR za sztukę), quassatat nieco droższe (ok. 1 EUR), ale też znacznie bardziej sycące i mimo że ciężkie, to mniej tłuste. Kupuje się je w małych okienkach gastronomicznych lub budkach oraz w barach, kawiarniach. Bez problemu możesz je jednak zrobić w domu.

24.11.17

Złota jesień w Białymstoku

Katedra Białostocka
Białystok miałam okazję odwiedzić jak dotąd raz, kilka lat temu. Taki weekendowy wypad, który nieco pokrzyżowała pogoda - lało jak z cebra całe dwa dni, bez chwili wytchnienia. Nie przywiozłam wówczas żadnych zdjęć, ale bawiłam się świetnie - dobre towarzystwo i ładne miejsce do szczęścia w zupełności wystarczy.

18.11.17

Madera - 7 miejsc które wspominam do dziś

Port w Camara de Lobos Madera
Od mojego urlopu na Maderze minęło już 7 lat. To były czasy, kiedy jeszcze nie robiłam zbyt wielu zdjęć, nie notowałam wspomnień ani nazw. W kieszeni mały, prosty aparat który ciągle się zacinał i nie zawsze chciał współpracować. Szkoda, bo to wyjątkowo piękna wyspa i chętnie wracałabym do uwiecznionych kadrów i chwil.

1.11.17

Czy da się żyć bez podróży?

Czy da się żyć bez podróży? Kiedyś twierdziłam, że to niemożliwe i że podróże są niezbędne do życia jak powietrze. Odkąd zaczęłam zarabiać pieniądze byłam w drodze bardzo często. Wracałam z jednego wyjazdu i kupowałam kolejne bilety samolotowe lub autokarowe. I tak przez 10 lat. Od ponad roku nie byłam dłużej w żadnym nowym miejscu w Polsce ani za granicą. Ok, byliśmy we wrześniu tydzień nad morzem. Deszcz lał 24h na dobę, ciężko było korzystać z uroków Bałtyku. Poza tym znam to miejsce od lat. W wakacje staraliśmy się organizować jednodniowe wypady w okolice Warszawy lub nieco dalej, ale to niestety nie to samo.

22.10.17

Żyrardów w jeden dzień

Wyszło trochę słońca i w końcu znalazłam w sobie motywację do napisania kilku słów o Żyrardowie. Odwiedziłam go w tym roku dwukrotnie - po raz pierwszy wiosną na wstępne zwiedzanie, a po raz drugi pod koniec czerwca w czasie obchodów Święta Lnu. Ewa, oto obiecana relacja z Twojego rodzinnego miasta!

1.10.17

Biało-niebieskie barwy w mieszkaniu

Niebieskie i kobaltowe dodatki do mieszkania
Ponad 4 lata temu opublikowałam wpis Śródziemnomorskie inspiracje w domu (nie ma go już na blogu). Już wtedy chodził mi po głowie pomysł urządzenia mieszkania w barwach biało-niebieskich. Utrudnienia były dwa - sypialnia była wówczas mocno "prowansalska" (fioletowe ściany i białe meble z dużą ilością lawendowych dodatków), a salon ze świeżo malowanymi beżowymi ścianami, które komponowały się z różem czy zielenią, ale nie z niebieskim.

13.9.17

Stare Bielany i Żoliborz - inne oblicze Warszawy

Stary Żoliborz tonie w zieleni
Dziś chciałabym zabrać Was na spacer po moich ukochanych zakątkach Warszawy. To propozycja na niestandardowe zwiedzanie stolicy. Jeśli trochę ją znacie, ale szukacie nowych miejsc - ten wpis jest dla Was!

8.9.17

Oliwkowe książki na jesień

   
Bliska mojemu sercu osoba rok temu wyprowadziła się do Francji. Zaprowadziło ją tam serce w wyniku splotu wydarzeń, których nie powstydziłaby się fabuła kinowego romansu. Kiedy opowiadała mi perypetie związane z remontem domu i farmy na której mieli zamieszkać z przyszłym mężem, przypomniała mi się pewna książka. A raczej cała oliwkowa seria autorstwa cudownej Carol Drinkwater. Urodzona w Irlandii aktorka i pisarka, autorka wielu scenariuszy (m.in. do młodzieżowego serialu "Molly" który był popularny w Polsce gdy byłam nastolatką) zakochała się z wzajemnością w pewnym inteligentnym i przystojnym mężczyźnie. To dojrzałe, ale nieco szalone uczucie zaprowadziło ich wprost pod furtkę oliwkowej farmy położonej gdzieś na południu Francji. A potem do Belgii, gdzie trzęsącymi rękoma podpisali akt jej kupna, nie mając wystarczających środków finansowych i pewności, że uda im się je zdobyć. Postawili wszystko na jedną kartę, aby spełnić swoje marzenia. Cóż to są za książki! Czytałam całą serię kilka razy i pewnie jeszcze nie raz do niej wrócę. Uwielbiam sposób w jaki Carol opisuje miejsca, ludzi i zdarzenia oraz wrażliwość z jaką patrzy na świat, zwierzęta i przyrodę. Jej i Michaela życie było pełne zawirowań, ciężkich prób. W sumie nic spektakularnego, normalne życie w którym chwile beztroski i szczęścia przerywają łzy, lęk i niepewność. Książki z cyklu "Rzucił/a wszystko, aby zamieszkać w słoneczniejszej części Europy" pojawiają się na rynku jedna za drugą. Czytałam ich sporo (chociaż na pewno nawet nie większość) i ta jest moją ulubioną.

27.8.17

Wizyta w Ziołowym Zakątku na Podlasiu

Już po opublikowaniu wpisu z podróżniczymi wspomnieniami tegorocznych wakacji udało nam się wybrać w jeszcze jedno miejsce. Trafiłam na nie zupełnym przypadkiem szukając czegoś na Instargamie i jakoś od razu przypadło mi do gustu. "Ziołowy zakątek", bo o nim mowa, położony jest w województwie podlaskim, około 160 km od Warszawy. Wyobrażałam sobie sielskie, urokliwe miejsce. Miałam rację czy jednak nie? Przeczytajcie!

21.8.17

Wesele nad Bugiem

Współczesną historię mojej rodziny można uznać za dość poplątaną. Działo się i zmieniało dużo, na nudę raczej narzekać nie mogłam. Z tego powodu też moje życie dzieli się na różne etapy, z których jedne są już zamknięte, a inne nachodzą wciąż na siebie. Niewiele osób wie, że moje lata nastoletnie są mocno związane z Sokołowem Podlaskim, gdzie pomieszkiwałam weekendowo i bywałam bardzo często.

6.8.17

Wspomnienia z mijającego lata

Półmetek wakacji już dawno za nami. Co prawda urlop w tym czasie nie dla mnie (w moim zawodzie to środek sezonu), ale i tak mam do lata szczególny sentyment. Jest zielono, bywa słonecznie i ciepło, zdarza się nawet, że nie pada ;) Można spacerować, siedzieć na trawie i gapić się w płynące po niebie chmury. Jak się dobrze zorganizuje nieliczne wolne dni to można nawet trochę pozwiedzać. Ponieważ ostatnio ciąży nade mną jakaś podróżnicza klątwa i wyjazdy zagraniczne uparcie nie chcą dojść do skutku, postanowiłam chociaż zobaczyć jakieś fajne miejsca w Polsce. Zwykle na jeden dzień, raz tylko z noclegiem. Nie umiem się zebrać do pisania szerszych relacji, więc dziś w kilku słowach o tym, co udało nam się odwiedzić w tym roku.

17.7.17

Lawendowe Pole w Nowym Kawkowie - relacja

Kilka lat temu wpadł mi w ręce jakiś kolorowy magazyn. Czekałam w kolejce do fryzjera, więc zaczęłam go przeglądać bez większego zainteresowania. Moją uwagę przykuł jednak artykuł o ludziach, którzy porzucili życie w mieście i przeprowadzili się na Warmię, w okolice Olsztyna. Pojawiły się w nim nieznane mi dotąd miejsca: Jonkowo, Nowe Kawkowo, Stare Kawkowo i zdjęcia, które do dziś mam w pamięci - sielskie i pełne uroku.

4.6.17

Marynistyczne rękodzieło

Tęsknię za południem Europy. Za miękkim światłem, gorącymi dniami, które płynnie przechodzą w rześkie wieczory. Za zapachem piniowych sosen, turkusowym odcieniem morza i błękitem nieba. Nie ma dnia, żebym nie wspominała Lefkady - wyspy, którą pokochałam od pierwszej chwili. Ah, gdybym tylko mogła tam wrócić! Zjeść grillowaną rybę w porcie, napić się chłodnej frappe w miejscowości Karia, odwiedzić ulubione miejsca. Bujać się na łódce kołysanej przez fale i podziwiać otaczające mnie morskie detale. Szaleję za morzem chyba coraz bardziej.

29.5.17

Kolorowe podwórko we Wrocławiu

Lubisz nieoczywiste atrakcje w odwiedzanych miastach? Ja bardzo! Odkrywanie tego, o czym nie mówią przewodniki daje mi wielką satysfakcję. Alternatywne oblicza miast potrafią naprawdę zaskoczyć!

22.5.17

Krótki spacer po Iseo

W trakcie mojej wrześniowej wizyty we Włoszech zamierzałam spotkać się z pewną dziewczyną, którą poznałam na Malcie. Spędziłyśmy z Caroliną wiele wspólnych dni, przegadałyśmy dziesiątki godzin. Śmiałyśmy się i płakałyśmy, walczyłyśmy wspólnie z emocjami i wspierałyśmy się w trudnych chwilach.

9.5.17

Maltańskie wspomnienia - Dingli Cliffs

Kościółek na Dingli Cliffs na Malcie
Niedługo minie rok od mojego powrotu z Malty. Bardzo intensywny i pełen zmian, które gdyby nie ten wyjazd być może nie miałyby w ogóle miejsca. Jestem wdzięczna za czas, który tam spędziłam i który pozwolił mi zrozumieć czego od życia chcę, co ma znaczenie, a co jest co prawda miłe, ale  w gruncie rzeczy nieistotne. Myślę dziś o Malcie z uśmiechem, ale bez większych porywów serca. To był bardzo ważny etap, ale co było to minęło.

3.5.17

Molo Cafe w Płocku

Cafe Molo Płock Menu
Od zeszłorocznego powrotu mojej mamy z Płocka, słyszałam bez przerwy o tym miejscu. Że muszę się wybrać koniecznie, że jest totalnie w moim stylu i na pewno będę zachwycona. Dałam się namówić w minioną niedzielę.

27.4.17

Crêpes - francuskie naleśniki

W czasie spacerów po Paryżu, a szczególnie uliczkami wzgórza Montmartre, często towarzyszył mi zapach naleśników. Francuskie crêpes, bo o nich mowa, pachną rozkosznie i słodko, a przy tym równie dobrze smakują. Dziś kilka słów na ich temat oraz link do mojego ulubionego przepisu.

18.4.17

Radość z małych rzeczy

Mam nadzieję, że Świąta minęły Wam w pełnej spokoju i szczerej radości atmosferze, bez niepotrzebnych sporów czy kłótni i bez zbędnego przepracowania. Ja miałam "wolną chatę", bo Marek spędzał te dni w domu rodzinnym. Podzieliłam czas pomiędzy spotkania z najbliższymi, czytanie książek i leniwy odpoczynek. W sobotę zaniosłam w imieniu babci koszyczek wielkanocny do święcenia. Młody, entuzjastyczny ksiądz po wyrecytowaniu standardowej modlitwy dodał kilka spontanicznych słów od siebie. O tym, że koniec zawsze jest też jakimś początkiem i o tym, że zawsze warto żyć godnie, doceniać małe szczęścia, a swoim postępowaniem dawać pozytywny przykład. Prosił, aby pamiętać, jak wiele w życiu jest rzeczy, które są godne uwagi i dłuższej lub krótszej chwili zachwytu. W minione dni starałam się czerpać radość z chwil spędzonych przy stole z rodziną, ciesząc się, że wciąż jesteśmy razem. Postawiłam przy laptopie wazon z żółtymi tulipanami i uśmiechałam się za każdym razem spoglądając w ich kierunku. Poświęciłam dłuższą chwilę na przejrzenie zdjęć z kilku podróży i poczułam wdzięczność za te wszystkie momenty, które mnie czegoś nauczyły, pozwoliły poznać nowe miejsca oraz wartościowych ludzi. Wyjęłam z kuchennej szafki najładniejszą filiżankę i wypiłam w niej poranną kawę. Obejrzałam internetowy album z fotografiami szczeniaków, które urodziły się suczce mojego taty i ucieszyłam na myśl, że za tydzień zobaczę je na żywo. Uprasowałam stertę ubrań oglądając jakiś lekki film i doceniając fakt, że mam co i dla kogo prasować. Że mam dach nad głową w czasie wiatrów i chłodów, a w moim mieszkaniu, chociaż małym i ciasnym, jest miejsce na miłość i szacunek. A ja mam na kogo czekać, nawet jeśli zawsze się martwię, gdy ten ktoś jest w drodze powrotnej do domu. Wyjęłam kolorowe serwetki i nowy obrus, wpuszczając tym samym więcej kolorów do salonu. Wymieniłam zdjęcia w sypialni na takie, które każdego dnia będą przypominać mi najlepszy urlop na Lefkadzie. Usmażyłam francuskie naleśniki zamiast napychać się świątecznym ciastem na które nie miałam ochoty. Założyłam  lekką sukienkę w wiosenne kwiaty i pomalowałam usta na bladoróżowy kolor. Poczułam się fajnie, pomimo, że byłam zupełnie sama. Odłożyłam na bok nierealne na tę chwilę marzenia o dalekich podróżach i przygotowałam listę miejsc w Polsce, które chciałabym odwiedzić tego lata. Zamówiłam ostatnią partię prodktów, które będą mi potrzebne do nauki tworzenia dekoracji do mieszkania, których od jakiegoś czasu nigdzie nie mogłam znaleźć. Uznałam, że skoro nie mogę kupić tego, czego chcę, to zrobię to sobie sama, ot co! Siedziałam przy komputerze odczuwając ulgę, że po wielu latach w końcu mam w mieszkaniu Wi-Fi zamiast ciągle rozłączającego się modemu, który doprowadzał mnie do szaleństwa. Tyle drobiazgów, pozornie nieistotnych, dało mi siłę i wprawiło w dobry nastrój. Chciałam o tym napisać, ale wtedy znienacka do drzwi zapukał On, więc stęskniona rzuciłam się mu na szyję. Małe szczęścia. Więcej nie trzeba, aby kochać życie każdego dnia, prawda?

13.4.17

Wiosna w Powsinie i beza w Konstancinie

Wydawało się, że wiosna już jest z nami. Słońce wyszło zza chmur i kusiło jasnymi promykami. Błękit nieba przyprawiał o zawrót głowy, podobnie jak zapach pierwszych kwitnących drzewek. Wyciągnęłam z szafy lekkie balerinki, odwiesiłam ciepłą kurtkę. I się zepsuło! Udało nam się jednak trochę wiosny złapać w miniony weekend.

6.4.17

Konkurs z latarnią morską w tle!

Miniaturki latarnii morskich dekoracje
 WYNIKI KONKURSU 

Dziękuję Wam za wszystkie zgłoszenia, czytałam je z przyjemnością. Odpowiedzią, która skradła moje serce od pierwszej sekundy jest ta od Katarzyny, której chciałabym przekazać torbę i z którą skontaktuję się mailowo. Ponieważ zaczęłam się uczyć kolejnych nowych rzeczy to niewykluczone że w tym roku jeszcze jakieś konkursy z przedmiotami handmade się pojawią. Poniżej nagrodzony komentarz: 

"Morze przybliża mnie samą. Patrząc na horyzont, na fale odbijające się o brzeg, Słońce przeglądające się jak w lustrze, to wszystko skłania się ku refleksji nad tym kim, jestem. Pozwala zatrzymać się i odpocząć. Refleksja połączona z afirmacją życia, tego nie zastąpi nikt i nic. Daje ukojenie w smutku i radość z tego, że zarówno ono jak i ja należymy do natury. Uwielbiam morze, bo pozwala mi zajrzeć w głąb samej siebie, i jak dobry przyjaciel, który służy ramieniem, daje oparcie siłę na to,aby spojrzeć na pewne rzeczy z dystansu i spokojem." 

                                                                               ------------------------

Przez ostatnie lata moje zainteresowania kręciły się głównie wokół podróżowania (aktywnego i biernego - czytania blogów i planowania wyjazdów) oraz fotografii. Tej wiosny postanowiłam sobie, że w końcu nauczę się czegoś nowego, zupełnie z tym niezwiązanego. Jak pomyślałam, tak zrobiłam i w marcu zapisałam się na sitodruk.
Sitodruk projekty
Powiem wprost - nie miałam pojęcia o co w tym chodzi. Wyskoczyła mi reklama na stronie dzielnicowego Centrum Kultury, a że pociągały mnie właśnie zajęcia plastyczne to postanowiłam spróbować. Prowadzący był trochę zdziwiony słysząc, że nie wiem czym sitodruk jest i że przyszłam tak w ciemno. Pierwsze zajęcia (bardzo teoretyczne) strasznie mi się dłużyły i przez chwilę miałam wrażenie, że jestem na to zbyt niecierpliwa. Poza tym nie miałam pomysłu do czego mogłoby mi się to przydać i co powinnam w efekcie końcowym przygotować.
Sitodruk jest popularną metodą pozwalającą na wykonywanie powielonych nadruków (na papierze lub materiale) przy użyciu siatki sitodrukowej i farb. Proces jest dość czasochłonny i składa się z wielu etapów jak: przygotowania i odtłuszczenia siatki, pokrycie jej emulsją światłoczułą, przygotowanie wzoru do drukowania (na folii lub kalce technicznej), naświetlenie sita, dokładne wypłukanie go pod ciśnieniem, wysuszenie i ponowne doświetlenie, a potem już drukowanie. Przy każdej zmianie koloru farby sito trzeba dokładnie umyć i ponownie wysuszyć suszarką do włosów. Ufff.... Jestem osobą, która lubi widzieć szybki efekt swojej pracy, więc bałam się, że szybko się zniechęcę. Na szczęście nie miałam racji i trwające 3 godziny zajęcia mijały mi ekspresowo!
Sypialnia marynistyczna
Po pierwszych wróciłam do domu i zaczęłam intensywnie zastanawiać się jaki wzór chcę stworzyć oraz do czego go wykorzystać. Odpowiedź przyszła sama jak tylko weszłam do sypialni. Od zawsze miałam słabość do wszystkiego, co ma jakiś związek z morzem. Plaże, fale, wszystkie odcienie turkusu, granatu i błękitu, morskie latarnie, mewy, statki, kotwice. Połączenie białego z niebieskim przenosi mnie myślami nad Morze Śródziemne, daje poczucie spokoju i odprężenia. Im jestem starsza tym chętniej się tymi kolorami otaczam (ubrania, dodatki, dekoracje wnętrz). Pomyślałam o białej latarni morskiej na niebieskim tle. Ponieważ dość dawno nie rysowałam nic odręcznie to nie wyszła ona tak doskonale jakbym sobie tego życzyła, ale jest moja i jestem z niej bardzo dumna!
Od dawna myślałam też o logo na bloga z latarnią morską, ale na profesjonalne od grafika mnie nie stać. Do samodzielnego stworzenia go zainspirowała mnie EdiPassione. Do ideału mu daleko, ale mi się podoba. Finalnie na warsztatach udało mi się stworzyć kilka toreb z motywem latarni i jedną z nich chętnie się z kimś podzielę. Mam nadzieję, że nadruk nie zniknie po pierwszym ręcznym praniu - starałam się go dobrze zaprasować, ale... :) 

KONKURS DLA MIŁOŚNIKÓW MORZA

Jeśli chcesz zostać właścicielem torby to opowiedz mi za co najbardziej lubisz morze albo ocean. Temat jest bardzo luźny - ulubione miejsce, jakieś nadmorskie wspomnienie, smak, zapach, widok, emocja. Na odpowiedzi w komentarzach (anonimowi proszeni o podanie adresu e-mail) czekam do 13.04.2017 do północy. Mam wielką nadzieję, że znajdzie się chociaż jedna osoba chętna przejąć moje pierwsze, skromne rękodzieło. Powodzenia!

30.3.17

Kolorowa wyspa Burano - hit czy kit?

Pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłam zdjęcia z Burano na blogu Kasi miszkającej w Bretanii. Wyspa wydała mi się bardzo nienaturalna i sztucznie wykreowana przez ludzi na potrzeby turystyki. Trochę jak hiszpańskie miasteczko Mijas Pueblo, które odwiedziłam jakiś czas temu - niby jest ładnie i kolorowo, ale coś tu jednak nie gra.

20.3.17

Gozo to nie tylko Azure Window!

Kiedy na facebookowych profilach moich maltańskich znajomych zaczęły się pojawiać newsy o zawaleniu Azure Window myślałam, że to żart. Może jakiś lokalny Prima Aprilis albo coś? Na polskich portalach internetowych nie było jeszcze o tym ani słowa, więc długo liczyłam, że ktoś za chwilę tę informację zdementuje. Niestety wkrótce okazała się ona prawdziwa, a mi zrobiło się bardzo przykro i trochę ciężko na sercu.

8.3.17

Kulinarne podróże... dookoła stołu

W ostatnich miesiącach miałam okazję wziąć udział w dwóch wydarzeniach podróżniczo - kulinarnych, o których warto wspomnieć na blogu. Dziś kilka słów o tym skąd się na nich wzięłam, czego się nauczyłam i jak się bawiłam.

27.2.17

Następna stacja: Gdynia Orłowo

Trójmiasto. Byłam w nim wiele razy, jednak zazwyczaj wizyty ograniczały się do zwiedzania Gdańska i Sopotu. Ten drugi (szczególnie w sezonie) lubię raczej średnio, więc za Waszymi namowami na Facebooku tym razem postawiłam na Gdańsk i Gdynię. Powinnam Wam podziękować, bo to był naprawdę dobry pomysł!

21.2.17

7 urodziny bloga - jak on właściwie powstał?

Do Porto poleciałam po raz pierwszy w lutym 2010 roku jako uczestnik ekumenicznego spotkania. Gdy opuszczałam Polskę, zaczynała się właśnie burza śnieżna, na przesiadkowym lotnisku w Paryżu panował przenikliwy chłód, a północ Portugalii przywitała mnie mgłą i ponurą szarością poranka. Z dużym plecakiem i przyczepionym do niego śpiworem dotarłam metrem do miejsca, w którym po rejestracji otrzymałam odręcznie narysowaną mapkę z adresem rodziny, która miała mnie gościć. W spokojnej dzielnicy Porto czekali na mnie Ricardo, jego mama, tata i kilkuletnia siostra. Niewielkie mieszkanie, a w nim mój własny kąt i czarny kot z białym ogonkiem obserwujący mnie nieufnie z oparcia kanapy. Usiadłam tylko na chwilę. Byłam jednak zmęczona po całonocnej podróży i od razu zasnęłam na miękkiej poduszce. Obudził mnie zapach smażonych placków, śmiech i dźwięk mojego imienia (Aneeeska!!!) dochodzący z kuchni. Poczułam, że będzie wspaniale. Nie myliłam się. To był piękny czas. Chwile skupienia i zadumy przeplatane radosnym śpiewem i tańcem na środku ulicy. Poważne rozmowy o sensie życia i popołudniowe żarty przy stole uginającym się od portugalskich przysmaków.

14.2.17

"Jak dogonić szczęście"?

Obejrzałam ten film przez przypadek i poczułam, że wiele mnie łączy z głównym bohaterem. Ponad rok temu byłam w tym samym punkcie życia, w którym jest on w początkowych scenach - gdy wypalenie zawodowe, irytacja, znużenie i złość stają się codziennością, a człowiek musi coś zmienić. Teraz, natychmiast, nie bacząc na innych. W końcu musi postawić siebie na pierwszym miejscu i odnaleźć odpowiedzi na pytania, które nie dają mu spokoju.

6.2.17

Zima na Malcie czy wiosna w Polsce?

Jeśli o czymś w życiu marzę, to o posiadaniu pracy, która pozwoliłaby mi mieszkać w Polsce od maja do października, a na południu Europy od listopada do kwietnia. Zeszłoroczną zimę spędziłam na Malcie, ale mógłby to być każdy inny kraj, w którym temperatura jest dodatnia, a na drzewach widać kwiatki i zielone listki.

30.1.17

Wiosenne oblicze Amsterdamu

Szczęśliwie styczeń dobiega końca, więc do wiosny już coraz bliżej. Za oknami bywa jasno i słonecznie, dni są wyraźnie dłuższe i chęć do życia magicznie wraca. Stale i niezmiennie brakuje mi jednak kolorów, więc zachłannie chwytam się wspomnień.

24.1.17

Brooklyn z widokiem na Manhattan

Wizyta w Nowym Jorku wydaje mi się tak odległa, jakby minęło już z 10 lat. Pewnie dlatego, że tak wiele się przez ten czas wydarzyło. Żyję dziś zupełnie innym życiem niż wówczas, a czas leci jak oszalały i wcale nie ma ochoty się zatrzymać. Warto jednak czasem się zatrzymać i wrócić w przeszłość myślami.

8.1.17

"Końca świata nie było" książka Anity Demianowicz

Lubię czytać książki podróżnicze. Ostatnio co prawda trochę mniej (może dlatego, że pojawia się ich na rynku zbyt dużo), ale lubię. Najwięcej przyjemności sprawiają mi te, które nie są suchą relacją, a pełną emocji opowieścią. Ucieszyłam się więc z możliwości przeczytania wspomnień Anity Demianowicz z podróży po Ameryce Środkowej. Mam wyrobione zdanie na temat autorki i byłam ciekawa czy książka je potwierdzi.
TOP