29.11.17

Przepis na maltańskie ricotta qassatat

Qassatat to obok pastizzi jedna z najpopularniejszych maltańskich przekąsek. Jedno i drugie to rodzaj pieczonych pierogów wypełnionych farszami. Różnią się ciastem - quassatat robione są z kruchego, a pastizzi zbliżonego fakturą do ciasta filo. Najczęściej można je spotkać wypełnione słoną ricottą lub szpinakiem z dodatkiem ricotty. Pastizzi są tańsze (kosztują około 0,35-0,50 EUR za sztukę), quassatat nieco droższe (ok. 1 EUR), ale też znacznie bardziej sycące i mimo że ciężkie, to mniej tłuste. Kupuje się je w małych okienkach gastronomicznych lub budkach oraz w barach, kawiarniach. Bez problemu możesz je jednak zrobić w domu.
Ja skorzystałam z tego przepisu. Bardzo ważna jest ricotta - musi być smaczna i wysokiej jakości. My na szybko kupiliśmy w Lidlu i to był błąd - z ricottą ma tyle wspólnego, co nic. Polecam dopłacić i kupić prawdziwą włoską ricottę (w Warszawie np. w sieci sklepów Piccola Italia). Muszę jeszcze poćwiczyć ich składanie. Na zdjęciu powyżej możesz zobaczyć jak powinny wyglądać te idealne. 

  Qassatat tal-irkotta (4-5 średnich sztuk)

200 g mąki pszennej 
100 g zimnego masła
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli i trochę wody 

na farsz: 
200 g dobrej jakości sera ricotta
1 jak najmniejsze jajko 
        sól morska (całość powinna być słona)

Dodatkowo: 1 jajko do smarowania ciasta

Składniki farszu połącz, wymieszaj i odstaw. Mąkę przesiej do miski, wymieszaj z proszkiem do pieczenia, dodaj pokrojone zimne masło, sól i trochę wody (około 1-2 łyżki). Wyrób gładkie ciasto i uformuj z niego grubszy rulon. Pokrój na plastry (po ok. 1.5cm grubości). Każdy plaster rozwałkój na równy placek (ok. 2mm). Nakładaj łyżką farsz i zawijaj boki do góry tak, aby powstało coś na kształt małego wulkanu. Ułóż gotowe qassatat na papierze do pieczenia, posmaruj roztrzepanym jajkiem i piecz 20 minut w piekarniku nagrzanym do 200*C. 

Smacznego!

24.11.17

Złota jesień w Białymstoku

Katedra Białostocka
Białystok miałam okazję odwiedzić jak dotąd raz, kilka lat temu. Taki weekendowy wypad, który nieco pokrzyżowała pogoda - lało jak z cebra całe dwa dni, bez chwili wytchnienia. Nie przywiozłam wówczas żadnych zdjęć, ale bawiłam się świetnie - dobre towarzystwo i ładne miejsce do szczęścia w zupełności wystarczy. 
Jesień w Białymstoku
Tym razem wpadliśmy do miasta wracając z wesela w Łomży. Czasu starczyło tylko na dłuższy spacer i obiad w barze mlecznym Podlasie (ich zupy i syrniki podlaskie są doskonałe!). Tradycyjnie przywitał nas deszcz, ale później było już coraz pogodniej.
Białystok jesienią
Dużym zaskoczeniem była dla nas Jesień! O wiele bardziej zaawansowana niż w tym samym czasie w Warszawie. Kolorowe drzewa obok tych wciąż soczyście zielonych, a do tego dywany żółtych liści pod stopami.
Pałac Branickich w Białymstoku jesienią
Efekt zdumiewający i zachwycający. Zaparkowaliśmy samochód przy Bramie Wielkiej prowadzącej do Pałacu Branickich. Spacer zaczęliśmy od dziedzińców pałacowych, następnie do głównej części ogrodów. 
Jesień w Białymstoku
Cóż to jest za miejsce! Jeden z najładniejszych ogrodów barokowych w naszym kraju, pełen rzeźb i atrakcji takich jak Altana pod Orłem. Można się poczuć jak we Francji wśród wypielęgnowanych klombów i alejek. 
Park Branickich Białystok
To świetne miejsca na spacer, jak też na odpoczynek, obserwowanie kaczek na wodzie lub sesję zdjęciową. 
Cieszę się, że miałam ze sobą swój kieszonkowy aparat - żałowałabym bardzo, gdym nie mogła zrobić zdjęć. 
Rynek Kościuszki w Białymstoku
Następnie udaliśmy się na Rynek Kościuszki, pewnie najbardziej znane miejsce w Białymstoku. Jego centrum z ratuszem, urokliwą fontanną, mnóstwem restauracji, lodziarni, kawiarni i barów. Jak już wspomniałam, my akurat jedliśmy w pobliskim barze mlecznym. Byłam w nim kilkukrotnie w czasie pierwszej wizyty, a że ostatnio głównie rozczarowuję się kulinarnie, wybrałam go znowu. Karmią świetnie, niedrogo i w przyjemnym wnętrzu. 
Marek miał jeszcze ochotę na lody, więc zajrzeliśmy do lodziarni reklamującej się jako najlepsze "naturalne" (mam już dość tego słowa przy KAŻDYCH lodach) w mieście, ale niestety były słodkie, twarde i niesmaczne. 
Park Planty Białystok
Ostatnim przystankiem tego dnia był Park Planty. Byłam nim zauroczona kilka lat temu i cieszę się, że wciąż zachwyca. Teren jest duży, bo ok. 14ha i różnorodny. Są tam wysokie drzewa, jest różany zakątek, staw, Aleja Zakochanych z ogromną, podświetlaną wieczorami fontanną. Całość stylowa i mocno trafiająca w mój gust. 
Białystok jest dobrą propozycją na jednodniową lub weekendową wizytę. Można jeszcze ruszyć na spacer szlakiem murali, odwiedzić Muzeum Podlaskie, zwiedzić wnętrza Pałacu Branickich, cerkwie, Muzeum Historii Medycyny i Farmacji. Możliwości jest dużo. 
Fontanny w parku w Białymstoku

18.11.17

Madera - 7 miejsc które wspominam do dziś

Port w Camara de Lobos Madera
Od mojego urlopu na Maderze minęło już 7 lat. To były czasy, kiedy jeszcze nie robiłam zbyt wielu zdjęć, nie notowałam wspomnień ani nazw. W kieszeni mały, prosty aparat który ciągle się zacinał i nie zawsze chciał współpracować. Szkoda, bo to wyjątkowo piękna wyspa i chętnie wracałabym do uwiecznionych kadrów i chwil.
Madera widoki
Pewnie niewielu z Was wie, że miałam okazję opowiadać o Maderze na łamach magazynu Claudia. To była dość osobliwa przygoda, ale jest teraz przyjemną pamiątką na całe życie.

⇒⇒⇒ Zobacz cały artykuł z Claudii WIECZNA WIOSNA NA MADERZE ⇐⇐⇐

Do dziś w moich codziennych myślach jest kilka niezwykłych zakątków tej wyspy. Takich, do których chętnie bym się przeniosła w ponure dni. Zamykam oczy i hop! Jestem tam. Przedstawię Wam je dziś jeden po drugim.

1. Przylądek Ponta de São Lourenço
Klify, wiatraki, przepaści, puste przestrzenie i przenikliwy wiatr
Przylądek Ponta de São Lourenço Madera
2. Câmara de Lobos 
    Kolorowe miasteczko w którym swego czasu zakochał się sam Sir Winston Churchill
Câmara de Lobos panorama portu
3. Curral das Ferias 
     Dolina Zakonnic. Miejsce, które wygląda jakby się odkrywało zaginiony świat
Dolina Zakonnic Curral das Ferias Madera
4. Ponta do Garajau 
 Piewsze i ostatnie w którym dałam sobie zrobić ładne zdjęcia ;) Ps. Eh, gdzie ta młodość?
Ponta do Garajau Madera
5. Obiad na wschodzie wyspy
Serwowany na tarasie z widokiem na klif z wodospadem Veu de Noiva (welon Panny Młodej)
Madera wodospad Veu de Noiva
6. Porto Moniz 
Mglista, wietrzna i tajemnicza, najdalej wysunięta na wschód miejscowość wyspy
Porto Moniz Madera
7. Jardim Tropical Monte Palace 
Zielony, soczysty, świeży. Według mnie najpiękniejszy ogród na tej pełnej roślin wyspie
Byliście na Maderze? Jakie miejsca zapadły Wam najmocniej w pamięć?
Madera ogród Tropical Monte Palace

1.11.17

Czy da się żyć bez podróży?

Czy da się żyć bez podróży? Kiedyś twierdziłam, że to niemożliwe i że podróże są niezbędne do życia jak powietrze. Odkąd zaczęłam zarabiać pieniądze byłam w drodze bardzo często. Wracałam z jednego wyjazdu i kupowałam kolejne bilety samolotowe lub autokarowe. I tak przez 10 lat. Od ponad roku nie byłam dłużej w żadnym nowym miejscu w Polsce ani za granicą. Ok, byliśmy we wrześniu tydzień nad morzem. Deszcz lał 24h na dobę, ciężko było korzystać z uroków Bałtyku. Poza tym znam to miejsce od lat. W wakacje staraliśmy się organizować jednodniowe wypady w okolice Warszawy lub nieco dalej, ale to niestety nie to samo.
I co? Żyję. Niechętnie przyznaję, że się da. Co więcej mam się nieźle. Mija tydzień za tygodniem, weekend za weekendem. Tryb Dom-Praca-Dom rozgościł się w naszym życiu na dobre. Do tego od jakiegoś czasu pracujemy na zakładkę - ja wychodzę, gdy Marek jest w domu i wracam, gdy on dopiero zaczyna przerwę. Czasem uda się nam wyrwać wolną chwilę na spotkanie ze znajomymi (niestety nie tak często jakbym sobie tego życzyła) albo na kino czy kolację na mieście. O tym czy Marek będzie miał wolny weekend dowiadujemy się w ostatniej chwili, co dodatkowo utrudnia planowanie wyjazdów czy rezerwowanie biletów.
Przez miniony rok bardzo doceniłam to, co podróże mi dały w ciągu ostatnich lat. Podjęłam najlepszą możliwą decyzję stawiając wszystko na jedną kartę, poświęcając większość wolnego czasu i pieniędzy na wyjazdy wtedy, gdy było to jeszcze możliwe. Wtedy, gdy nie było zbyt wielu problemów, codziennych komplikacji. Do tego bycie singielką z pewnością dawało mi pewną niezależność, mogłam robić co chciałam i nie musiałam się do nikogo dostosowywać. Znajomi nie mieli chęci lub urlopu? Jechałam sama do Portugalii, Szkocji albo na Maltę. Towarzystwo nigdy nie było mi niezbędne. Czasami zabierałam ze sobą Mamę, ale od kiedy sprawiła sobie kota (a właściwie to ja jej go sprawiłam) to już podróże jej nie w głowie. Ponieważ u mnie z czasem wolnym nieco łatwiej niż u Marka, to teraz też mogłabym pojechać sama. Mogłabym, ale nie chcę.
Skoro pojęłam decyzję, że będziemy razem to podróżować też bym chciała razem. Nie należę do tych dziewcząt co wieszają się na swoim facecie i oddychać bez niego nie umieją, wręcz przeciwnie - bardzo potrzebuję własnej przestrzeni. Nie dotyczy to jednak podróży. Lubię podróże za bardzo, aby nie dzielić ich z tym, którego sobie wybrałam. Rok temu byłam kilka dni we Włoszech i było mi przykro, że nie możemy razem podziwiać wspaniałych miejsc i tworzyć wspólnych wspomnień. Mam koleżanki w związkach, które podróżują samotnie (nawet przez kilka miesięcy), szanuję ich decyzje, ale to nie dla mnie. Ja chcę razem!
Tęsknię za emocjami, które dają podróże - ekscytacją związaną z ich planowaniem i przygotowywaniem programu zwiedzania, radością i podnieceniem w czasie jazdy na lotnisko, przyjemnymi motylami w brzuchu w czasie startu i lądowania samolotu, prawdziwym szczęściem jakie daje odkrywanie nowych miejsc, poznawanie lokalnej kuchni czy spotkania z ciekawymi ludźmi. Jest wiele miejsc, które chciałabym odwiedzić. Mam nadzieję, że nasza sytuacja jest przejściowa i jeszcze uda nam się zwiedzić razem trochę Europy.
Czy da się żyć bez podróży? Da się, ale to życie jest dla mnie takie trochę niepełne. Uczę się nowych rzeczy, staram się rozwijać. Moja dusza jest jednak niespokojna, nie umie usiedzieć w miejscu. Te miesiące były też dla mnie inną nauką. Nabrałam pokory - kiedyś mówiłam, że jak się chce, to zawsze się da. Zrozumiałam, że nie zawsze tak jest... gdy trzeba spiąć kilkanaście elemenów czasowo-finansowych i jeszcze znaleźć przestrzeń na realizację marzeń to pewne rzeczy przychodzą później niż kiedyś.
Jakiś czas temu rozmawiałam z moim znajomym - młodym Francuzem, z którym mieszkałam przez kilka tygodni. Poleciał na Maltę, żeby nauczyć się angielskiego i znaleźć dobrą pracę. Od powrotu jesteśmy w okazjonalnym kontakcie. Po powrocie do domu narzekał, że pracy nie ma, że nie czuje się spełniony. Napisałam mu - podróżuj, poznawaj świat. Na pracę, frustrację i poważne życie  przyjdzie jeszcze czas. Miesiąc temu wysłał mi zdjęcie z Australii. Wyjechał na rok - pracuje na farmie, zwiedza i świetnie się bawi. Ucieszyłam się. To bardzo ważne, żeby wykorzystywać okazje i dobre momenty w życiu. Nie odkładać planów na później, płynąć z falą, gdy opatrzność sprzyja. Stracone szanse bolą chyba najbardziej.

Przykro mi, że chwilowo nie możemy podróżować, ale wierzę, że to jeszcze nie koniec i wciąż wiele przed nami. Czasami zastanawiam się co zrobić z blogiem. Niech jeszcze zostanie.
.
TOP