17.8.18

Najpiękniejsze plaże Algarve

Południowe wybrzeże Portugalii jest wyjątkowe dlatego, że naprawdę KAŻDY znajdzie tam coś dla siebie. Nie wierzę, że można odwiedzić Algarve i stwierdzić "To nie dla mnie". Ok, można, ale tylko jeśli się nie przygotowało dobrze do wyjazdu, nie wiedziało co dokładnie chce się robić. Region zachwyca na tysiące sposobów, a jednym z olśnień i zachwytów są na pewno plaże. Żeby była jasność - nie uważam, że Algarve to tylko plaże. Wręcz przeciwnie, uważam, że Algarve to znacznie więcej, ale ... te plaże są tak piękne, że trzeba im poświęcić osobny wpis. Są też bardzo różne - te na zachodniej części wybrzeża zachwycają dzikim obliczem, te w okolicach Lagos zapierają dech skalnymi formacjami, a te na wschód od Faro cieszą stopy miękkim piaskiem i ciepłą wodą. Zapraszam Was na subiektywny przegląd plaż najpiękniejszych


Plaże na Costa Vicentina
Najbardziej dzika część zachodniego Algarve, przechodząca dalej w wybrzeże Alentejo. Puste przestrzenie, teren parku krajobrazowego, bliski kontakt z naturą, brak wysokich hoteli, niesamowite widoki i doskonałe warunki do uprawia surfingu to tylko niektóre zalety Costa Vicentina. Plaże są duże, wietrzne i piękne. Należą do nich m.in. Praia da Cordoama, Praia do Amado, Praia da Bordeira, Praia da Arrifana, Praia da Amoreira. 

Praia do Camilo 
Jedna z najbardziej pocztówkowych plaż w okolicach Lagos. Położona kilkanaście minut spacerem od słynnego Ponta da Piedade, o każdej porze roku przyciąga plażowiczów i osoby pragnące ją sfotografować. 

 Praia Dona Ana
Jedna z popularniejszych plaż w Lagos ze względu na dobrą lokalizację - blisko hoteli i licznych miejsc noclegowych. Jest plażą dość dużą, otoczoną wysokimi klifami. Odpływają stąd łódki pod Ponta da Piedade - polecam, gdyż od strony wody przylądek zachwyca nie mniej niż podziwiany z góry. 

Praia do Pinhão
Również w Lagos. Mniejsza, bardziej kameralna, ale według mnie równie ładna co Dona Ana. Poza sezonem zdecydowanie mniej zatłoczona. Mnóstwo na niej ogromnych muszelek, mogłam je zbierać bez końca!

 Praia da Batata
W mojej subiektywnej opinii najmniej urodziwa z plaż w Lagos, ale za to położona zaledwie kilkanaście minut spacerem promenadą od centralnej części miasteczka. Jest piach, są klify. W sumie czego chcieć więcej? 

Praia da Rocha 
Turystyczna miejscowość o tej samej nazwie jest szpetna i bardzo komercyjna. Ale plaża jest piękna - długa, piaszczysta, idealna do spacerów. Idealna do podziwiania i do siedzenia na ręczniku, gapienia się w fale. Im bliżej Mariny w Portimão, tym zejście do wody jest łagodniejsze, a ocean cieplejszy.

Praia dos Três Castelos
Plaża, do której mam największy sentyment!  Długa, pełna skalnych formacji, o zbitym przy brzegu piasku idealnym do spacerów. Piękna o poranku i w czasie zachodów słońca. Po sąsiedzku z Praia da Rocha.

 Praia do Vau
Mniejsza i bardziej spokojna sąsiadka dwóch poprzednich plaż. Częściej odwiedzana przez mieszkańców wyprowadzających psy lub kopiących piłkę z dziećmi. Idealna na wieczorny relaks. 

 Praia de São Rafael
Położona około 5 km na zachód od Albufeiry jest kolejną piękną, otoczoną klifami plażą na której nie brakuje ciekawych skalnych formacji i innych cudów natury. 

 Praia do Tunel
O ile sama Albufeira jest dla mnie jedną z najstraszniejszych miejscowości na wybrzeżu Algarve, o tyle podoba mi się jej plaża - Praia do Tunel. W sezonie jest zatłoczona, ale w wiosennych czy jesiennych miesiącach można spokojnie znaleźć miejsce. Na zdjęciu tego nie widać, ale urzeka mnie sposób w jaki białe miasteczko kontrastuje z kolorem klifów i morza. Wygląda to naprawdę malowniczo.

 Praia da Falesia
Położona jest około 10 km na zachód od Albufeiry, 6 km na wschód od Vilamoura, blisko miejscowości Olhos de Aqua. Zachwyca niezwykłym, czerwonym odcieniem otaczających ją klifów. Ciężko tam dojechać autobusem (jeżdżą sporadycznie, szczególnie poza sezonem), ale można pokusić się na przyjście piechotą. Warto!

Plaże wschodniego wybrzeża
Na wschód od Faro krajobraz gwałtownie się zmienia. Głośne kurorty zostają zastąpione nieco rybackimi miasteczkami, wysokie hotele bardziej kameralną zabudową, a klifowe i imponujące swoim majestatem plaże zmieniają się w długie, jasne i piaszczyste. Do wielu z nich nie da się dość tak po prostu - ze względu na rozlewisko rzeki Ria Formosa często trzeba dopłynąć do nich łódką lub małym promem. Są plaże na wyspach (rejsy z Olhao np. na wyspy Farol lub Culatra), ale są też takie od których dzieli nas długi spacer wśród terenów chronionych - jak widoczna na zdjęciu do Praia Barril.

Ciekawa jestem Waszych ulubionych plaż na Algarve. Podzielicie się nimi? 
 
2 zdjęcia z tego wpisu opublikowane są za zgodą i wiedzą autorki - Ewy z bloga Life Good Morning

8.8.18

Najmniejsze wakacje świata

Mieszkam w Warszawie od urodzenia, ale jej okolice zaczęłam zwiedzać dopiero niedawno. Zwykle wyjeżdżałam gdzieś dalej, najchętniej za granicę. Od jakiegoś czasu podróżuję mniej i bliżej. Uczę się czerpać radość z jednodniowych ucieczek za miasto, dzięki którym odkrywamy z Markiem coraz to nowe zakątki. 
W tamtym roku po raz pierwszy odwiedziłam Serock - miasto położone nad Jeziorem Zegrzyńskim (które właściwie jest zbiornikiem retencyjnym na rzece Narew). Od tego czasu bywamy tam regularnie, o każdej porze roku. To takie miejsce, które się lubi lub nie. W sezonie jest tłoczno i głośno. W soboty na rynku odbywa się lokalny targ, przy plaży i molo są budki z lodami i bary. Poza sezonem Serock jest senny i spokojny.
W wakacyjne weekendy i dni wolne od pracy przybijają do brzegu tramwaje wodne z Warszawy i wysypują się z nich grupki jednodniowych odwiedzających (już za dwa tygodnie będziemy jednymi z nich!).
My zawsze przyjeżdżamy wcześnie rano, gdy nie ma jeszcze wielu ludzi. Wyjeżdżamy z domu koło 8, więc przed 9 jesteśmy na miejscu. Krótki przystanek przy plaży i długi spacer promenadą między imponującymi domami, a błyszczącą taflą wody. Unoszą się na niej kolorowe łódki, a na podwórkach toczy się zwykłe życie.
Kto mnie trochę zna, ten wie, że najlepiej wypoczywam nad morzem, nad jeziorem, w porcie, nad strumieniem i nad rzeką. Kocham wodę w każdej postaci, daje mi poczucie wolności, spokoju, kontaktu z naturą. Marek zdecydowanie woli las i suchy ląd, ale to głównie dlatego, że wcześniej nie miał za wiele okazji do spędzania w ten sposób czasu. Na szczęście szybko złapał bakcyla i podziela moje uczucia wobec tej formy odpoczynku.
W ostatni weekend mieliśmy okazję wybrać się na krótki rejs wodnym tramwajem startujący przy molo w Serocku. W soboty i niedziele wypływa on o 11:00, 12:00 i 13:00. Przyjechaliśmy na pierwszy, żeby uniknąć tłumów. Było nas łącznie 6 osób na pokładzie, a dla porównania kolejny tramwaj był już pełen (m.in. wesołych panów o czerwonych od porannego piwa twarzach i ich rodzin).
Statek "Albatros" zabiera na pokład maksymalnie 35 osób i jest atrakcją częściowo dofinansowaną przez gminę. Rejs trwa 45 minut, a bilet kosztuje 15zł (dla dzieci do 18 r.ż. jedyne 10zł). Kupuje się go u kapitana.
Dla mnie wypady nad Zegrze są namiastką wakacji, których w sezonie nie mam. Kiedy dłuższy urlop nie wchodzi w grę i każda wolna godzina jest na wagę złota, jedziemy tam. To niespełna 40 km od domu, więc można wyskoczyć zarówno w niedzielny poranek, jak też we wtorkowe popołudnie, w zależności od potrzeb.
Uwielbiam obserwować życie na wodzie, gdy dziesiątki jednostek wypływają na jezioro. Trochę jestem zazdrosna (OK, bardzo!). Kiedyś miałam okazję spędzić w ten sposób kilka godzin z Olą i Jackiem z bloga Daleka Droga. Oni też kochają wodę (oraz greckie wyspy), więc od pierwszego spotkania mieliśmy o czym rozmawiać.
Zalew Zegrzyński jest świetną alternatywą dla weekendu w miejscu znacznie oddalonym od Warszawy. Są miejskie plaże, porty, można wypożyczyć kajaki i rowery wodne. Wiele obiektów hotelarskich jest otwrtych również na gości z zewnątrz  - oferują restauracje, bary pod gołym niebem, dostęp do plaży, możliwość gry w siatkówkę czy leżenia na leżaku z książką. Bardzo małe wakacje, ale pozwalające zregenerować siły.
W dni powszednie, po pracy często odwiedzamy Nieporęt, a mając do dyspozycji cały dzień zawsze zajeżdżamy też do Pułtuska na pyszny obiad. To już jednak temat na inny wpis, przy innej okazji.
Ps. Nie było mnie na blogu dłużej niż planowałam, ale sezon okazał się wyjątkowo ciężki. Po pełnym kataklizmów minionym weekendzie, mam nadzieję już zacząć wychodzić na prostą i powoli wracać do żywych. Było mi miło po przeczytaniu ostatnich komentarzy. Świadomość, że ktoś trochę tęskni dodaje skrzydeł. Dzięki!
TOP