8.8.18

Najmniejsze wakacje świata

Mieszkam w Warszawie od urodzenia, ale jej okolice zaczęłam zwiedzać dopiero niedawno. Zwykle wyjeżdżałam gdzieś dalej, najchętniej za granicę. Od jakiegoś czasu podróżuję mniej i bliżej. Uczę się czerpać radość z jednodniowych ucieczek za miasto, dzięki którym odkrywamy z Markiem coraz to nowe zakątki. 
W tamtym roku po raz pierwszy odwiedziłam Serock - miasto położone nad Jeziorem Zegrzyńskim (które właściwie jest zbiornikiem retencyjnym na rzece Narew). Od tego czasu bywamy tam regularnie, o każdej porze roku. To takie miejsce, które się lubi lub nie. W sezonie jest tłoczno i głośno. W soboty na rynku odbywa się lokalny targ, przy plaży i molo są budki z lodami i bary. Poza sezonem Serock jest senny i spokojny.
W wakacyjne weekendy i dni wolne od pracy przybijają do brzegu tramwaje wodne z Warszawy i wysypują się z nich grupki jednodniowych odwiedzających (już za dwa tygodnie będziemy jednymi z nich!).
My zawsze przyjeżdżamy wcześnie rano, gdy nie ma jeszcze wielu ludzi. Wyjeżdżamy z domu koło 8, więc przed 9 jesteśmy na miejscu. Krótki przystanek przy plaży i długi spacer promenadą między imponującymi domami, a błyszczącą taflą wody. Unoszą się na niej kolorowe łódki, a na podwórkach toczy się zwykłe życie.
Kto mnie trochę zna, ten wie, że najlepiej wypoczywam nad morzem, nad jeziorem, w porcie, nad strumieniem i nad rzeką. Kocham wodę w każdej postaci, daje mi poczucie wolności, spokoju, kontaktu z naturą. Marek zdecydowanie woli las i suchy ląd, ale to głównie dlatego, że wcześniej nie miał za wiele okazji do spędzania w ten sposób czasu. Na szczęście szybko złapał bakcyla i podziela moje uczucia wobec tej formy odpoczynku.
W ostatni weekend mieliśmy okazję wybrać się na krótki rejs wodnym tramwajem startujący przy molo w Serocku. W soboty i niedziele wypływa on o 11:00, 12:00 i 13:00. Przyjechaliśmy na pierwszy, żeby uniknąć tłumów. Było nas łącznie 6 osób na pokładzie, a dla porównania kolejny tramwaj był już pełen (m.in. wesołych panów o czerwonych od porannego piwa twarzach i ich rodzin).
Statek "Albatros" zabiera na pokład maksymalnie 35 osób i jest atrakcją częściowo dofinansowaną przez gminę. Rejs trwa 45 minut, a bilet kosztuje 15zł (dla dzieci do 18 r.ż. jedyne 10zł). Kupuje się go u kapitana.
Dla mnie wypady nad Zegrze są namiastką wakacji, których w sezonie nie mam. Kiedy dłuższy urlop nie wchodzi w grę i każda wolna godzina jest na wagę złota, jedziemy tam. To niespełna 40 km od domu, więc można wyskoczyć zarówno w niedzielny poranek, jak też we wtorkowe popołudnie, w zależności od potrzeb.
Uwielbiam obserwować życie na wodzie, gdy dziesiątki jednostek wypływają na jezioro. Trochę jestem zazdrosna (OK, bardzo!). Kiedyś miałam okazję spędzić w ten sposób kilka godzin z Olą i Jackiem z bloga Daleka Droga. Oni też kochają wodę (oraz greckie wyspy), więc od pierwszego spotkania mieliśmy o czym rozmawiać.
Zalew Zegrzyński jest świetną alternatywą dla weekendu w miejscu znacznie oddalonym od Warszawy. Są miejskie plaże, porty, można wypożyczyć kajaki i rowery wodne. Wiele obiektów hotelarskich jest otwrtych również na gości z zewnątrz  - oferują restauracje, bary pod gołym niebem, dostęp do plaży, możliwość gry w siatkówkę czy leżenia na leżaku z książką. Bardzo małe wakacje, ale pozwalające zregenerować siły.
W dni powszednie, po pracy często odwiedzamy Nieporęt, a mając do dyspozycji cały dzień zawsze zajeżdżamy też do Pułtuska na pyszny obiad. To już jednak temat na inny wpis, przy innej okazji.
Ps. Nie było mnie na blogu dłużej niż planowałam, ale sezon okazał się wyjątkowo ciężki. Po pełnym kataklizmów minionym weekendzie, mam nadzieję już zacząć wychodzić na prostą i powoli wracać do żywych. Było mi miło po przeczytaniu ostatnich komentarzy. Świadomość, że ktoś trochę tęskni dodaje skrzydeł. Dzięki!

11 komentarzy:

  1. Nieporet, serock, Pultusk...bede miala na uwadze, tylko niech sie zrobi troche chlodniej. Ladnie opisalas uroki tych stron, zachecasz!!! pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie wakacje tez fajne :) i to bardzo. Ja tak samo najlepiej wypoczywam tylko nad wodą. Pozdrawiam wakacyjnie

      Usuń
    2. Woda to jest to! Grażyno, Pułtusk koniecznie!

      Usuń
  2. Czasami tak jest że leci się na drugi koniec świata, by zobaczyć coś popularnego a okazuje się po latach, że małą Arkadię możemy znaleźć tuż obok nas nie jadąc daleko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej Aga,

    znasz Warszawę na wskroś, wzdłuż i wszerz może kiedyś umieścisz wpis o stolicy, ile mieszkańców tyle spojrzeń i ukrytych miejsc.

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na blogu już było trochę Warszawy http://www.calezyciewpodrozy.pl/search/label/Warszawa

      Usuń
  4. Ajka, daj znać, kiedyś się umówimy na wodę znów:) mamy teraz dach nad motorówką, żeby dzieci udaru nie dostały więc na upały jak znalazł:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłoby bosko! Tak czy inaczej jesteśmy umówieni na wrzesień :)))

      Usuń
  5. Fajnie, że wróciłaś do blogowania:) Jest tyle wspaniałych miejsc, o których warto pisać, zwłaszcza dla tych, którzy nie mogą tam być.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładne miejsce, podoba mi się, chyba bardziej poza sezonem... a czasem lepiej wypocząć niedaleko domu niż pokonywać setki km w gorącym aucie...a woda to zawsze atrakcja.
    Nie polecam latem letnich nadmorskich kurortów, to co się tam dzieje to jakieś szalenstwo.., chyba, że ktoś lubi tłumy, drożyznę i brak jakichkolwiek atrakcji poza byle jakimi budami z goframi, lodami... brrr...szkoda gadać.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

Komentarze obraźliwe lub pisane w moim odczuciu wyłącznie po to, żeby zostawić link do swojej komercyjnej strony nie są publikowane.

TOP