11.9.18

Staten Island z widokiem na Nowy Jork

Marzyłam żeby zobaczyć różne oblicza Nowego Jorku. Byłam ciekawa jak wygląda z perspektywy mostów, wysokich pięter drapaczy chmur czy z pokładu promu płynącego na jedną z wysp. Najprościej byłoby się wybrać na Liberty Island, ale ciągnąca się na kilkanaście metrów kolejka chętnych była mocno zniechęcająca. Nie da się ukryć, że Statua Wolności przyciąga turystów z całego świata jak magnes.

W dniu, w którym zwiedzałyśmy Dolny Manhattan z Wall Street i okolice World Trade Center, zdecydowałyśmy się popłynąć na Staten Island. Prom jest bezpłatny i trochę niefortunnie wybrałyśmy godzinę, gdy mieszkańcy wracają do domów po długim dniu pracy. Było tłoczno, ale widoki i kolory wynagrodziły jednak wszystko!
To był taki trochę dzień pamięci. Lower Manhattan zwiedzałyśmy z przewodnikiem w ramach Free Walking Tour (spacery z przewodnikiem wynagradzane według uznania uczestników). Nie da się ukryć, że znaczną część wycieczki rozmawialiśmy o historii imigracji w Nowym Jorku (ze względu na bliskość Ellis Island, która była pierwszym przystankiem w drodze do lepszego świata) oraz o zamachach z 11 września 2001 roku.
Muszę przyznać, że znalezienie się w sercu wydarzeń sprzed 17 lat robi wrażenie. Pamiętam jakby to było wczoraj - wróciłam ze szkoły, włączyłam "Beverly Hills 90210" i zaczęłam odrabiać lekcje. Nagle odcinek został przerwany, a na ekranie pojawiły się płonące wieże. To wszystko było tak abstrakcyjne, że nie mogłam uwierzyć, że dzieje się naprawdę. I to w mieście, które zawsze wydawało się tak silne i stabilne.
W tym miejscu wciąż czuć ducha tamtych zdarzeń, wpada się w pewną zadumę. Widziałyśmy ludzi, którzy płakali, na których twarzach malował się wielki smutek. Dla wielu to już miejsce jak wiele innych, rany się zagoiły i trzeba żyć dalej. Ja nie umiałam tam zrobić żadnego zdjęcia. Czułam gdzieś w środku, że nie powinnam.
Podróż na Staten Island nieco nas orzeźwiła. Wiatr rozwiewał włosy, a widok na zachodzące nad Manhattanem słońce był cudowny. Po zejściu z promu udałyśmy się do parku z pomnikiem w kształcie skrzydeł upamiętniającym 274 mieszkańców wyspy, którzy zginęli w czasie wspomnianych wyżej zamachów.
Każda z osób została upamiętniona tablicą z imieniem i nazwiskiem. Przy części osób są również informacje o tym, kim byli. Patrząc wprost pomiędzy dwie części pomnika, widać miejsce, w którym niegdyś stały dwie wieże. Spodobał mi się on bardzo. Jest skromny, ale dumny i elegancki. Był taką "kropką nad i" tego konkretnego dnia. Do tego piękny widok na Nowy Jork na chwilę przed zmierzchem i sylwetka Statuy Wolności gdzieś w oddali.

4 komentarze:

  1. Bardzo piękne zdjęcia i fajny tekst pełen emocji, bo wyprawa ta właśnie taka była. Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzisiaj w pracy pomyślałam o tym, że dawno nie pisałaś i chyba Cię myślami ściągnęłam...
    Też pamiętam "tamten" dzień - koniec wakacji w Grecji, zbliżał się mój powrót do domu a ja panicznie przerażona bo byłam przekonana, że na pewno wybuchnie wojna a jestem tak daleko od rodziny. Teraz trochę się śmieję z tego mojego strachu ale wtedy naprawdę się bałam. Myślę, że ten dzień na każdym odcisnął ślad.
    Zdjęcie "poniżej" Ciebie wpatrzonej w horyzont - niesamowite!

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przyznać, że blog jest naprawdę interesujący.

    OdpowiedzUsuń

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

Komentarze obraźliwe lub pisane w moim odczuciu wyłącznie po to, żeby zostawić link do swojej komercyjnej strony nie są publikowane.

TOP