7.10.18

"Qualité de vie, czyli jakość życia" - z Kasią o bretońskim slow life

Zupełnie nie pamiętam kiedy i jak trafiłam na Kasię w sieci, ale na szczęście trafiłam! Jej blog Bretonissime pokochałam od razu i z radością obserwowałam jak wiele mamy ze sobą wspólnego. Mamy podobne poglądy na wiele tematów, lubimy podobne miejsca i widoki, dzielimy słabość do detali i dostrzegania szczęścia w małych rzeczach. Nasze pierwsze spotkanie na żywo było super - biegałyśmy po Warszawie, kupowałyśmy sukienki w sklepach second hand, jadłyśmy dobre rzeczy i rozmawiałyśmy na sto tematów naraz. Wydałyśmy wszystkie pieniądze (dosłownie!) i Kasia ledwo zdążyła na autobus do Poznania. Od dawna chciałam przybliżyć Wam jej osobę i miejsce w którym mieszka - francuską Bretanię. Zapraszam do lektury!
Jak się zaczęła Twoja przygoda z Bretanią? Nie jest to szczególnie popularny w Polsce region Francji.

Poznałam go dzięki licealnej wymianie. Mój rodzinny Poznań jest miastem partnerskim Rennes, stolicy Bretanii. Pamiętam, jak w holu szkoly zobaczyłam wywieszone zdjęcia z poprzedniej wymiany – moją uwagę przykuły głównie te z Mont Saint Michel (miejsca położonego w Normandii, ale bardzo blisko Bretanii) i poczułam, ze bardzo chcę tam jechać.

Czym zauroczyła Cię Bretania przy pierwszej wizycie? Czy ten czar pozostał czy z czasem jednak prysł? 

Bretania zauroczyła mnie przede wszystkim pięknem przyrody. To było moje pierwsze spotkanie z oceanem, byłam nim zafascynowana i zdecydowanie wciąż jestem. Wtedy ze zdumieniem obserwowałam skalę pływów, to, jak daleko woda potrafi się wycofać i z jaką szybkością ‘wracać’. Tutejsze miasteczka wydały mi się jak z bajki: kamienne domy z niebieskimi okiennicami, kolorowe kule hortensji, przepiękne kamienice, brukowane uliczki – ich urok wciąż na mnie działa i chyba nigdy mi się nie znudzi. Oprócz piękna regionu zachwyciła mnie otwartość, życzliwość i serdeczność Bretończyków. Również pod tym kątem mogę potwierdzić, że pierwsze wrażenie nie było błędne.
Pojechałaś po raz pierwszy, drugi, trzeci... Czy już wtedy czułaś, że chciałabyś zamieszkać tam na dłużej? 

Bretania od razu podbiła moje serce i od pierwszego zetknięcia z nią tęskniłam, chciałam wrócić. Wracałam wielokrotnie, czułam w niej coś swojskiego, ale chyba mieszkanie na stałe traktowałam jako dość nierealne marzenie, któremu nie daje się dojść do głosu z obawy, że i tak się nie spełni. Pragnienie to zaczęło nabierać realnego kształtu, gdy poznałam Oliviera, mojego męża. Wspólne zamieszkanie tu, gdzie się poznaliśmy, wypłynęło naturalnie i wydało się nam najlepszym pomysłem dla obojga. Mąż jest lokalnym patriotą i mówi, że może mieszkać gdziekolwiek, byle byłoby to w Bretanii☺Ja wiedziałam, że będę się tu dobrze czuła, długo się więc nie zastanawiałam. To, że udało nam się zamieszkać blisko plaży, po raz kolejny wykroczyło poza moje oczekiwania. Dzisiaj już chyba trudno byłoby mi z tego zrezygnować – człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego!

Wyjechać z Polski niby nie jest trudno, ale znaleźć swoje miejsce zawodowe i sensowną pracę - z tym bywa różnie. Jak to wyglądało u Ciebie?

Zaczęłam od turystyki, bo lubiłam to i wydawało mi się, że ze znajomoscią kilku języków oraz z doświadczeniem jako przewodnik-wolontariusz w Bretanii tak będzie najłatwiej. Prosto wcale nie było, ale po wielu miesiacach starań coś udało mi się znaleźć. Pracowałam w biurze informacji turystycznej w Douarnenez, byłam przewodnikiem w wytwórni fajansu w Quimper. Jednak po miesiącach urlopowych dalsza praca w tej działce graniczyła z cudem. Chwytałam się wtedy dorywczych zajęć: opieki and dziećmi, sprzątania. Najbardziej nietypowe doświadczenie to praca jako nauczyciel angielskiego w małej szkole na wyspie Molѐne. Moja klasa liczyła zaledwie 4 osoby, jak na lokalne warunki był to już mały tłum. Dziś, z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że trudności ze znalezieniem pracy wyszły mi wbrew pozorom na dobre, bo sama zorganizowałam sobie idealne dla mnie zajęcie. Uczę francuskiego przez Skype i tak się złożyło, że pracuję głównie z Polakami mieszkającymi za granicą. Zawsze lubiłam uczyć, a praca z dorosłymi to dla mnie czysta przyjemność. Dzięki temu, że mieszkam we Francji, wiem, jak naprawdę się tutaj mówi i mogę przemycić podczas zajęć mnóstwo ciekawostek kultrowych, dzięki którym łatwiej jest się potem odnaleźć nad Sekwaną. Poza tym piszę artykuły na bretoński portal turystyczny #MaCornouaille (pomagający poznać część Bretanii, Kornwalię, z perspektywy mieszkańców), a bloga traktuję jako hobby. 

Na obecnym etapie życia nie mam za dużo wolnych chwil na blogowanie, bo jestem też mamą. Mój synek ma półtora roku i przez większość dnia jest z nami w domu. Dopiero po pierwszych urodzinach zaczęliśmy posyłać go do żłobka popołudniami, chodzi tam na trzy godziny cztery razy w tygodniu. Dzięki temu my mamy trochę oddechu (teoretycznie, bo w praktyce najczęściej wtedy pracujemy,ale doceniamy spokój panujący w domu) a on frajdę z zabawy z dziećmi. We Francji taki model to jednak rzadkość, tu ogromna większość kobiet wraca do pracy, gdy dziecko ma 3-4 miesiące i maluszki posyłane są do żłobka lub opiekunki. My, z racji tego, że oboje pracujemy z domu, na zmianę (mój mąż też udziela lekcji francuskiego przez Skype), możemy łączyć życie zawodowe z rodzinnym. Nie zawsze jest łatwo, ale mimo wszystko bardzo chwalimy sobie to rozwiązanie.
Nie będę ukrywać, że zawsze lubię pytać o różnice między życiem w Polsce, a w innych miejscach. Opowiedz mi trochę o tym jakie są plusy, a jakie minusy zamiany Poznania na Bretanię. 

To bardzo rozległy temat, pozwól, że może opiszę codzienność w Bretanii, którą czytelnicy porównają do tego, co znają z Polski. Francuzi, z którymi rozmawiałam na temat życia w Bretanii, mówią, że cenią sobie tutejszą qualité de vie, czyli jakość życia. Twierdzą, że żyje się tu wolniej, spokojniej. Po pracy można wyskoczyć na plażę. Ceny są dość przystępne (mowa np.o wynajmie mieszkań, jedzeniu na mieście). Dla mnie życie w Bretanii to przyjemne wytchnienie od wielkomiejskiego pędu. Tutaj nie ma dużych aglomeracji, co może być zarówno wadą, jak i zaletą. Największe miasto, Rennes, ma ok.250 tys. mieszkańców. Inne, większe na skalę Bretanii miasta, ale obiektywnie dość małe, można by określić mianem une ville à taille humaine, czyli miasto na ludzką miarę, które jednocześnie mają wiele do zaoferowania, ale też wszędzie jest blisko. To bardzo dobry kompromis.

Z drugiej strony, sytuacja na rynku pracy nie jest zbyt różowa, co przynajmniej pośrednio jest pewnie związane z wielkością miast. Wielu młodych Bretończyków wyjeżdża stąd na studia lub za pracą i choć często chcieliby wrócić, nie zawsze jest to możliwe ze względu na życie zawodowe. Wiele osób dojeżdża też do pracy do innego miasta. Niewiele zostaje wtedy czasu w tygodniu na cieszenie się rzekomym bretońskim slow life, więc tak naprawdę wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Największe wady Bretanii to w moim odczuciu właśnie wspomniane trudności ze znalezieniem pracy oraz transport – na poziomie lokalnym (zdecydowanie najlepiej przemieszczać się tu autem, dla mnie słabo rozwinięta sieć komunikacji poza miastami to utrudnienie życia) oraz na większą skalę- jest kilka lotnisk, ale dość małych i z ograniczoną ofertą tanich przewoźników. W praktyce najbliższe większe lotnisko jest w Nantes lub w Paryżu, czyli dobre kilka godzin drogi od nas. Doskwiera mi to, że trzeba się trochę natrudzić oraz poprzesiadać, żeby nas odwiedzić, i że koszty podróży nie są najniższe. Na pewno brakuje mi częstszych wyjazdów, jednak jednocześnie mam poczucie, że nie muszę od niczego ‘uciekać’ na wakacje, bo bardzo lubię swoje życie na co dzień, a piękne krajobrazy mam na wyciągnięcie ręki. Sporo przemieszczamy się po Bretanii, te wycieczki to dla mnie namiastka urlopu. Oprócz tych dwóch negatywnych aspektów, widzę właściwie same plusy.

Owiana złą sławą bretońska pogoda mi niestraszna, bo mieszkamy blisko wybrzeża i aura szybko sie tutaj zmienia, więc bardzo rzadko dłużej pada. Nie ma tu z kolei ani wielkich upałów, ani wielkich mrozów, co mi bardzo odpowiada. Cenię sobie bardzo życie blisko natury, codzienne spacery nad oceanem z synkiem podczas których podziwiam bretońskie ogrody, w których kwiaty kwitną przez okrągły rok oraz ‘dzikie’ wybrzeże bez szkaradnych hoteli przy plaży. Skupiam się na drobnych przyjemnościach. Cieszę się, że nie ma tu tłumów turystów, że jedzenie dobrej jakości jest łatwo dostępne, że powietrze jest czyste i rześkie. Bretania sprzyja uprawianiu różnorodnych sportów na świeżym powietrzu, a mieszkańcy często udzielają się w różnorodnych stowarzyszeniach, więc to, że żyje się dość spokojnie, nie oznacza też, że nic się nie dzieje. Często mówi się też, że Bretończycy są inni niż reszta Francuzów (oczywiście na plus ;) ) i z tym również się zgadzam. Odnalazłam tu ciepło, gościnność i prostotę (w dobrym tego słowa znaczeniu) w relacjach międzyludzkich, znane mi z Polski. Myślę, że mentalność mieszkańców to ważny czynnik, który może przesądzić o tym, jak odnajdziemy się w nowym miejscu.
Wspomniałaś o jedzeniu - z jakimi smakami kojarzy Ci się Bretania? Co polubiłaś najbardziej?  

Gastronomia Bretanii kojarzy mi się z w pierwszym odruchu z solą morską (obecną w tutejszym maśle, karmelu czy fantastycznych ciasteczkach maślanych), rybami i owocami morza oraz naleśnikami, crêpes. Naleśniki wytrawne przyrządza się z mąki gryczanej, której smak bardzo mi odpowiada, a naleśniki na słodko z mąki pszennej. Serwuje się je z przeróżnymi dodatkami i koniecznie popija cydrem (szczególnie polecam ten w wersji wytrawnej: cidre brut) albo, rzadziej, maślanką (le lait ribot).Sam placek jest bardzo cienki i smakuje inaczej niż polskie naleśniki. W Bretanii pierwszy raz jadłam karczochy, które uprawia się tu na dość dużą skalę. Na co dzień tradycyjna kuchnia bretońska jest dość prosta (dużo ziemniaków, wieprzowiny, nabiału), a od święta serwuje się często patery owoców morza z domowym majonezem- pycha! Desery czy podwieczorki to najczęściej dość kaloryczne ciasta, takie jak kouign aman, gâteau breton – w recepturze widnieje duża ilość masła, mąki, jajek i oczywiście cukru- są jednak naprawdę pyszne. Świetny i nieco lżejszy jest far breton, ciasto przypominające trochę budyń. Na co dzień nie gotuję bretońskich potraw, jednak polubiłam się bardzo z wszystkimi lokalnymi smakami oprócz andouille - to rodzaj kiełbasy przygotowywanej z flaków, już sam jej zapach mnie odrzuca. Lokalne specjały jem najczęściej u teściowej, która chętnie gotuje regionalne dania. Mój mąż jest z kolei mistrzem naleśników i domowego majonezu.

Jakie są Twoje ulubione miejsca w Bretanii do któych możesz wracać bez końca?

Oj, długo by wymieniać ! Ogólnie rzecz biorąc, najbardziej lubię spacerować szlakami wzdłuż wybrzeża (często idzie się klifem a widoki z góry są jeszcze lepsze), odwiedzać klimatyczne bretońskie miasteczka oraz pływać na wyspy, które przenoszą mnie w inny świat. Wybrać kilka konkretnych miejsc to bardzo trudne zadanie, ale wśród moich faworytów na pewno znalazłyby się: Półwysep Crozon, wyspa Ouessant, La Côte Sauvage na Pólwyspie Quiberon oraz miasteczka takie jak Locronan, Rochefort-en-Terre czy Dinan. O większości odwiedzanych przez nas miejsc piszę regularnie na blogu, więc warto tam zajrzeć. 

Komu byś poleciła Bretanię jako kierunek wakacyjnego wyjazdu? 

Może łatwiej będzie mi odpowiedzieć przewrotnie, dla kogo Bretania raczej nie jest. Trzeba być przygotowanym na to, że może być tutaj różnie z pogodą. Jeśli ktoś chce plażować i mieć gwarancję słońca, to odradzam ten kierunek. Nie jest tu też zbyt imprezowo – nawet latem miejskie życie wycisza się w dużej mierze po kolacji. Myślę, że Bretania to idealna propozycja na rodzinne wakacje. Dobrze odnajdą się tu osoby preferujące aktywny wypoczynek (ogromna ilość sportów wodnych do wybou, niezliczone trasy wędrówek pieszych i rowerowych), jest też sporo zabytków i miast do zwiedzania. Przygotowując wyjazd, polecam zapisać się do mojej grupy Wakacje w Bretanii na Facebooku, gdzie wraz z moimi Czytelnikami doradzamy, gdzie najlepiej pojechać i odpowiadamy na pytania. A potem już tylko zapakować taki zestaw ubrań, żeby móc ubierać się na cebulkę, okulary przeciwsłoneczne (rozproszone światło potrafi razić nawet w pochmurny dzień), krem z filtrem, porządne buty do chodzenia po klifach, aparat i ruszyć w trasę. Najlepiej autem, by móc bez przeszkód dojechać w różne ciekawe zakątki.

Dziękuję Ci za rozmowę! Mam po niej jeszcze większą niż dotąd ochotę odwiedzić Bretanię bo czuję, że to miejsce w moim i Marka guście!

11 komentarzy:

  1. Kasie mozna 'jesc lyzkami'. Jest osoba pelna pasji: nauczanie francuskiego, blog, podrozowanie, spotkanie z drugim czlowiekiem... Wszedzie jest na 100% Szlifowalam swoj francuski najpierw pod jej skrzydlami, teraz kontynuuje nauke u jej meza i jestem bardzo szczesliwa, ze spotkalam takich nauczycieli. Goraco polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, Kasia jest super kobietą z wielką pasją do tego co robi!

      Usuń
  2. Mieszkam w Bretanii a konkretnie w St Malo od dwoch lat to wszystko co przeczytalam to moje odczucia uwielbiam Bretanie Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wpis! Bardzo przydatne informacje zostały tutaj zgromadzone.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z przyjemnością przeczytałam ten wywiad, bo kocham Bretanię i bardzo lubię Kasię. Potwierdzam, że jest niezwykłą osobą i bardzo uczynną. W ubiegłym roku w czerwcu odwiedziliśmy Bretanię, mieszkaliśmy przez dwa tygodnie w St.Malo w dzielnicy Saint-Servan. Każdego dnia wyruszaliśmy w drogę aby zobaczyć coś nowego. Dzieki pomocy Kasi odwiedziliśmy Il de Brehat, ktora zauroczyła nas swoim pięknem. W tym roku we wrześniu odwiedziliśmy Alzacje i też nie żałujemy. Dzieki Kasiu! Pozdrawiam Teresa

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zwykle bardzo interesujący i ciekawy wpis. Szczerze mówiąc nie miałem jeszcze okazji być w Bretanii, ale następnym razem jak będę we Francji to może akurat w tamtych stronach. Na pewno Twoje wpisy zachęcają aby odwiedzić ten region.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie rozważałem nigdy podróży do Bretanii ale po tym poście i zdjęciach chyba dodam ten region do kręgu swoich zainteresowań podróżniczych :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ogromnie dziękuję za miłe słowa od Czytelników jak i za zaszczyt pojawienia się na Twoim blogu! :)

    OdpowiedzUsuń

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

Komentarze obraźliwe lub pisane w moim odczuciu wyłącznie po to, żeby zostawić link do swojej komercyjnej strony nie są publikowane.

TOP