11.1.19

Babie lato w Gdańsku

We wrześniu zabrałam Mamę na babski weekend do Gdańska. Przedłużony do 3 dni, żeby na nic nie zabrakło czasu. Odwiedzam to miasto regularnie od kilkunastu lat, ale wciąż mi za mało! Wracam tam jesienią, zimą, wiosną i latem. O każdej porze roku wygląda pięknie, jednak końcówka września wyjątkowo nas zauroczyła.
Uwielbiam wrzesień! Wtedy się urodziłam i od kiedy pracuję to jest to pierwszy miesiąc wytchnienia po męczącym sezonie letnim. Wtedy najchętniej wyjeżdżam, korzystając z niższych cen za noclegi, wciąż ładnej pogody i mniejszych niż w wakacje tłumów. Słońca i powodów do zadowolenia zazwyczaj nie brakuje. 
Chciałyśmy odpocząć trochę od Warszawy, dlatego nie zdecydowałyśmy się na nocleg w centrum miasta, a w Sobieszewie. Dawna wieś rybacka (położona na wyspie) jest dziś jedną z dzielnic Gdańska, dojeżdża tam więc komunikacja miejska. W listopadzie ukończono most nad Martwą Wisłą, co dodatkowo ułatwi poruszanie się po okolicy. Ma to swoje plusy i minusy, pewnie niedługo Sobieszewo stanie się znacznie bardziej popularne. 
Wybrałyśmy dość nowy, komfortowy ośrodek Bursztyn. Położony jest on w sosnowym lesie, 10 minut od przystanku i 15 minut od plaży. Do Gdańska w weekend jedzie się stamtąd autobusem około 30 minut, więc można zarówno intensywnie zwiedzać jak też odpoczywać na pachnącym zielonymi drzewami tarasie.  
Autobus dojeżdża pod Dworzec Główny, który dzieli już tylko kilka kroków od najpiękniejszych zakątków Starego Miasta. Warto wiedzieć, że w letnie weekendy i dni wolne od pracy można tutaj przypłynąć również tramwajem wodnym linii F6. Kursuje między Wyspą Sobieszewską a Targiem Rybnym. Nas spotkało związane z tym rozczarowanie - kupiłam on-line bilet na dokładnie takie połączenie i dzień przed rejsem okazało się, że ... go nie ma! Nie zostałam o tym poinformowana (kupowałam bilet on-line, więc Żegluga Gdańska miała do mnie kontakt), odkryłam to przypadkiem. Potem dość długo czekałam na odpowiedź na reklamację i zwrot pieniędzy. 
Była to już końcówka września, sezon zakończył się weekend wcześniej i chyba ktoś zapomniał zaktualizować dane w systemie sprzedaży. Na szczęście zorientowałam się, że coś nie gra już w sobotę, wyjaśniłam sprawę na infolinii i w niedzielę mogłyśmy rano pojechać do Gdańska autobusem. Gdyby nie to, straciłybyśmy pół dnia. 
Uważam, że w Gdańsku jest wiele ciekawych miejsc i nie należy ograniczać się wyłącznie do tych najbardziej turystycznych szlaków. Tym razem skupiłam się jednak tylko na nich, ponieważ do dyspozycji miałyśmy 2 dn, a dla Mamy była to pierwsza wizyta w tym mieście. Nie chciałyśmy się śpieszyć, tylko aktywnie odpoczywać. 
Ponieważ nasz noclegowy pakiet obejmował pyszne śniadania i bardzo smaczne obiadokolacje, tym razem nie korzystałyśmy dużo z lokalnej gastronomii. Zależało mi jednak, żeby zabrać Mamę w dwa bardzo smaczne miejsca. Pierwszym przystankiem była Pierogarnia Mandu przy ul. Elżbietańskiej 4/8.
Byłam tam już kilka razy i zawsze karmią dobrze. Na zdjęciu powyżej doskonałe pielmieni serwowane z kwaśną śmietaną (15 sztuk za 28zł) oraz smażone koreańskie pierogi Mandu serwowane z sosem sojowym i kapustą kimchi (12 sztuk za 28zł). Warto przyjść do 13, do później robi się problem z wolnymi stolikami (a jest ich dużo!).
Drugą atrakcją, której nie mogę nigdy ominąć jest wizyta w cukierni-piekarni Pellowski. Świat się zmienia, życie się zmienia, a jedyne co się według mnie nie zmienia to ich gofry. Są zawsze gorące i świeże, mają chrupiące i dość wytrawne ciasto. Śmietana też jest niesłodka, owoców nie posypują górą cukru. Te gofry są doskonałe! Najbardziej lubię lokal w małym budynku przy ulicy Rajskiej 5 - obok Kanału Raduni, Mostu Chlebowego, Wielkiego Młyna i kościoła Św. Katarzyny. Od kiedy pamiętam pracuje tam ta sama pani i często na nią trafiam.
Kiedyś Pellowski miał w ofercie bułki maślane formowane w małe myszki, ostatnio widziałam, że znowu się pojawiły. Gdańsk we wrześniu prezentował się cudownie. Niestety trafiłyśmy idealnie w załamanie pogody (pierwszy chłodny weekend od 5 miesięcy!), ale na kilka godzin wyszło słońce. Miasto nabrało kolorów, wyglądało w jego promieniach pięknie i optymistycznie. Niby letnio, a jednak już trochę jesiennie. 
Wielkim atutem tego wypadu była też plaża w Sobieszewie. Pusta! Tak wyglądała zarówno o poranku, jak też po południu. Ma ona ponad 11 kilometrów długości i jest doskonała na spacery o tej porze roku, gdy nie trzeba skakać pomiędzy kolorowymi parawanami i rozgrzanymi słońcem turystami. Jesień w Gdańsku? Polecam!

5 komentarzy:

  1. Mam to szczęście mieszkać niedaleko Gdańska, ale chyba nie potrafiłabym o nim tak ładnie pisać jak ty. Może dlatego, że mnie kojarzy się przede wszystkim z codzienną monotonią.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój syn studiuje w Gdańsku. Chyba go odwiedzę;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam przejść się po ulicach Gdańska szczególnie zimą, kiedy ruch jest niewielki, a większość knajp jest zamknięta. Panuje tam zawsze w tym okresie taki spokój.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne miasto i piękne zdjęcia, te miasto zachwyca przez cały rok, mam zamiar je znowu odwiedzić na wiosnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdańsk jest pięknym miastem, byłem kilka razy tam i zawsze podobało mi się.

    OdpowiedzUsuń

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

Komentarze obraźliwe lub pisane w moim odczuciu wyłącznie po to, żeby zostawić link do swojej komercyjnej strony nie są publikowane.

TOP