26.1.19

Wróciłam na Maltę!

Sama w to nie wierzę, ale tak - wróciłam na Maltę. Wiedziało o tym tylko kilka osób, zresztą minęło już trochę czasu od powrotu. Nie wspominałam o tym na blogu ani na Facebooku, nie wrzucałam zdjęć na Instagram. To miał być nasz czas z wyspą, która kiedyś tak w moim życiu namieszała. Chcieliśmy być Tu i Teraz, tak na 100%.

Cofnijmy się jednak w czasie, bo być może nie znasz historii o tym, jak dokładnie 3 lata temu postawiłam wszystko na jedną kartę i zdecydowałam się szukać na Malcie swojego szczęścia. Spędziłam tam kilka dni przed Bożym Narodzeniem, a potem już wszystko potoczyło się błyskawicznie. Urzeczona słońcem, kwiatami i zielenią, kameralną atmosferą, śródziemnomorskim stylem życia, wróciłam do Polski, zwolniłam się z pracy która mnie dobijała i dołowała, spakowałam wielką walizkę, kupiłam bilet w 1 stronę i poleciałam.
Nigdy wcześniej i nigdy później życie mnie tak nie przeczołgało. Sama się w sumie o to prosiłam, bo przyczepiłam się tej wizji "szczęścia" jak rzep psiego ogona i przez kilka miesięcy za nic nie chciałam jej puścić. Z pozoru było fantastycznie - nigdy wcześniej i nigdy później nie byłam tak szczupła, uśmiechnięta i zadowolona z siebie, ale w środku walczyły demony niezdecydowania, braku sensu i niepewności (siebie, jutra i całej przyszłości). Nie chciałam mieszkać w Polsce i do niej wracać, bo nie wiedziałam co chcę robić. Zmieniałam już pracę 8 razy i z każdej rezygnowałam po niecałym roku, więc uznałam, że to ze mną jest coś nie tak. 
Z jednej strony byłam w emocjonalnej rozsypce, ale z drugiej uczyłam się siebie. Piękno wyspy było wspierające, kazało ponosić się po kolejnych upadkach. Było ich dużo - zawiodłam się na kilku osobach, ale też na sobie. Niepowodzenia w szukaniu wymarzonej pracy nie poprawiały nastroju. Dzielenie apartamentu z obcymi, dużo młodszymi ludźmi doprowadzało mnie do szału. Moment, w którym poleciało na mnie kilka kilogramów szkła, które na szczęście rozbiło umywalkę wynajmowanego mieszkania, a nie moją głowę, postawiło mnie do pionu.
Wróciłam do Warszawy. To zabawne jak w kilka sekund można przewartościować życie. Nagle wiosna zaczęła cieszyć jak nigdy dotąd, kapusta kiszona smakowała bardziej niż najlepsza czekolada, a własne mieszkanie przestało być bezdusznymi czterema ścianami. Polubiłam się na nowo z codziennością, a sam pobyt na wyspie dał mi pogląd na to jakiej pracy chcę szukać. I znalazłam - w tydzień po wysłaniu jedynego CV. Po powrocie postanowiłam skupić się wyłącznie na sobie, za co los nagrodził mnie 2 miesiące później stawiając na mojej drodze Marka, a rok temu jeszcze rudą kotkę. Ten Happy End jest tak łzawy, że wypada się tylko uśmiechnąć 😍
Rozstanie z Maltą było radykalne - jednym cięciem. Co prawda po "wypadku" musiałam tam jeszcze zostać żeby załatwić różne formalności i oddać moje ostatnie pieniądze właścicielowi nieszczęsnej umywalki, ale wiedziałam, że to koniec. Myślami byłam już daleko, ostatnie dni słabo pamiętam, byłam mocno otumaniona nadmiarem wrażeń. Pożegnałam się z ludźmi, ale nie pożegnałam się z wyspą, która przez chwilę była moim domem.
Minęło trochę czasu zanim zaczęłam myśleć o niej cieplej i przypominać sobie o wszystkim, co tak bardzo w niej lubiłam. Przyszedł też taki dzień, w którym poczułam, że czas wrócić i zwyczajnie zamknąć za sobą drzwi. Uważam, że to jest niezwykle ważne, bo takie niedomknięte rozdziały mogą mieć na nas negatywny wpływ.
Kupiliśmy bilety. Chciałam pokazać Markowi ulubione miejsca. On doskonale wie, że spędzony tam czas był dla mnie ważną lekcją, ale chciał wiedzieć o co tyle zamieszania. Byłam ciekawa jak to będzie, co będę czuła. Pewnie fajnie by teraz zabrzmiała opowieść o silnych emocjach targających moją duszą i sercem, ale nic takiego się nie wydarzyło. Potraktowałam Maltę jak dawno nie widzianą znajomą i przywitałyśmy się serdecznie.
Nie chcąc wchodzić zbyt wiele razy do tej samej rzeki zarezerwowałam nam nocleg na północy wyspy, nie w Sliemie czy St. Julian's. Zwiedzanie ograniczyłam do miejsc które kiedyś polubiłam najbardziej i do tych, w których wcześniej nie byłam. O samym planie wycieczki opowiem innym razem. Wyjazd trwał tylko 4 dni, ale nie był bardzo napięty. Sensownie go rozpisałam, jeździliśmy tu i tam, ale też odpoczywaliśmy. Było słońce i był deszcz. Wybieraliśmy spokojne, mało zatłoczone o tej porze roku miejsca, a te popularne odwiedzaliśmy rano. 
Dobrze było wrócić. Dziś nie patrzę już na wyspę z niekończącym się zachwytem, dostrzegam jej mocne i słabe strony. Mam do niej dużo ciepłych uczuć i sentymentu, ale więcej też dystansu. Tęskniłam i zawsze tęsknić będę za maltańskimi kotami, to pewne. Ich cicha obecność jest cudowna, a od kiedy mam Wilhelminę doceniam to jeszcze bardziej. Był już wpis o Kotach z Podróży, może kiedyś pokażę tylko te z Malty? Mam ich bardzo dużo.

>> Zobacz też wpis Koty z Podróży <<<
Jeśli Moja Maltańska Przygoda nie była Ci obca i rozczarowałam Cię brakiem spektakularnej puenty typu "Znalazłam pracę na Malcie i znowu wyjeżdżam z Polski" lub "Po latach odnalazłam na Malcie swoje przeznaczenie" to przepraszam, ale jej nie będzie. Nigdy wcześniej nie lubiłam mojego życia tak bardzo jak teraz. Zwykłej codzienności, pracy i siebie, mimo że do ideału do którego kiedyś dążyłam jest mi daleko. Jestem szczęśliwa. A z Maltą pożegnałam się jak z mieszkającą daleko koleżanką, krótkim "Dziękuję za to spotkanie!".


>>> Zobacz też Wszystkie wpisy z Malty <<<


Ps. To jest ostatni wpis o Mojej Maltańskiej Przygodzie. Nie będę już do tego wracać - po pierwsze nie potrzebuję, po drugie ile można wałkować ten sam temat. O samej wyspie, typowo turystyczne, jeszcze się kiedyś pojawią. Powrotu nie przewiduję, chyba że na samo Gozo, ale to na pewno nie w najbliższym czasie.

9 komentarzy:

  1. Podsumuje to tak:
    1. Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma
    2. Lepiej żałować, że się coś zrobiło niż nie zrobiło (chociaż w Twoim przypadku nie ma czego żałować:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiedziałam, że kiedyś tam wrócisz i ciesze się, że w takich okolicznościach się to udało. Śliczne zdjecia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aga pięknie się to wszystko skończyło, pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Najważniejsze że odnalazłaś swoje szczęście. Wydaje mi się, że "my" podróżnicy zbyt idealizujemy miejsca,które odwiedzamy, nie patrząc na nie jak może w nim wyglądać życie codzienne. Nie koniecznie odnajdujemy się w tych realiach. Teraz z perspektywy czasu, możesz wracać na Maltę z czystym sumieniem bo ten " gorzki"(rozczarowanie) rozdział jest za Tobą Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Może i na Malcie nic na to nie wskazywało ale to jednak była historia z happy endem. Teraz masz pracę, M. i Wilhelminę, widać po Tobie że jesteś szczęśliwa i chyba...spełniona :). I nawet do blogowania wróciłaś. Cieszę się!

    OdpowiedzUsuń
  6. Każdy wyjazd nas czegoś uczy. Może Twoje życie na Malcie nie było takie, jak sobie zaplanowałaś, ale dzięki temu wyjazdowi jesteś teraz w tym miejscu, w którym jesteś :) Zawsze trzeba patrzeć na pozytywne strony życia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Sama bardzo chciałabym sie wybrać na takie wakacje. Jaki jest mniej więcej koszt takiego wyjazdu? Nie wiem czy nie musiałabym wziąć jakiejś pożyczki, aby móc sobie pozwolic na takie wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zajmujemy się finansowaniem biznesu i udzielaniem finansowania osobom fizycznym, korporacyjnym i firmom przy niskim oprocentowaniu. jeśli jesteś zainteresowany finansowaniem, prosimy o kontakt w celu uzyskania dalszych informacji e-mail: roccapitalholding@gmail.com

    OdpowiedzUsuń

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

Komentarze obraźliwe lub pisane w moim odczuciu wyłącznie po to, żeby zostawić link do swojej komercyjnej strony nie są publikowane.

TOP