20.1.19

Zapachy i smaki przywołujące wspomnienia

Na pewno znasz to uczucie. Każdy z nas zna. Ten moment, gdy jakiś smak, zapach albo dźwięk zupełnie niespodziewanie porusza wrażliwą strunę w sercu. Przenosi w sekundę o kilka tygodni, miesięcy, lat wstecz - do szczęśliwych chwil i wspomnień (do bolesnych też, ale takie myśli zwykle staram się szybko odgonić).

Na mnie szczególnie mocno działają zapachy. Przypadkowe zetknięcie z perfumami, których używałam w 2001 roku potrafi od razu przywołać obrazy z pierwszych zagranicznych wakacji, aromat kwiatów pomarańczy przenosi mnie w kolorowe uliczki Sewilli, a zapach świeżo mielonej kawy Nicola do zalanej światłem poranka Lizbony. Słodki zapach naleśników z dżemem to wakacje nad Bałtykiem z dziadkami, a drzewa piniowe już zawsze kojarzyć mi się będą z tureckim wybrzeżem Morza Egejskiego. W 2004 roku miałam wielki turystyczny plecak, który mieszkał ze mną u starszego portugalskiego małżeństwa, w ich starym domu. Jak ten dom pachniał! Połączeniem zapachu drewna i wilgoci, ciepłem wyłożonego kafelkami pieca i suszących się w przedsionku fig z przydomowego ogródka. Zapach trudny, wręcz niemożliwy do opisania. Plecak przesiąkł nim w niezwykły sposób i przez wiele lat wyjmując go z szafy przypominałam sobie tamte dni. 

Ze smakami bywa różnie. Jedne potrafią obudzić wspomnienia, inne nie. Smaki są trudniejsze - jak coś jest bardzo charakterycznym daniem dla jakiegoś kraju czy regionu, to w sumie trudno żeby się z nim nie kojarzyło. Pasteis de nata? Spacer po jednym z portugalskich miast. Churros? Skromny bar przy stacji kolejki w Benalmadenie. Pizza? Romantyczny wieczór w Rzymie. Croissant? Popołudnia nad Sekwaną. Patatas bravas? Dla mnie Majorka. Chowder? Wietrzne wybrzeże Irlandii. Mogłabym wymieniać długo, Ty na pewno też!

Ostatnio jednak moja pamięć do smaków zaskoczyła mnie zupełnie, gdy świeży plaster ricotty przypomniał mi o zimie spędzonej na Malcie. Kuchnia wyspy czerpie mocno z tradycji kuchni włoskiej, więc sama ricotta nie jest tu zaskoczeniem. Jest ona ważnym składnikiem pysznych ricotta quassatat na które przepis podawałam na blogu, ale też wielu innych dań. Prawdziwa ricotta smakuje zupełnie inaczej niż ta, którą można kupić w polskich sklepach. Ma inną konsystencję i rozpływa się w ustach. Mieszkając na Malcie miałam swój ulubiony sklepik spożywczy. Znajdował się w sercu Sliemy, w jednej z niepopularnych uliczek. Żadnego szyldu ani potykacza na zewnątrz. Mało turystyczny, lokalny. Raz na kilka dni pojawiała się w nim świeża włoska ricotta na wagę. Doskonała! Leżała w wielkiej misce - miękka i mokra, wręcz uśmiechająca się do klientów. Pani nakładała ją dużą łyżką na bezbarwną folię spożywczą, a potem ważyła. To były moje małe chwile szczęścia. Jadłam ją z chlebem lub samą z dodatkiem oliwy i soli, robiłam z niej twarożek albo zapiekałam. To był najgorszy czas mojego pobytu na wyspie, miałam kryzys tak ogromny, że czasem nie mogłam oddychać od nadmiaru złych myśli. Ta ricotta kojarzy mi się jednak dobrze. Z comfort food, które potrafi ogrzać zimne od smutku serce, a także ze wszystkim co w Malcie pokochałam. Z jej kameralną atmosferą, urokiem śródziemnomorskiej codzienności, długimi spacerami, rześkim zapachem morza, St. Julian's i Sliemą budzącymi się do życia o świcie, kotami biegającymi po parku i ludźmi, którzy pojawili się na chwilę, a jednak ślad po sobie zostawili duży.

>> Zobacz też przepis na Maltańskie ricotta qassatat <<

Po powrocie do Polski zapomniałam jej smak, bo ta z pudełka to nie to samo. Niedawno przypadkiem odkryłam w Warszawie sklepik, w którym pochodzący z Puglii Włoch kontynuuje tradycję swojego ojca i wytwarza świeże włoskie sery. Weszłam po mozarellę, wyszłam z pudełeczkiem ricotty. Każdy jej kęs był przyjemnością i powrotem do wcale nie tak dawnych czasów. Pomyślałam o tym rozdziale życia, który został przerwany dość gwałtownie i czując, że trzeba go w końcu zamknąć. Pewnie już się domyślasz, co od razu zrobiłam? 

10 komentarzy:

  1. Kupiłaś bilet? Mam nadzieję, że tym razem w dwie strony :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. też miałam się skusić ale ceny trochę mnie zwaliły z nóg:(

      Usuń
    2. Hmmm wg mnie ceny adekwatne do jakości i tego, że to mała manufaktura, nie różnią się niczym od cen np w Picolla Italia, a robione na miejscu co dla mnie jest na plus tych warszawskich. Nie bywam tam często bo też nie jemy np. ricotty częściej niż raz w miesiącu, ale warto co nieco popróbować. O ile jednak mogę bronić cen serów, to zwaliły mnie z nóg ceny mrożonych ravioli i innych past (po 60-80zł za kg) i wszelkich oliwek itp rzeczy na wagę.

      Usuń
  3. Aga, widzę, że powracasz na dobre z pisaniem postów, to dobry znak.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaa czad �� ciarki aż miałam na koniec ❤️

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tak samo z ale z zapachami chyba intensywniej to odczuwam. W najmniej oczekiwanych miejscach i momentach zapach potrafi przywołać wspomnienia. Ze smakami mam o tyle trudniej że wszystko zawsze smakuje mi najlepiej w kraju, z którego ten przysmak pochodzi a wszelkie próby odtworzenia lub odnalezienia tego w domu nie do końca mnie satysfakcjonują. Tylko polskie jedzenie smakuje mi zawsze i wszędzie, taka ze mnie patriotka :).

    OdpowiedzUsuń

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

Komentarze obraźliwe lub pisane w moim odczuciu wyłącznie po to, żeby zostawić link do swojej komercyjnej strony nie są publikowane.

TOP