25.2.19

Pierwszy raz na Kaszubach

Styczniowy urlop miał wyglądać nieco inaczej. Planowaliśmy wybrać się na tydzień za granicę, ale okazało się to niemożliwe. Zamiast rezygnować z wolnych dni, zdecydowaliśmy się pojechać na lubianą przez nas Warmię. Niestety ceny interesujących nas noclegów były oszałamiające i całkowicie nieadekwatne do tej pory roku.
Błądząc palcem po mapie zainteresowaliśmy sie znanym nam dotąd tylko ze słyszenia regionem Polski - Kaszubami. Po analizie oferty noclegowej i lekturze portalu Pomorskie Prestige (trafiłam na niego przypadkiem, ale serdecznie polecam) zdecydowaliśmy, że jedziemy właśnie tam. To była świetna decyzja! Jako bazę wypadową na zwiedzanie okolicy wybraliśmy Kartuzy. Miasto małe, ale klimatyczne. 
Nasz urlop przypadł na dni robocze. Okazało się, że nad jeziorami, w muzeach, kawiarniach i restauracjach oprócz nas nie było nikogo! Jedynie na śniadaniach i kolacjach w hotelu widywaliśmy pojedyncze osoby. Podróże poza sezonem mają swoje wady (np. kiepska pogoda), ale też zalety (brak tłumów i niższe ceny).
Zwiedzanie zaczęliśmy od Muzeum Kaszubskiego im. Franciszka Tredera w Kartuzach. Cóż to jest za miejsce! Historia, tradycja i kultura Kaszub w pigułce. Sam budynek jest niezwykle oryginalny, a wnętrze klimatyczne i ciekawie zagospodarowane. Widać w nim dbałość o jakość ekspozycji, wszystko jest sensowne rozplanowane. Dla nas było to pierwsze spotkanie z regionem, więc  chłonęliśmy wszystko z ogromnym zainteresowaniem. 
W muzeum znajdują się przedmioty związane z tradycją rybołówstwa, rolnictwa i wyposażenie gospodarstw domowych - zdobione meble, ceramika. Nie zabrakło opowieści o słynnym hafcie kaszubskim, haftowanych zasłon i obrusów czy regionalnych strojów. Mogliśmy też zobaczyć jak wyglądał posag panny młodej. 
Mnie najbardziej zaciekawiły dwa tematy. Pierwszy związany jest ze zwyczajem zażywania tabaki. W jednej z witryn można podziwiać bogatą kolekcję fikuśnych tabakier wykonanych z rogu. Drugim jest język kaszubski, o istnieniu którego wiedziałam, ale nie miałam dotąd z nim żadnej styczności. Przejrzałam szkolny elementarz, a odśpiewane przez pracownicę muzeum Kaszubskie Nuty zrobiły na mnie ogromne wrażenie. 


Wyjeżdżając z Kartuz i kierując się na teren Kaszubskiego Parku Krajobrazowego, zajechaliśmy do wsi Łapalice. Znana jest ona przede wszystkim z położonego w malowniczym lesie, nigdy nieskończonego zamku. Początki tej historii sięgają lat 80-tych i są dość intrygujące, ponieważ właściciel wystąpił o zgodę na budowę domu mieszkalnego, a postawił zamek z 12 wieżami. Mgła i całkowity brak ludzi zrobiły swoje. Nie znalazłam w sobie odwagi, żeby zapuścić się głębiej i obejść obiekt dookoła (do środka nie planowałam wchodzić). 
Jest to miejsce, które robi wrażenie. Wykończony zamek mógłby być naprawdę piękny, ale szczerze wątpię, żeby kiedykolwiek jeszcze do tego doszło. Szkoda ogromu pracy i pieniędzy, które ta inwestycja pochłonęła. Miało być to wielkie dzieło czyjegoś życia, ale trudno coś zbudować na krętactwie i niedomówieniach. Ciekawą relację z zamku (wraz z ujęciami z drona) można przeczytać na blogu Złota Proporcja
Kolejnym przystankiem naszej wycieczki było Chmielno. Ta położona między jeziorami wieś jest wielką atrakcją regionu. Można tam zwiedzić stare Grodzisko, a także wyjątkowe Muzeum Ceramiki Kaszubskiej Neclów. Liczyłam, że nam się uda, ale niestety drzwi były zamknięte, a właściciel nie odbierał telefonu. Szkoda. Garncarskie rzemiosło jest symbolem tych okolic, a mnie ta tematyka bardzo interesuje. Jest po co wrócić!
Minęliśmy działający młyn wodny w Chmielonku. To obiekt zabytkowy, wybudowany w 1738 roku. Naszym celem było Ręboszewo i znajdująca się tam restauracja Modra Sobótka (zdjęcie powyżej). Niedługo po otwarciu w 2017 roku uzyskała ona tytuł Najlepszej Restauracji Regionalnej Województwa Pomorskiego. Serwuje dania typowo kaszubskie - ryby, gęsinę, dziczyznę. Menu jest bardzo mięsne i poza makaronem z warzywami nie oferuje nic dla wegetarian. My bardzo ograniczamy spożycie mięsa, w tej chwili dania wege uzupełniamy głównie rybami, więc zdecydowaliśmy się na Kaszubską Zupę z Lina. Była smaczna, słodkawa, wyraźnie pomidorowa. Wnętrze lokalu jest bardzo przyjemne, obsługa serdeczna. Na miejscu można też wynająć pokój i zostać na dłużej. 
Zjeździliśmy bliską okolicę. Śnieg uniemożliwił nam podjazd pod stary wiatrak w Ręboszewie, ale odwiedziliśmy urokliwe Ostrzyce, Wieżycę będącą znanym w regionie ośrodkiem narciarskim, Stężycę z nastrojową mariną. Wyobrażam sobie jak wspaniale i kolorowo muszą te miejsca wyglądać latem i wiosną!
Wybraliśmy się na kawę do Hotelu Adler Medical SPA, który braliśmy pod uwagę jako miejsce noclegowe. Kartuzy wygrały ze względu na lokalizację, ale zauroczona zdjęciami tego obiektu bardzo chciałam go odwiedzić. Ośrodek jest przepięknie położony nad brzegiem Jeziora Raduńskiego, w cichej i spokojnej okolicy. Za serce chwyciła mnie restauracja z widokiem na jezioro. Ciepłe, bardzo przyjemne miejsce, do którego chciałoby się kiedyś wrócić. 
Muszę przyznać, że na Kaszubach spotkaliśmy się z dużą gościnnością i uprzejmością. Może mieliśmy szczęście, ale zaczynając od pracowników Muzeum, przez obsługę we wszystkich lokalach i hotelach, a nawet w zwykłych sklepach spożywczych trafialiśmy na uśmiechniętych, sympatycznych i naturalnie miłych ludzi. 
Ostatni dzień spędziliśmy w Kościerzynie, przez wielu uznawanej za stolicę Kaszub. Odwiedziliśmy Stary Browar, pospacerowaliśmy po rynku, odwiedziliśmy znany sklep kaszubski Farwa, w którym można kupić ubrania, biżuterię i przedmioty do domu z motywami kaszubskimi. Można tu zawiedzić ciekawe muzea - Muzeum Ziemi Kościerskiej, Muzeum Kolejnictwa i jedyne w Polsce Muzeum Akordeonu. Na obiad wybraliśmy się do niepozornej pierogarni w hotelu Gryf. Wnętrze jest proste, ale nie brakuje regionalnych nawiązań. Dziewczyna za ladą (ponownie przemiła!) zaproponowała nam Talerz Łasucha, czyli 24 pierogi w 6 wybranych przez nas smakach za 36zł. Wybór jest duży - są pierogi ruskie, z mięsem, z kapustą i grzybami, ze szpinakiem i fetą, z kaczką, wileńskie z kaszą gryczaną, wiejskie z kaszanką, z grzybami, polskie z kiełbasą, gruzińskie chinkali, kaszubskie z ziemniakami i ogórkiem kiszonym, z makiem i twarogiem lub z kaszą manną na słodko. Porcja przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Pierogi były pyszne, ale połowę zabraliśmy do domu. 
Ostatnim punktem naszej wycieczki było miejsce wyjątkowe. Na informacje o Wspólnocie Burego Misia trafiłam na wspomnianej wcześniej stronie Pomorskie Prestige i wiedziałam, że MUSZĘ tam pojechać. Osada w Nowym Klinczu koło Kościerzyny skupia niezwykłych ludzi. Mieszkają tam Bure Misie, czyli osoby o różnym stopniu niepełnosprawności i Bure Niedźwiedzie, czyli ich opiekunowie i towarzysze. Razem żyją i pracują, prowadzą agroturystykę, hodują zwierzęta, uprawiają warzywa i owoce. Te działania pozwalają im produkować własne sery, soki owocowe, konfitury. Odwiedziliśmy ich sklepik, żeby kupić wysokiej jakości produkty i wesprzeć w ten sposób tę budującą inicjatywę. Wyszliśmy z konfiturami (śliwka w czekoladzie, czarna porzeczka i jesienny mix gruszek, jabłek i śliwek), z serami (podpuszczkowymi, żółtymi i wędzonymi oraz z ich własną wersją sera po grecku z oliwkami i suszonymi pomidorami). Będziemy tam wracać zawsze będąc w okolicy. 
To były fantastyczne dni! Kaszuby okazały się pozytywnym zaskoczeniem. Udało nam się trochę pozwiedzać, ale też odpocząć i zresetować głowy. Ja długo walczyłam ze sobą, żeby nie kupić wszystkich dostępnych pamiątek z motywem haftu kaszubskiego, który jest aż za bardzo w moim guście. To była nasza pierwsza wizyta w tamtych okolicach, ale na pewno nie ostatnia. Kaszuby są większe i mają jeszcze mnóstwo do zaoferowania. Wrócimy!

4 komentarze:

  1. To prawda Aga, Kaszuby mają potencjał. Jako dziecko często bywałam w Kościerzynie i okolicach bo miałam tam ciocię. Z Gdyni do Kościerzyny kursowały piętrowe pociągi, przejażdżki którymi nawet dzisiaj są dla mnie frajdą :). Uczyłam się w szkole kaszubskich piosenek, umiałam też kilka dziwnie brzmiących zwrotów. Jakiś czas temu Kaszubi zaczęli wyraźnie podkreślać swoją przynależność do Kaszub, modny stał się wzór kaszubski, w szkołach uczą języka kaszubskiego, tradycji i historii regionu. A że ludzie sympatyczni i gościnni to naprawdę warto obrać sobie Kaszuby jako cel wyjazdu. Wyjazd poza sezonem ma mnóstwo zalet - przede wszystkim wiele miejsc mamy tylko dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żałuje, że odkryliśmy je tak późno, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale! Cieszę się, że masz tyle fajnych wspomnień z tamtych okolic!

      Usuń
  2. Muzeum Kaszubskie to moja zmora z dzieciństwa :D Co roku chodziliśmy tam na wycieczki szkolne. Kilka lat temu odświeżyłam sobie wspomnienia podczas nocy muzeów, ale nadal nie przepadam za tym miejscem. Mimo wszystko cieszę się, że Wam się podobało. Uśmiech sam maluje się na twarzy, gdy czyta się takie miłe słowa o swoich rodzinnych stronach ;) Mam nadzieję, że byliście też w kartuskiej kolegiacie. I koniecznie musicie wrócić i odkrywać Kaszuby dalej. Są tego warte ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem o czym mówisz, nawet najpiękniejsze miejsca jak są wymuszane to przestają się podobać :D

      Usuń

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

Komentarze obraźliwe lub pisane w moim odczuciu wyłącznie po to, żeby zostawić link do swojej komercyjnej strony nie są publikowane.

TOP