10.6.19

Jak zmieniły się moje podróże?

Planując każdy z ostatnich wyjazdów dopadały mnie myśli o tym, jak wiele się zmieniło w ostatnich latach. W tym jak podróżuję, czego od podróży oczekuję i jak wygląda cały proces przygotowania się do niej, a w końcu sam czas spędzony na miejscu. Ten wpis nie będzie niczym szczególnie odkrywczym, na pewno wielu z nas przeszło tę drogę. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na ważną rzecz - nie dość, że każdy z nas jest inny, to jeszcze każdy z nas przechodzi różne etapy w życiu. Zmienia się sposób myślenia, ale też potrzeby. To ważne.
Dostępność Internetu zaowocowała trendem wypowiadania się na każdy temat zgodnie z zasadą "Ja uważam TAK, więc TAK jest poprawnie". Często spotykam się z tym, że zdjęcie z jakąś luźną myślą autora, który wcale nie pyta nikogo o zdanie, kończy z setką komentarzy w których każdy wie lepiej. Ja też kiedyś dziwiłam się jak można podróżować lub żyć w taki czy inny sposób, skoro ja lubię inaczej. Tym wpisem chciałabym zwrócić uwagę na to, że to co myślimy i czujemy dziś, wcale nie musi być aktualne jutro. Gdy zaczynałam podróżować, do głowy mi nie przyszło, że kiedyś moje podróże mogą się zmienić! Myślałam, że "taka" jestem i zawsze już będę. Nie miałam racji! Dziś wszystko jest inaczej niż było 10 lat temu :) Ciekawe jak będzie za 10 lat?!
KIEDYŚ....
  • Mogłam podróżować prawie non stop, jedynie z przerwami na pracę. Kończyłam zmianę w piątek o 15, wsiadałam w autobus i jechałam gdzieś na cały weekend, wracałam w poniedziałek nad ranem i szłam prosto do biura po nocy spędzonej w autokarze np. na trasie Wilno-Warszawa,
  • Zdarzało się, że byłam w drodze nawet 8-10 weekendów z rzędu, bez wolnej chwili spędzonej w domu,
  • Praktycznie wszystkie pieniądze jakie zostawały mi po opłaceniu rachunków i odłożeniu jakiejś kwoty na życie przeznaczałam na wyjazdy. Nie miało znaczenia co jem, jak mieszkam, w czym chodzę. Każdą złotówkę przeznaczałam na podróże małe i duże,
  • Wyjeżdżałam tak często, jak się dało. Weekendy krótkie i przedłużone (kilkanaście w roku), do tego 4-5 wyjazdów na około tydzień (mój tryb pracy pozwalał na takie kumulowanie dni wolnych, więc miałam ich więcej niż ustawowe 26 dni urlopu), czasem nawet dłuższe wyjazdy jeśli była taka możliwość (bo np. zmieniałam pracę), 
  • Kiedyś latałam głównie samolotem i za granicę. Czasem w jedno miejsce w Europie z 2 przesiadkami, bo tak było taniej. Uwielbiałam zagraniczne wojaże i były one priorytetem na mojej Liście Marzeń, 
  • Planowałam dokładnie każdy szczegół wyjazdu, a każdy plan dnia zaczynał się pobudką o 7, zawierał intensywne zwiedzanie przez kolejnych 10-11 godzin i padnięcie bez sił na łóżko o 22,
  • W nawiązaniu do punktu poprzedniego - od podróży oczekiwałam wrażeń, oderwania się od rzeczywistości i codzienności, dużo musiało się dziać na każdym jej etapie, 
  • Mogłam spać gdziekolwiek! W wieloosobowej sali na skrzypiącym łóżku; na podłodze w śpiworze; w brzydkiej acz taniej klitce z widokiem na śmietnik; w salonie pani z Airbnb, która w tym czasie mieszkała we wspólnej kuchni. Wydawanie pieniędzy na noclegi uważałam za głupotę, brałam cokolwiek patrząc tylko na atrakcyjną cenę, 
  • Wybierałam noclegi najtańsze, które nie miały zwykle w cenie śniadania, ale nie miały też żadnego zaplecza kuchennego. Kupowałam więc coś na szybko w sklepie, długo po tym jak wstałam, w ciągu dnia też głównie jadłam coś ze sklepu i jakąś kolację w knajpie. Nie miało to dla mnie znaczenia,
  • Najpierw wybierałam kierunek wyjazdu, a potem dopiero szukałam tam najtańszego noclegu,
  • Miałam listę Marzeń Podróżniczych z której wykreślałam wszystkie odwiedzane kierunki i decydując się na zakup biletów starałam się wybierać właśnie miejsca na niej zapisane,
  • Uwielbiałam duże miasta, a spać lubiłam najbardziej w ich centrum. Lubiłam ich gwar, hałas, energię.
TERAZ... 
  • Potrzebuję przerwy między podróżą, a pracą. W niedziele wracam do domu popołudniu, żeby mieć czas na przygotowanie jedzenia na poniedziałek i zwyczajne wyspanie się,
  • Uwielbiam wolne weekendy. Także te, które spędzam w domu! Leniwe poranki, długie śniadania, rozmowy z M. i zabawy z kotem, wspólne gotowanie i oglądanie filmów, 
  • Zupełnie inaczej wydaję pieniądze! Zrozumiałam jak wielkim komfortem jest mieć mieszkanie, które odpowiada moim oczekiwaniom (jest wygodne i mi się podoba), w którym fajnie spędza się czas. Planuję posiłki, nie oszczędzam na dobrej jakości jedzeniu, nie mam problemu z kupieniem sobie lepszej jakości ubrań czy butów, które nie uwierają i nie rozpadają się po tygodniu noszenia. Na podróże nie wydaję mniej niż kiedyś, ale na pewno wydaję inaczej, 
  • Dążę do sytuacji idealnej dla nas na tę chwilę, w której wyjeżdżamy gdzieś na 1 weekend w miesiącu, a dodatkowo na 4-7 dni jakieś 3-4 razy w roku (zima, wiosna i jesień), żeby naładować akumulatory. Nie zawsze się udaje, ale próbujemy, 
  • Nie latam już tak często samolotem, w miarę możliwości wybieramy samochód, bo można dotrzeć do większej ilości miejsc i zwiedzać w swoim tempie, 
  • Robię zarys planu podróży, który modyfikuję według potrzeb (nastrój, chęci, pogoda, pojawiające się inne alternatywy). Plan ten uwzględnia wysypianie się i - uwaga - zwyczajne nic nie robienie, celebrowanie posiłków, gapienie się na morze i głaskanie kotów, 
  • Od podróży oczekuję odpoczynku, zresetowania głowy od nadmiaru problemów i obowiązków. 'Dorosłość' przyniosła bardziej stresującą i wymagającą pracę (chociaż ciekawą i lubianą), różne zawirowania zdrowotne i mnóstwo problemów rodzinnych. Urlop ma być oczyszczeniem i spokojem,
  • Potrzebuję komfortu. Nie mylić z luksusem, to dwie zupełnie inne rzeczy! Ciepłej bieżącej wody w prywatnej łazience, własnej przestrzeni, wygodnego łóżka, czystości. Nie pogardzę też ładnym widokiem, sympatycznym tarasem i miłą restauracją, 
  • Wybieram pokój hotelowy z lodówką i śniadaniem albo apartament z aneksem kuchennym bez wyżywienia. Taki, że można sobie zrobić większe zakupy, samemu gotować, ale też od czasu do czasu zjeść na mieście,
  • Wciąż lubię metropolie, ale tylko na kilka godzin. Nocować wolę w cichych i ładnych okolicznościach przyrody, z dala od zgiełku, nocnych imprez i dźwięków miasta, które mam w domu każdego dnia. A najszczęśliwsza jestem spędzając czas nad wodą - morzem, oceanem, rzeką, jeziorem. 

Czy te wszystkie zmiany oznaczają, że zamknęłam się w swojej strefie komfortu? Nie, oznaczają jedynie, że dziś mam inne potrzeby. Te "etapy" rożnią się między ludźmi - u jednych może zacząć się od budżetowego podróżowania z plecakiem, u kogoś innego punktem wyjścia mogą być wakacje All Inclusive. Co więcej - u jednych podejście się z czasem zmieni, u innych nie. I to wszystko jest OK, bo jesteśmy różni!

Ciekawa jestem jak jest u Was? Czy Wasze podejście do podróżowania zmieniało się na przestrzeni lat? 

14 komentarzy:

  1. U mnie było inaczej - zaczęłam od sporadycznych właśnie wypadów All Inclusive, 5* w Egipcie, dobry standard. Teraz najchętniej polskie morze, miłe kwatery, dobry standard ale kameralnie, z własnym jedzeniem lub knajpkami. To się zmienia, człowiek się nasyca i chce czegoś innego. Fajny wpis Aga, pozdrawiam i pisz wiecej

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę jeździć non-stop, spać gdzie popadnie, ale za to nie oszczędzam na lokalnym jedzeniu. Kiedyś byłam domatorką, marzyłam o własnym ładnym mieszkaniu i super samochodzie, odkąd zaczęłam podróżować rzeczy materialne mają dla mnie o wiele mniejsze znaczenie a dom służy jedynie do spania. Być może kiedyś zapragnę stagnacji, na razie jest mi dobrze tak jak jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, też byłam kiedyś w takim momencie życia i nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej :)

      Usuń
  3. U mnie też się zmieniło. Przede wszystkim intensywność i częstotliwość wyjazdów. Regularne loty do Paryża, związane z realizowanymi tam studiami, sprawiły, że jeśli mogę, to już nigdzie indziej nie latam, tylko - jeśli jest taka możliwość - wybieram pociąg/autobus/samochód. Ostatnie 4 lata w rozkroku między Polską i Francją odebrały mi po prostu siłę do podróżowania. Staram się więc korzystać z tego, co mam na miejscu, w Pradze, no i zwiedzać przy okazji wyjazdów związanych z pracą. Jednak nie zawsze mam na to siłę, więc uczę się odpuszczać i tego, że nie muszę odhaczyć wszystkich punktów na liście must see. Co do standardu, to też bardziej cenię komfort. Warunki życia w czasie pobytu na Kaledonii dały mi trochę w kość i teraz z jednej strony lubię sobie pozwolić na komfort (jeśli jest taka możliwość), a z drugiej, po tym co tam przeżyłam, jestem w stanie dostosować się do każdych warunków (wiedząc, że to tylko na kilka dni). To ciekawe, jak zmienia się nasze podejście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Twój tryb życia był niezwykle intensywny, więć z ciekawością przeczytałam jakie zmiany przyniósł. Fajnie, że też wolisz wolniej. Nauczenie się jak odpuszczać było jedną z ważniejszych lekcji dla mnie. Podróże dzięki niej smakują lepiej!

      Usuń
  4. Dokładnie to samo zauważam u siebie. Na studiach i zaraz po jeździło się wszędzie, wszystkim, nie ważna była pogoda, nocleg ani widmo niewyspania i niewygód. Teraz zupełnie inne podejście. Chyba to starość;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, znam osoby, którym zmienia się w odwrotną stronę, więc nie ma reguły!

      Usuń
  5. Ja tez już podróżuję inaczej :) Jak mam wolne dwa dni to wolę zostać w domu i odpocząć, a kiedyś wskoczyłabym w samochód i odwiedziła nieznane mi miejsca w okolicy :) Czas nas zmienia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny wpis. Człowiek z czasem potrzebuje zmian i to normalne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zmieniają się priorytety i to normalne. Najważniejsze umieć zrobić sobie przyjemność i do tego dążyć. Polska jest piękna, we dwoje tym bardziej atrakcyjna...

    OdpowiedzUsuń
  8. Podróżowanie to piękna rzecz. Człowiek się zmienia więc dotyczy to również podróżowania :)

    OdpowiedzUsuń

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

Komentarze obraźliwe lub pisane w moim odczuciu wyłącznie po to, żeby zostawić link do swojej komercyjnej strony nie są publikowane.

TOP