4.8.19

Moja praca kiedyś i teraz

Często wspominam o tym, że sezon pracowity, wolnych dni mało, pracy dużo. Pytacie czasami czym się w tej chwili zajmuję, bo kilka razy mówiłam, że trochę się u mnie zawodowo pozmieniało. Czas uchylić rąbka tajemnicy i w końcu zdradzić coś więcej. Branża ta sama - turystyka, ale jednak specyfika pracy zupełnie inna.
Kto jest ze mną dłużej, ten na pewno wie, że przez ponad 8 lat pracowałam w biurach podróży jako sprzedawca wycieczek zorganizowanych. Przez pierwsze lata bardzo lubiłam to zajęcie, dawało mi dużo satysfakcji, miałam świetne wyniki sprzedażowe bo lubię kontakt z ludźmi, a wiedzy o kierunkach i hotelach też mi nie brakuje. O miejscach w których sama nie byłam starałam się czytać jak najwięcej, zdobywać dodatkowe informacje, dokładnie analizowałam raporty z wyjazdów szkoleniowych (tzw. study tour) innych pracowników. Uczciwie przedstawiałam wady i zalety różnych ofert, starając się przy okazji poznać oczekiwania Klientów. Zawsze zależało mi na tym, żeby sprzedać coś, co pasuje do danej osoby, nie tylko na tym, żeby sprzedać i dobić do wysokiego progu sprzedażowych oczekiwań pracodawców. Co ciekawe, takie podejście procentowało - nie dość, że reklamacji miałam mało, sprzedaży dużo, to jeszcze po latach byli Klienci potrafili odszukać mnie na Facebooku żeby spytać czy jeszcze pracuję w branży bo znowu szukają wycieczki :-)
Miejsca pracy zmieniałam często. Przeszłam przez szklane akwarium na środku centrum handlowego, Call Center jednego z większych agentów w Polsce, przez prywatne biuro rodzinne i kameralną firmę z długim stażem na rynku. W każdym uczyłam się czegoś nowego, a że dawałam z siebie dużo to do jednego biura wróciłam po latach, kolega z drugiego ściągną mnie do trzeciego, koleżanka z czwartego poleciła mnie w piątym... Tak sobie zmieniałam, szukałam i czułam, że gasnę. Dość długo zajęło mi zrozumienie, że to nie firmy w których pracuję wpływają na mój brak satysfakcji z pracy, a praca którą wykonuję. Nagłe olśnienie. Odszedł od mojego biurka mężczyzna z którym omówiłam wszystkie kierunki świata, dziesiątki hoteli (w każdym coś mu nie pasowało), wiedząc że i tak nic nie kupi. Poczułam wtedy, że nienawidzę sprzedaży i jestem totalnie wypalona.
To była późna jesień 2015 roku. Głowa i brzuch bolały mnie na samą myśl o poniedziałku, poranku, kolejnym dniu pracy. Za tydzień miałam lecieć na 7 dni na Maltę. Czułam, że muszę coś natychmiast zmienić w swoim życiu, chociaż nie wiedziałam jeszcze co. Jak wielu z Was wie - poleciałam, wróciłam i złożyłam wypowiedzenie. Takie było chyba moje przeznaczenie, bo przerażona poszłam na rozmowę z szefową bojąc się reakcji, a ona odetchnęła z ulgą co mnie zaskoczyło. Okazało się, że kilka dni wcześniej dostała informację, że firma musi zlikwidować jeden oddział i zwolnić 2 osoby, co było dla niej trudne, więc moja decyzja ułatwiła jej życie.
Wróciłam na Maltę i próbowałam znaleźć pracę w jednej ze szkół językowych. Chodziło mi przede wszystkim o zadania związane z organizacją czasu wolnego, czyli planowanie zajęć dodatkowych dla kursantów. Dostawałam jednak propozycje jako animator na obozach dla dzieci, a to zupełnie nie moja bajka. Wróciłam więc do Polski i zaczęłam szukać podobnej pracy tutaj. Znalazłam ofertę firmy zajmującej się wyjazdami językowymi dla młodzieży m.in. na Maltę, więc nie zastanawiałam się ani minuty. Zostałam zatrudniona, ale w dziale zajmującym się wyłącznie Wielką Brytanią. Przez chwilę było mi smutno, bo jednak w sercu wciąż miałam Maltę, ale prawda jest taka, że Londyn kocham od lat i też jest mi niezwykle bliski. Tak się zaczęła nowa przygoda i nowy rozdział. 
Od ponad 2.5 roku zajmuję się organizacją wyjazdów młodzieżowych do Wielkiej Brytanii. W końcu organizacją, a nie sprzedażą! Zawsze lubiłam tworzyć nowe rzeczy, działać, zmieniać, modyfikować, realizować pomysły. W sprzedaży niestety kreatywność niebezpiecznie zbliżała się do poziomu 0, bo wszystko musiało iść zgodnie z kluczem i wytycznymi lu procedurami. Tu mogę więcej, inaczej i po swojemu. Bywa strasznie ciężko, wakacje są niezwykle męczące, ale wielką frajdę sprawia mi widok uśmiechniętych młodych ludzi, którzy za chwilę mają wyjechać na wyczekiwany obóz. To zupełnie inne uczucie patrzeć na realny efekt swojej pracy w formie zrealizowanego własnym zaangażowaniem wyjazdu niż wiedzieć, że coś po prostu tylko sprzedałam. 
W takim momencie życia zawodowego jestem dzisiaj. Co przyniesie przyszłość, z której strony wiatr zawieje i gdzie mnie poniesie nie wie nikt. Póki co nie planuję zmian, ale kto wie, co czeka za zakrętem?

6 komentarzy:

Jestem ciekawa Twojej opinii. Podziel się nią!

Komentarze obraźliwe lub pisane w moim odczuciu wyłącznie po to, żeby zostawić link do swojej komercyjnej strony nie są publikowane.

TOP